niedziela, 27 października 2013

#027 - Zoolan Rice

Dalej wyobrażała sobie że Celia wybiegnie zza rogu, krzycząc, że znalazła informacje na temat aktualnego miejsca pobytu Zoolan Rice'a. Następnie Marka i całą ekipę analizującą te informacje i Nelly która kończy część teoretyczną, podsumowując wszystko. Następnie zaczynałaby się część praktyczna, czyli w tym wypadku "wycieczka" do mieszkania złoczyńcy...

Rozmyślania Sylvii zostały zakłócone przez dzwoniący telefon. Po otworzeniu klapki spojrzała na wyświetlacz, przecierając oczy. Mark. Dzwonił Mark. A teraz powinien czuwać w szpitalu...Czyżby ktoś się obudził? Sylvia zniecierpliwiona odebrała.

- Tak Mark? Kto się obudził? - zapytała szybko.
- O czym ty gadasz, Sylvia? - zdziwił się chłopak. - Nikt się nie obudził, powiadomili by mnie. 
- Czyli nie siedzisz w szpitalu? Przecież jeszcze powinieneś tam być... - mina dziewczyny zrzedła.
- Moja "warta" skończyła się już godzinę temu... - zaczął.
- Ahaaa...Więc co się stało? - zapytała już bez entuzjazmu, lecz mimo wszystko z ciekawością.
- Spotkanie u Anastasii za 20 minut. - powiedział krótko, uśmiechając się szeroko, co o dziwo zielonowłosa jakoś wyczuła. Chłopak rozłączył się, wchodząc do średniej wysokości bloku w kolorze szarym.

+-+-+-+-+-+-+

Nastia położyła poduszki na kanapie, ciasteczka na stole przykrytym niebieskim obrusem i poszła otworzyć drzwi, przed którymi stał Mark. Wpuściła go, po czym poszła po Anne mieszkającą obok. Tamta również skierowała się do domu rywalki, ubrana w biało-pomarańczową sukienkę z falbankami. Rozsiadła się na kanapie, wzdychając. Położyła na swoich kolanach biało-niebieski laptop, otwierając jego klapkę. Zanim komputer zdążył się włączyć, do mieszkania weszła Nastia z Silvią. Ta pierwsza wskazała zielonowłosej miejsce na kanapie, a sama zapytała się kto co chce do picia, a po dostaniu "zamówień" ruszyła do kuchni.

- Ten Zozol coś-tam...Myślicie że to jego wina? - zapytała Anne, z rękami na klawiaturze i wzrokiem wtopionym w ekran.
- To musi być jego wina...Powiedział mi to... - zanim zdążył skończyć, niebieskowłosa parsknęła cichym śmiechem.
- Co z niego za złoczyńca jak przyznaje się do popełnionego czynu?! - zapytała, patrząc na Silvię i kapitana z politowaniem.
- On jest zdolny do wszystkiego, w tym najdziwniejszych głupstw. - powiedziała Sylvia, a Mark tylko przytaknął.
- Zet-o-o-el-a-en Er-i-ce-e... - mruknęła pod nosem, powoli wciskając przyciski z literami na białej klawiaturze laptopa. - Dobrze? - zapytała po chwili, jeszcze raz sprawdzając ortografię.
- Mhm. - powiedziała Nastia, stawiając na stole 3 herbaty i szklankę Coca-Coli.

Anne wcisnęła "enter" a każdy w napięciu czytał wyszukane tytuły linków.

- To wszystko to tylko artykuły z tamtego FFI... - zaczęła Nastia, ale zamknęła się gdy tylko zobaczyli to:

"Apteka Zdrowi jak Ryby.
www.zoriapteka.jp
Apteka założona w dniu 14 października 2013, zapewnia najnowszej generacji lekarstwa na wszelkie choroby, bez recepty!"

- Zdrowi jak Ryby...To nie w skrócie ZR? A w adresie jest zo- i ri- jak Zo-olan Ri-ce... - wyszeptała Silvia.
- Myślicie że sprzedał Anonymus jakiś sprej którego nie powinien mieć...? I to przez to...stało się TO? - zapytała Nastia.
- Zapewne... - Mark potaknął głową i westchnął. - Anne, klikaj, chcę znać adres! 

+-+-+-+-+-+-+


Jeszcze tego samego dnia cała czwórka stała przed witryną podejrzanej apteki. Hm, to było trochę za łatwe, musiały być jakieś pułapki - przynajmniej tak myśleli przyjaciele. Nastia westchnęła i wyciągnęła portfel z torebki. Ruszyłado sklepu na przeciwko; był to sklep odzieżowy.

- Wy stujcie tu i poczekajcie na mnie! - bardziej rozkazała niż poprosiła, ale każdy wiedział, że ma plan.

Tak naprawdę to żadnego nie miała, ale na pewno zdąży coś wymyślić, przebierając się. Anne pobiegła za Nastią izaczęła grzebać między wieszakami, na półkach, wszędzie.

- Anne, to nie zabawa, ja tu próbuję...
- Wiem że to nie zabawa, szukam czegoś co będzie Ci pasować! - Siostra Nathana trochę się zdenerwowała. Po chwili uśmiechnęła się triumfalnie, biorąc do ręki różową sukienkę i biały sweter.

+-+-+-+-+-+-+

Dziewczyna o różowych włosach weszła do apteki. Stanęła przed ladą, przybierając dość smutny wyraz twarzy. Chwilę potem zza zaplecza wylazł wysoki, dość...kanciasty (?) mężczyzna w bordowym garniturze.

- W czym mogę pomóc? - zapytał.
- Ja...Chciałabym jakieś środki nasenne... - powiedziała dość cicho, gładząc różową sukienkę.
- A cóż się stało, młoda panienko? - Zoolan Rice wykorzystał kolejną okazję. Może znów ktoś kupi gaz anty-przyjaźni?
- Otóż... - dziewczyna, nie wiadomo czemu, zaczęła wszystko opowiadać aptekarzowi. - Moja przyjaciółka odbiła mi chłopaka i jakby o mnie zapomnieli...Chciałam by któreś z nich do mnie wróciło... - odwróciła wzrok, patrząc przy okazji przez okno. Zobaczyła niebieskie kosmyki należące do koleżanki.
- Mam lepszy sposób, nie będziesz musiała nikogo usypiać. - odezwał się złoczyńca, wyciągając zza lady mały flakonik z jakimś płynem w środku. - Popsikaj nim kiedy będą razem, a przestaną się tak do siebie kleić! - powiedział, wymieniając paragon i flakonik na banknot dziewczyny.
- Do widzenia. 

+-+-+-+-+-+-+

- Udało się! - Drzwi apteki otworzyły się a zza nich wyszła Nastia.

Pobiegli w stronę restauracji ramen trenera Hillmana. Nastia kurczowo trzymała flakonik, uśmiechając się. Teraz wszystko odkręcą, i zatrzymają ponownie tego złego gościa.

- Trenerze, trenerze! - krzyczał Mark, wbiegając do środka restauracji. - Mamy! Mamy sposób na obudzenie ich wszystkich!
- Taaak? - zapytał zdziwiony i zaciekawiony, starszy i dość gruby mężczyzna.
-  Mamy gaz którego użyli Anonymus! To Zoolan Rice go sprzedaje! Trzeba teraz tylko wymyślić antidotum!
- To macie problem, dzieciaki. Ja się na tym nie znam. Chemia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole. Twojego dziadka zresztą też, Mark.
- Czyli robiliśmy to wszystko po nic? Co pan sobie myśli?! Na pewno po prostu nie chce pan wybudzić mojego brata! - krzyknęła Anne, wybiegając z restauracji. Nastia pobiegła za nią, udało jej się ją złapać przy najbliższej latarni.

- Akurat od tego płynu zależy wszystko, oprócz wybudzenia Nathana. - powiedziała cicho, patrząc na kostkę brukową, równie położoną jako chodnik, na którym właśnie stały. Po woli się ściemniało. - Odprowadzić Cię, Anne? Bo my dziś śpimy u Marka. Będziemy myśleć nad antidotum.
- Nie. - odpowiedziała. - Chcę jechać do Nii-sana.
- O tej porze nie wpuszczą nas do szpitala... - zaczęła Anastasia, ale Anne była uparta jak osioł, pobiegła w stronę głównego szpitala dzielnicy. - Anne! - dziewczyna wyciągnęła telefon i wybrała numer Sylvii, biegnąc za piosenkarką. - Silvia? Będę trochę spóźniona, mam mały...problem! - wypowiedziała do słuchawki, by następnie przyspieszyć, rozłączając się.

Kocham, kocham, kooo-ocham was <3

Jest spóźniony o dwa dni, ale jest. Cieszcie się <3 *głucha cisza* Dzięki, dzięki. -.-"
Nocowałam u koleżanki *.*
MUAHAHAHAHA! ZOOLAN RICE I APTEKA! @_@

Yyyy, nie zwracajcie uwagi, po prostu nie wiem co napisać. Wszyscy mają szybciutko wstawiać nowe rozdziły, tyle wam powiem. Runnuś, dłuższe na przyszłość, dobrze? <3 I więcej Natha *.*

niedziela, 20 października 2013

#026 - Zloczynca powraca

Mark powoli ruszył w stronę bramki,a reszta powlekła się na swoje miejsca. Sylvia zacisnęła zęby i spojrzała na chwilę za siebie nie mogła patrzeć na ten "mecz". Nie, to nie mógł być mecz. To nie była prawda! Nelly, na jednym z siedzeń na ławce rezerwowych, ale teraz już nie sama...

- Camelia! - krzyknęła, próbując ją obudzić.

Usłyszała czyjś śmiech. "Wreszcie będę mógł ich pokonać!

- Mark, za tobą! - wydarła się na całe gardło, widząc jak bramka przewraca się na chłopaka.

Niechętnie odwrócił się w stronę menadżerki, patrząc na nią znudzony. Palcem wskazał jej piłkę a później powiedział coś niemo.

- To... Jednak... - Sylvia próbowała rozszyfrować słowa kapitana, jednak ostatniego słowa nie udało jej się zobaczyć do końca, bowiem chłopak upadł pod ciężarem ramy bramki. Nathan, Axel, nikt nie zwrócił uwagi na kapitana. Dalej unikali piłki patrząc na kolegów złowrogo.
- Nathan, co ty robisz? - Sylvia zobaczyła jak Nastia podbiega bliżej boiska. - To nie jest piłka nożna! I czy w ogóle widzisz co z Markiem?! Chłopaki, co z Wami?! Wyglądacie jak zombie! - krzyczała ze łzami w oczach, dopóki Silvia nie położyła jej ręki na ramieniu. Palcem pokazała trzy śpiące menadżerki; do Nelly i Cameli dołączyła Celia. - Celia! Celia! 
- To nic nie da... - pokręciła głową pierwsza menadżerka klubu.
- Nathan! - krzyknęła Anastasia, widząc jak chłopaka uderza futbolówka. Zanim jeszcze dobiegła, zauważyła, że inni wcale się nim nie przejmują.

+-+-+-+-+-+-+

- Ha, ha, ha, haaa! - Mark słyszał dookoła siebie śmiech. Skądś znał ten głos. - Ha, haaaa, ha, ha! - miał na końcu języka to imię.
- Zoolan Rice! - krzyknął, próbując go odnaleźć. Chodził po ciemnym pokoju, nie mogąc go wypatrzyć. Zaraz, to nie był ciemny pokój. Coś innego. Coś bardziej jak...Nicość. Tak, zimna, czarna nicość. Dookoła pojawiło się z tysiąc sylwetek przedstawiających złoczyńcę.
- Miło, ze mnie pamiętasz, chłopcze! - wszystkie ciała złączyły się w jedno, które najpierw rozciągnęło się na boki, zajmując całą przestrzeń dookoła kapitana Raimona, a następnie, już normalnej szerokości, wydłużyło się do góry. - Ha, ha, ha! Wreszcie widzę rezygnację na twarzach zawodników Raimona! Ha, ha, haaa!
- Co znowu knujesz?! - krzyknął, podnosząc głowę wysoko, by móc spojrzeć w jego oczy, zamiast na same białe buty i nogawki bordowo-ciemno-różowego garnituru.  
- Jak to co? Właśnie zrezygnowaliście z gry w futbol, nienawidzicie piłki nożnej, kolegów, a nawet samych siebie! Ha, ha, ha! Teraz właśnie wszyscy uciekają z boiska, zapominają o Tobie, nawet się nie odwrócili by zobaczyć co Ci się stało! Ha, ha, haa, haaa! Właśnie dziś rozbiłem drużynę Raimona!
- N...Nie. Nie! Nie możliwe! Axel, Jude! Nathan! Nie, nie! - złapał się za głowę. Właśnie zaczynał sobie przypominać wydarzenia z dnia dzisiejszego, bowiem wcześniej tego nie pamiętał. Wszystko zaczęło go boleć. Najbardziej serce, myślał że zaraz miliony igieł, które teraz czyhały by się w nie wbić, zaraz właśnie to zrobią. Nagle przed oczami ukazała mu się śpiąca twarz Nelly. Ten moment, kiedy zauważył ją śpiącą w autobusie...Wtedy jak głupi myślał, że każdemu może się zdarzyć usnąć... - A co z dziewczynami?! - zapytał zaniepokojony.
- Ha, ha, haaa! Trzy z nich śpią w najlepsze! Biedna panienka Raimon i panna Trevis, mogą już się nigdy nie obudzić. A ta mała dziennikareczka nie została nawet przez brata zauważona.
- N-Nelly...Camilou...Celia... - chłopak otworzył szeroko oczy. - A co z Silvią i Nastią?
- Te tak łatwo się nie dały. W sumie szkoda, mogą jeszcze coś zepsuć, a tego byśmy nie chcieli. Drużyna już się wycofała a różowowłosa dalej próbuje przemówić im do rozsądku, ha, ha!
- Nie! Muszę się obudzić, muszę im pomóc! - krzyknął. - Nie wygrasz z nami, Zoolan Rice! Nigdy! - krzyczał jak opętany, machając rękami i głową..."Muszę...się...obudzić..."

+-+-+-+-+-+-+

- Co się z wami dzieje, czemu nie gracie? Walczcie, tak jak dawniej! - krzyczała Anastasia, siedząca dalej na boisku, obok Nathana. Widziała jak gracze oddalają się, zostawiając trzy śpiące menadżerki i trzech mocno "kontuzjowanych" chłopaków za sobą.
- Chłopaki, co z wami?!  - dodawała Sylvia, również na mogąc na to patrzeć.

Zacisnęła pięści i zęby, po czym pobiegła w stronę bramki. Ze łzami w oczach próbowała podnieść metalową ramę, przyciskającą nieprzytomnego już od krótszego czasu chłopaka. Różowowłosa zaś patrzyła niepewnie to na nią, to na ukochanego. W końcu, upewniwszy się, że chłopakowi nie powinno się nic stać i że jest w dobrej pozycji, wstała i pobiegła pomóc Sylvii. Siłaczkami to one nie były, trzeba przyznać. Ale siłę woli za to miały. Po dużych trudach i może jakiejś pół-godzinie nie udało im się niestety podnieść ramy o nawet milimetr. Westchnęły cicho, po czym dalej próbowały.

- Zadzwonię po karetkę! - zaproponowała Anastasia, wyciągając z kieszeni telefon. Widząc skinięcie głową koleżanki, wybrała odpowiedni numer. - Nie ma zasięgu.  - stwierdziła zdziwiona, i jednocześnie przestraszona.
- Jak to nie ma zasięgu!? - zdziwiła się dziewczyna o zielonej kokardzie.
- Tak po prostu... - Nastia podstawiła Sylvii swoją komórkę pod nos. - Ani jednej kreski.
- Spróbuj moją... - Sylvia otworzyła klapkę telefonu komórkowego, by zobaczyć, że u niej też nic z tego...
- Muszę...się...obudzić... - szepnęło coś obok nich. A raczej ktoś, bowiem gdy spojrzały za siebie, zobaczyły Marka, który otworzył jedno oko.
- Mark! - krzyknęły obie.
- To wszystko wina Zoolan Rice'a! - powiedział, po czym, jakimś cudem wyszedł spod bramki. Podbiegł do Nathana, widząc ze tamten się nie rusza. - Nath! Co mu? - odwrócił się do biegnących za nim dziewczyn.
- Piłka w niego trafiła...Chyba. - Odpowiedziała White.
- A gdzie reszta? Czemu mu nie pomogli? 
- Wyszli...już jakiś czas temu...

+-+-+-+-+-+-+

- Co mu jest? Czemu nie wrócił z Tobą?! - Anne wyczekiwała brata w progu, a widząc Nastię bez Nathana trochę się przestraszyła, szczególnie że w telewizji nie było żadnej transmisji meczu, a w wiadomościach mówili o dziwnych wydarzeniach podczas gry.
- Chodź...ze mną. - Nastia podniosła na chwilę głowę. Złapała Anne za nadgarstek i pociągnęła za sobą do windy, nie pozwalając jej nawet zamknąć drzwi.

Niedługo potem były już pod szpitalem. Nie dając żadnych wyjaśnień, Nastia pociągnęła niebieskowłosą do środka, do sali numer 133, mieszczącej się na drugim piętrze. Bez pukania weszła, podchodząc do Marka.

- Co z nimi? - zapytała, ze spuszczoną głową.
- Lekarz powiedział, że nie wie co się stało, co się dzieje i co się stanie, ale ich stan na razie jest stabilny. 
- O co chodzi...? - Anne rozglądała się po sali, dopiero po chwili zobaczyła swojego brata, leżącego na ostatnim łóżku szpitalnym. - Onii...? - podeszła do niego i złapała go za ramię. Potrząsnęła bratem, żadnej reakcji z jego strony. - Onii-san, to nie jest śmieszne! - stwierdziła, chcąc mocno wierzyć, że jest to tylko żart. Wiedziała że jest inaczej, ale chciała wierzyć. Musiała wierzyć.
- Trzeba go znaleźć. Trzeba znaleźć Zoolan Rice'a! - stwierdził poważnie Mark. - Tylko on wie co się stało. Nie będzie chciał tego wyjawić, ale się dowiemy, prawda?
- Tylko czy damy radę we trójkę? - zapytała Nastia.
- Jaką trójkę? Czwórkę, muszę pomóc Onii-sanowi, nawet jeśli nie wiem o kim mówicie i co chcecie zrobić...

Tam-ta-ra-ra-ta-tam!
Nowy rozdział. Buahaha. Dla Keiszy, Liny i Runny. Tak dla dodania weny <3 Wiem, miał być wcześniej, ale nie dałam rady. Ale cieszycie się, prawda? Prawdaaaaaa...? *powtarza, nie słysząc odpowiedzi.*
Musze przyznać, że na prawdę nie chciałam nikogo do szpitala pakować, ale wasze rozdziały tak na mnie wpłynęły. Bo gdziekolwiek coś o inazumie czytam to od razu "szpital", "nie może zagrać", "wypadek" i "bla, bla, bla" -.-" TO WSZYSTKO PRZEZ WAAAAAS! obwiniajcie tylko siebie za wtrącenie Natha, Celii, Nelly i Camelii do szpitala. No.

Mogę wam zdradzić że planuję bonus nie związany z bonusem (LOL). W sensie nie związany z bonusem podczas FFI. Chociaż, kto wie. Ale znowu z wami <3Będzie to bonus Halloweenowy, a jak! Kocham, całuski! <3

poniedziałek, 14 października 2013

#025 - Strefe Football'u czas rozpoczac!

- Szybciej, nie mamy czasu! - pospieszała chłopaków zza drzwi Sylvia. Chwilę wcześniej weszła bez pukania, i dalej była cała czerwona ze wstydu.
- Zaraz się zacznie, już słyszę głos komentatorów! - do koleżanki dołączyła Anastia.
- Witamy Państwa na otwarciu kolejnej edycji Football Frontier! Zanim zaczniemy przedstawiać drużyny, opowiemy trochę o zasadach, poprzednich FF oraz przedstawimy się! Ja jestem...
- Gotowi! - Mark otworzył szeroko drzwi, dość szybkim ruchem. Sylvia została przez nie uderzona i popchnięta na ścianę. - Yyy...Sylvia? Ups, sorki!
- Idziemy, zaraz nas wywołają!
- Zapomniałeś flagi, Maaaark! - krzyknął Todd, biegnąc w stronę kapitana, ale jako że właśnie wychodził z flagą z szatni, przewrócił się, ponieważ drążek flagi był za długi i nie zmieścił się w drzwiach.
- Co się dzisiaj z wami dzieje...? - pomyślał Axel, po czym wpadł na ścianę obok wyjścia na stadion. - Au!



+-+-+-+-+-+-+



Gdy to wszystko na chwilę ucichło, trenerzy ustawili odpowiednio drużynę, z Markiem i za dużą flagą na czele. Menadżerki uśmiechnięte pomachały chłopakom, gdy zaczęto o nich opowiadać. Gdy tylko weszli na boisko, gdzie było już kilka innych drużyn, rozległy się głośniejsze krzyki i oklaski.



- Raimon! Raimon! Raimon!
- Łaaał! - Markowi dosłownie błyszczały oczy. Był wyraźnie zadowolony. Zresztą inni też, na swoje sposoby...
- Jej, patrzcie ile fanów! - Jack właśnie odzyskał mowę.
- Widzę, że mamy dla kogo grać!
- Tak, dajmy z siebie wszystko na jutrzejszym meczu!
- Gimnazjum Raimona! Tak, Ci sami którzy wygrali poprzednią Strefę Footballu i Ci sami którzy pokonali kosmitów!
- Fałszywych kosmitów... - poprawił Sam.
- Duża część członków właśnie tego zespołu dostała się do reprezentacji Japonii, która wygrała FFI!
- Hehe... - Kevin podrapał się po głowie, uśmiechnięty od ucha do ucha. - Zawstydzacie mnie.
- Chciałem Ci przypomnieć, że prawie w tym nie uczestniczyłeś... - Steve natychmiast zepsuł humor napastnika.
- A ja chciałem Ci przypomnieć, że Ciebie w ogóle nie wybrali na kandydata do reprezentacji! - odpowiedział.
- A ja... - Steve miał już coś powiedzieć, ale między chłopakami pojawił się Nathan.
- ...Chciałem Wam przypomnieć, że ogląda nas kilka setek fanów a wy patrzycie na siebie jakbyście zaraz mieli się bić. - dokończył rozpoczęte przez Steve'a zdanie, patrząc z politowaniem na kolegów i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Westchnął.



Kevin tylko warknął, czy może mruknął coś cicho, po czym ustawił się porządnie za Jackiem, przed Shadow'em i jednocześnie obok Axel'a.



- I ostatnie już uczestniczące drużyny... - Mark, słysząc głos komentatora momentalnie przestał gadać z Davidem, który stał w rzędzie Akademii Królewskiej, tuż obok Raimon'a. - Drużyna ze szkoły Anonymus i Akademia Galaxy. Na czele Anonymus widzimy J.W. a kapitanem równie tajemniczej Akademii powitamy Sun'a i ich głównego napastnika, Saturn'a.



Kapitan Raimona z miną wyglądającą mniej-więcej tak: 0o0, dla niego była normalną reakcją poprzedzającą mający za chwilę nastąpić nagły wybuch radości i krzyków dodających otuchy i siły do gry. I tak też było tym razem. Dwie ostatnie ekipy ledwo zdążyły wejść na świeżo skoszoną trawę, a on już wyskakiwał w powietrze, z pięściami zaciśniętymi nad głową i wielkim uśmiechem. Flaga spadła na ziemię a Mark zaczął krzyczeć: "Dalej, wygramy, a teraz chodźmy na trening!" i tym podobne. Teraz to ekipa miała szeroko otwarte oczy. Niektórzy wyglądali na trochę zmęczonych po dwudziestu minutach krzyków kapitana. Pierwszy "obudził się" Jude, który podszedł do kapitana, podniósł flagę ze znakiem Raimona i położył koledze rękę na ramieniu.

- Tak, dajmy z siebie wszystko. - powiedział, wiedząc, że chyba tylko to może pomóc.
- Jude...Dziękuję! - Mark wyraźnie się ucieszył na reakcję kolegi.
- Ale najpierw musimy spokojnie udać się na wieczór otwarcia.
- Mhm! - odruchowo kiwnął głową i, biorąc flagę w ręce, ruszył za resztą drużyn do wyjścia.



Axel cicho zachichotał, więc musiało go to na prawdę rozbawić. Kilka sekund później, w połowie drogi do wyjścia, cofnął się, tyłem do kolegów, kilka kroków.



- Zaraz, ale co to ten wieczór otwarcia? - teraz już wszyscy, bez najmniejszego wyjątku, roześmiali się na całe gardło, tak głośno, że wszyscy wychodzący i nawet Ci co byli kilka metrów dalej, odwrócili się, patrząc w ich stronę. Niektórzy zawodnicy musieli nawet wycierać łzy. - Ej, o co chodzi? Powiedziałem coś śmiesznego?



- To jest... - Axel również ledwo dawał radę przemówić. - Chodzi o... - kolejny atak śmiechu mu przerwał. Zrobił kilka wdechów i wydechów po czym spróbował jeszcze raz. - Jude mówi o tym bankiecie co jest za... - w tym momencie połowa ekipy popatrzyła na wielką tablicę zawieszoną na słupie między trybunami, gdzie aktualnie wyświetlała się tylko godzina. - ...20 minut?! - po tych słowach już wszyscy gapili się z niedowierzaniem na zegar, po czym sprintem pobiegli w strony domów, przecież nie pójdą w strojach piłkarskich...
+-+-+-+-+-+-+



- Nii-san, gdzie idziesz? - Dziewczyna o niebieskich kucykach, ubrana w białe dżinso-podobne spodnie i czarną koszulkę z nadrukiem Coca-Coli właśnie zakładała jasną bluzę.
- Na bankiet z okazji otwarcia FF. - Nathan odpowiedział dość krótko. Jednak widząc że przygląda się dokładnie swojemu odbiciu w lustrze postanowił ją spytać o to samo. - A ty?
- Will odprowadza mnie na próbę. - uśmiechnęła się, na chwilę odwracając się twarzą do brata. - Swoją drogą...Dziękuję wam. - powiedziała ciszej. - Wiesz, za sprawę z Will'em. 
- Zmieniłaś się... - szepnął Nath, bardziej do siebie. Właśnie wiązał włosy.
- Hm? - Anne udała że nie dosłyszała. Miała zbyt dobry słuch by na prawdę nie usłyszeć tego co mówił.
- Nie, nic. Mówiłem tylko że nie ma za co... - skłamał, poprawiając krawat.



+-+-+-+-+-+-+



- Wychodzę. - oznajmił Axel po niecałej minucie pobytu w domu.
- Już wychodzisz, onii-chan? - Julka nie wyglądała na zadowoloną z tego powodu.
- Muszę. Wrócę jak tylko będę mógł. - odpowiedział, po czym wyszedł.



+-+-+-+-+-+-+



- Mark, jak chcesz kopać, to idź na boisko, bo zaraz mi doni... - mama kapitana nie zdążyła dokończyć, bo właśnie to, czego się obawiała, stało się.
- Ups... - Mark cicho jęknął, widząc rozbitą doniczkę. Poczuł wibracje w spodniach. Zastanowił się, co to może być, a po chwili dopiero sobie przypomniał, że w kieszeni ma telefon. Wyjął go szybko, a ten prawie mu wypadł. W ostatniej chwili złapał komórkę i odebrał połączenie od Axel'a.
- Mark, gdzie ty jesteś? Czekamy na ciebie od pięciu minut przed wejściem! Czyżbyś... - odezwał się wyraźnie zdenerwowany głos. - Axel, myślisz, że zapomniał? - Jude spojrzał na przyjaciela, który kiwnął głową, czego Mark nie mógł zobaczyć.
- O nie, kompletnie zapomniałem! - krzyknął, biegnąc już do domu. Rozłączył się, zanim koledzy zdążyli coś powiedzieć. - Mamo, gdzie mój garnitur?! - krzyknął.
- Tam gdzie go położyłeś, synu! - odpowiedziała kobieta po 30 o brązowych, kręconych włosach.



Mark przeszukał całą szafę, następnie cały kosz na brudne rzeczy, otworzył pralkę, która na nieszczęście była włączona i właśnie prała rzeczy, po tym sprawdził między ciuchami taty i mamy. Nigdzie nie było tego stroju. Rozglądnął się dookoła, po czym wszedł do pokoju i wczołgał się pod łóżko, gdzie znalazł zwinięty w kulkę cały zestaw. Musiał go tak wcisnąć po przymierzaniu...Założył niewyprasowaną koszulę, byle jak zapinając guziki, na to niedbale włożył marynarkę, przez przypadek odrywając guzik, który szybko schował do kieszeni, a następnie starał się zapiąć spodnie w których zaciął się zamek. Wybiegł z domu zgięty na pół, próbując jednocześnie zawiązać buty. W połowie drogi zorientował się, że zapomniał telefonu. Stuknął się w głowę, ale nie wrócił się. Na miejsce dobiegł z godzinnym spóźnieniem.



- Patrzcie, idzie Mark! - krzyknął Jack do kolegów, stojących niedaleko.
- Cześć... - Mark podrapał się po głowie.
- Witamy spóźnialskiego... - zaśmiał się Sun, który zaszedł chłopaka od tyłu, tym samym wywołując u niego strach.
- Ładnie to tak, spóźniać się godzinę na drugi już w życiu bankiet...? - z lewej strony podszedł ktoś bardzo podobny do Nathana, tylko trochę wyższy, z rozpuszczonymi włosami i w białym garniturze.
- Nathan? - Mark spojrzał to na wysokiego, to na niskiego Nathana. - Jak ty to zrobiłeś? Kiedy nauczyłeś się rozdwajać? To jakaś nowa technika? - zapytał zdziwiony. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę.
- Nie poznajesz mnie? To ja, Edgar! - oznajmił wysoki Nath.
- To ty?! A, jak o tym tak pomyśleć to rzeczywiście! Ale co ty tu robisz?!



 +-+-+-+-+-+-+



Był kolejny dzień, wszyscy już stali przy drzwiach do domu Marka. Właśnie wychodzili od kolegi, na ostatni przed meczem trening. Na ulicy pojawił się szkolny autobus, Celia z innymi weszła jako pierwsza, tylko Nelly podała Anastasii listę zawodników, zostawiając ją samą z chłopakami, którzy po usłyszeniu swoich imion wchodzili do transportu, zajmując wybrane przez siebie miejsca. Bus ruszył. W drodze było spokojnie, wszyscy gadali, lecz Silvia poczuła coś niepokojącego.



- Co jest, Silv? - Zapytała Anastasia, spoglądając na przyjaciółkę.
- Nie, nic. Nic... - uśmiechnęła się jakby zakłopotana, machając rękami, przez przypadek uderzając dłonią śpiącą Nelly. - Ups...

To nie było normalne. W drodze Nelly nigdy, przenigdy nie spała. Trzeba było przyznać, że trasa trwała i będzie trwać jeszcze długo, ale Raimon ani razu nie przysypiała. Do tego po uderzeniu nie obudziła się. Sylvi w dodatku przypomniało się, że Nelly mówiła jej, że to dla niej za trudne zasnąć w czymś, co się porusza. Może coś się zmieniło? Nie, to nie możliwe, nie minął nawet tydzień od wypowiedzenia przez nią tych słów. Spojrzała na przyjaciółkę. Nie wyglądała jakby się nie wyspała, poza tym dziś była w dość dobrym humorze i w głosie słychać było, na jej sposób, energię. Do tego ani nie kaszlała, ani nie miała gorączki - choroba wykluczona. Sylvia spojrzała na Chłopaków gadających z tyłu. Westchnęła cicho. Wyczuwała coś złego w powietrzu. Czyżby coś było nie tak? A może...Przełknęła ślinę na samą myśl o tym co mogło się stać. Zatrzymali się, przed boiskiem Anonymus.



+-+-+-+-+-+-+




Pierwsza połowa skończyła się dość neutralnie, nikt nie strzelił gola, jednak była jedna zła wiadomość: zawodnicy Raimona, w przeciwieństwie do przeciwników, byli zbyt zmęczeni. Szybko oddychali, wycierając pot z twarzy. Ledwo doszli do ławki rezerwowych by się napić. Silvia podała bidon Markowi, który stracił nawet swój uśmiech. Reszta nie wyglądała lepiej. Ten stadion nie był chyba przyjazny uśmiechom. Sylvia spojrzała na przeciwników w szarych, ledwo nie widocznych w tym dość ciemnym miejscu strojach.

- Udało się...słabi...światło...ciemność...uśmiech...zło...niemiła przeszłość... - Te urywki rozmowy ledwo dosłyszała, lecz nie zdążyła nad nimi pomyśleć: gwizdek sędziego rozpoczął drugą połowę.


Na dziś tyle *.* Hue hue
Kocham was
Runnuś, wspaniały masz nowy rozdział. Ale pisz kolejny <3
Kie, Lin, ile mam czekać? -.-" (xp)

Mwhahahaha. zuoooooo
Nie pytajcie czemu akurat Silvia >.>

Nie ważne. jutro może zacznę pisać drugi bo tylko 4 lekcje mam xD I w środę powinnam dodać, bo w środę wolne *.*

<333
;*****

poniedziałek, 30 września 2013

#024 - Urodziny Anne

- Anne, wszystko dobrze? - Nagisa podeszła do mnie z zatroskanym wzrokiem. W końcu byłyśmy przyjaciółkami.
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się, starając się nie jęczeć z bólu. Chwilę później podeszła do mnie Alice, pomagając wstać.
- Na pewno chcesz by ten koncert się odbył? - zapytała mnie blondynka. - Przecież tego samego dnia są twoje urodziny!
- Przecież najlepszą imprezą na urodziny jest koncert! - zaśmiałam się, zadowolona że pamiętają tą datę.
- Dziewczyny, wracać na ćwiczenia! - krzyknęła do nas trenerka.
- Już idziemy, Mei! - odpowiedziałam, po czym pokuśtykałam w stronę reszty. - Dam radę... 
- Pamiętajcie że jutro koncert! - przypomniała nam Mei pod koniec treningu. - Mam już ustaloną kolejność piosenek.

Zebraliśmy się wokół niej, chcąc usłyszeć które z około 200 ostatnio ćwiczonych piosenek wybrała. Miałam zacząć z jedną z wolniejszych piosenek, pewnie zauważyła, że boli mnie kostka. Po Hello/How Are You miała do mnie dołączyć Alice, w tym samym stroju miałam przelecieć przez kolejne dwie piosenki, do momentu przerwy, po której miałam być już przebrana do Cantarelli. Jak zwykle, trenerce udało się dobrać jeden strój do trzech piosenek, po których miałam znikać ze sceny ponownie się przebrać. Nie miałam mało czasu, wręcz przeciwnie: całą piosenkę Lii, po której znów nadejdzie moja kolej na śpiew. Następnie Alex miała zaśpiewać w czasie kiedy ja się przebiorę na ostatnią już piosenkę, którą zaśpiewamy prawie wszyscy. Uśmiechnęłam się i krzyknęłam "Dalej, ćwiczmy!" po czym już staliśmy na parkiecie. W pewnym momencie upadłam, z wielkim bólem nogi. "Nie mogłam przecież skręcić kostki!" - pomyślałam. Ręką przetarłam oczy, z których leciało kilka przezroczystych kropelek. Na szczęście nikt ich nie zauważył, dzięki czemu próba mogła zostać wznowiona...

+-+-+-+-+-+-+

Pisnęłam kiedy Mei dotknęła mojej kostki. Widownia już odliczała minuty a ja nie dawałam rady założyć butów. "Nie wystąpisz w tym stanie!" - krzyknęła Alice, mimo że słyszała głośnie "7, 6, 5...". Odliczanie doszło do czterech, kiedy Mei podeszła do ekipy, która widząc stan Anne zebrała się, zostawiając sprzęty bez opieki. Zauważyłam tylko Nagisę biegnącą na scenę.

- 3!
- 2!
- 1!
- Uuuuuuuuuu...!
- Just be friends, All we gotta do, Just be friends - z głośników było słychać melodię, tak dobrze znaną przez wszystkich, która nie została wybrana na koncert. Niektórzy na widowni patrzyli w swoje broszury, nie widząc nigdzie utworu śpiewanego przez Nagisę, ale zaraz wszyscy zaczęli dobrze się bawić, zapominając o planie koncertu.
- Nagisa?! Co ty wyprawiasz?! - Trenerka miała biec na scenę, ale złapałam ją za spódnicę i uśmiechnęłam się.

Rozmasowałam trochę kostkę a Alice przyniosła mi ciepłą wodę, w której ją potrzymałam. Pomyślałam, że może pomoże. Kiedyś była już taka sprawa, ale wolałam o tym zapomnieć, bo wtedy się nie udało. Po chwili Kyle wyszedł na scenę, a jego siostra w kulisach włączyła swój mikrofon, dotykając przy okazji innego przycisku, dzięki czemu wiedziałam już co będą śpiewać: to była chyba jedyna piosenka w której używała tej opcji. Niestety, gdy Alex wyszła śpiewać Abstract Nonsense, stopa dalej mnie bolała, przez co traciłam już wszystkie nadzieje.  Alex, kończąca właśnie piosenkę spojrzała na mnie, wchodząc za kulisy. Popatrzyłam na nią niepewnie, po czym, mimo lekkiego, lecz ustającego już bólu, pobiegłam w stronę pewnej wieżyczki, znajdującej się po środku parku gdzie dawaliśmy koncert. W tym czasie światła ze sceny zgasły, a widownia zaczęła się niepokoić.


- Wiecie może gdzie Anne? 
- Przecież to jej urodziny!
- Czy coś jej się stało?

Nie musieli się martwić, bo dosłownie kilka sekund później rozległ się dźwięk pianina.

- Hello~! - zaczęłam śpiewać, a wszyscy odwrócili się w stronę w którą padały światła.

Stałam na małej, kiedyś białej wieżyczce, stanowiącą główną atrakcję turystyczną tego parku, a jednocześnie główne miejsce zabaw dzieci. Gdy byłam młodsza...Euh, gdy tamta Anne była młodsza, często się tu bawiła. Ale pierwszy raz byłam na jej szczycie. Na szczęście bezprzewodowy mikrofon działał nawet na takiej odległości, co bardzo ułatwiało sprawę. Cienka, biała sukienka powiewała na ciepłym, ostatnim, wakacyjnym wietrze. Śpiewając, wzrokiem szukałam mojego brata. To miedzy innymi przez to prawie spadłam, ale w ostatnim momencie złapałam równowagę, udając że to część układu.Zauważyłam Mei, stojącą na środku nieoświetlonej sceny. Patrzyła na mnie z uśmiechem. Chwilę później wróciła za kulisy, wypychając stamtąd gotową do następnej piosenki Alice. Uśmiechnęłam się wesoło do widowni. Szybko zeszłam po schodach z wieży, co nie było łatwe, ponieważ ja miałam buty na obcasach no i wieża nie była w najlepszym stanie.

- Ohayo minna~! - przywitałam się gdy zgasili światła. Zaczęłam biec za drzewami w stronę sceny. - Dobrze się bawicie? - zapytałam, triumfalnie wchodząc na ciemną scenę. Głośny chórek odpowiedział mi, tak jak oczekiwałam, wielkie "Taaaak!". Światła nagle się zapaliły, na mnie. Alice odsunęła się momentalnie, podczas gdy ja zdążyłam szybko wyciągnąć palec w stronę widzów. - I oby tak dalej~! 

Po tych słowach zaczęło się "Promise". Po kilku dość prostych ruchach blondynka zaczęła śpiewać. Miałam się uśmiechnąć, ale przypomniałam sobie, że układ piosenki nie koniecznie teraz na to pozwala, więc tylko wykonywałam dalsze kroki, śpiewając pięknie dobrane słowa. Niedługo po końcu, światła ponownie zgasły, pozwalając Nagisie na szybkie wejście na scenę. Uśmiechnięta przybiła piątkę ze schodzącą przyjaciółką, po czym kolejna piosenka się zaczęła. Teraz wszystko szło zgodnie z planem, na szczęście. Musiałam jednak pamiętać, że po kilku kolejnych piosenkach będę musiała dość szybko się przebrać. Do Ai Kotoba doszła Alice, Alex i Lia. Wysunęłam się trochę do przodu, dzięki czemu tworzyłyśmy piramidkę, jeśli ktoś patrzył by z lotu ptaka. Ból kostki zbytnio nie przeszkadzał w tej piosence, bo miałam trochę inny układ niż reszta grupki do tej piosenki. Dzięki temu mogłam trochę odpocząć. Jak na razie, koncert trwał krótko, więc mój głos ani trochę nie wysiadał, ani trochę się nie zmęczył. W końcu byłam robotem przeznaczonym do śpiewu...Pfu, już nie jestem robotem! Przecież "zjednoczyłam się" z Anne...Prawda? Zeszłam ze sceny, na której została tylko Alex, która szybkim ruchem, gdy na chwilę zgasły światła, ściągnęła białą sukienkę pod którą przygotowany miała strój do COIN. Rzuciła mi ją, i zanim zaczęła śpiewać szepnęła w moim kierunku ciche "Szybko!". Rzuciłam sie do przebieralni, po drodze łapiąc strój z rąk Mei. Włożyłam najpierw jedno z najtrudniejszych; piękną lecz trochę gryzącą w plecy bordową sukienkę, po czym szybko przeczesałam włosy które podczas wkładania sukienki zdążyły się trochę "zdeformować". Włożyłam w nie różę koloru sukienki i złotą koronę która cudem nie spadała gdy tańczyłam i śpiewałam. Przyszedł czas na najtrudniejsze, albo raczej najdłuższe: stopy odziałam w ciemne buty na obcasikach, po czym starałam się zawiązać wstążki. Westchnęłam. Mimo, ze robiłam to już tyle razy, dalej potrzebowałam czyjejś pomocy. "Pomóc?" usłyszałam. Męski głos dobiegał zza zasłony przebieralni. Od razu rozpoznałam ten ton.

- N...Nie trzeba! - krzyknęłam do Will'a, obok którego przeleciałam niczym błyskawica, potykając się o rozwiązane wstążki. Zatrzymałam się obok trenerki, która pomogła mi, i to w samą porę, ponieważ gdy tylko podała mi mikrofon usłyszałam głos Alex.
- Wchodź, czekają na ciebie! - pogoniła mnie, a mi ni trzeba było powtarzać dwa razy: natychmiast wleciałam na scenę.
- Seeeeekai de, ichiban ohime-sama. Sou iu atsukai, kokoroeeeeeteeeee...Yo ne? - przy ostatnim specyficznie się uśmiechnęłam, po czym usłyszałam krzyki fanów. Widocznie dobrze się bawili!

W pewnym momencie zobaczyłam jak Will na mnie patrzy. Trochę się zarumieniłam, na szczęście w pasującym momencie piosenki. Pewnie widownia będzie ciekawa, jak mogę rumienić się na zawołanie, eh...Ale dlaczego się zarumieniłam? Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że to dziwne...Przecież on był tylko głupim...Nie, zaraz, a może to przez prawdziwą Anne? Przecież wtedy mówił...Że Anne...Znaczy ze ja...Znaczy....Och, muszę się skupić na piosence, skup się Anne bo pomylisz kroki! Przełknęłam ślinę gdy zaczęłam tańczyć do Cantarelli. William wszedł na scenę z poważną miną. Muszę przyznać że do twarzy mu w tym stroju...Zaraz, czekaj, o czym ty myślisz?! Opanuj się, Aaaanne! Na szczęście, cudem ani nie pomyliłam kroków, ani nie spadła mi korona, choć było dość blisko, ani but mi się nie rozwiązał, chociaż był w trakcie, tylko nagle magicznie przestał. Westchnęłam, gdy piosenka dobiegła końca. Usłyszałam krzyki fanów gdy tylko zgasły na moment światła. Uśmiechnęłam się lekko a cała nasza dość duża grupa ustawiła się w kole, tak jak to kiedyś bywało w przedszkolu, podczas niektórych zabaw. Trenerka uśmiechnęła się, podając każdemu odpowiedni, jak to czasem nazywałam gdy byłam młodsza, patyk na mikrofon. Była pora na jedną z moich ulubionych piosenek. Dziesięcioosobowa grupka, składająca się z Mei, Nagisy, Alice, Kyle'a, Will'a, Phil'a, Alex, Lii, Teto i mnie, zaczęła śpiewać gdy pojawiło się jasnoniebieskie światło oświetlające tylko i wyłącznie środek kółka, przez co trudno było rozpoznać tych, którzy stali tyłem do widowni. "Watashi no koi wo, higeki no Julietto ni shinaide..." ta piosenka przypominała mi wiele rzeczy. Była przepiękna, z pewnością moja ulubiona. Pod koniec żałowałam, że nie zaśpiewałam lepiej, ale pewnie braciszek powiedziałby w tym momencie, że lepiej nie mogłam. Uśmiechnęłam się lekko, zostawiając Lię samą na scenie. Kisaragi Attention też była piękną piosenką, ale w zupełnie innym stylu. Ale nie była pora o tym myśleć, bo nie miałam dużo czasu na przebranie się w mundurek. Nie był to mundurek szkoły Raimon'a, ale może nawet był ładniejszy? Zapinałam guziki od białej koszuli, założyłam czarny krawat, później założyłam na to czarny sweter, który przykrywał mniejszą część czerwonej, wpadającej trochę w róż spódniczki. Do tego tylko czarne lakierki. Uśmiechnięta poszłam w stronę sceny, zapominając o zmienieniu wstążek. Przypomniałam sobie o tym dopiero kiedy ostatni raz przed wejściem sprawdzałam czy jestem przygotowana...We włosach dalej miałam różę, a korona leżała na środku kulis. Zaśmiałam się cicho, co wyraźnie nie spodobało się trenerce która popędziła mnie. Niedługo potem weszłam na scenę, z utworem Rolling Girl, a potem zaśpiewałam jeszcze Kocchi Muite Baby po czym znów leciałam do przebieralni. Byłoby to monotonne, gdyby nie te wszystkie różne stroje, piosenki, ruchy, oklaski widzów. Usmiechnieta przebrałam się do ostatniej piosenki, która miała zakończyć tą noc. Nankai Renai właśnie się skończyło, gdy większa część naszego zespołu weszła na scenę by zaśpiewać Bad∞End∞Night...Niby była to ostatnia piosenka, ale zanim wszyscy się rozeszli, usłyszałam jeszcze rozpoczynane przez Nagisę "Sto Lat".

- Sto Lat! -  Alice kontynuowała.
- Niech żyje... - to Alex.
- żyje nam! - Lia.
- Jeszcze raz... - Mei.
- jeszcze raz... - Kyle.
- niech żyje... - Phil.
- żyje nam... - Will uśmiechnął się.
- Niech żyje nam! - to już zostało zaśpiewane przez wszystkich.
- A kto? - Alice z Nagisą bardzo ładnie ze sobą brzmiały.
- Anne! - entuzjastyczna odpowiedź widowni bardzo mnie wzruszyła. Popłakałam się na środku sceny, próbując wydukać jakiekolwiek "Dziękuję"...

+-+-+-+-+-+-+

Wstałam rano. Logiczne. To już nie były wakacje. Wprawdzie po ostatnim koncercie wypłakałam się za wsze czasy, ale nie mogłam się wyspać. Mimo to na moją twarz wpełzł uśmiech i łapiąc tosta popędziłąm do szkoły. Jak dawno nie byłam w takim miejscu!

+-+-+-+-+-+-+

- Nath, czemu Anne wyglądała na tak zadowoloną? - Nastia nie mogła powstrzymać się od tego pytania, bo gdy tylko wyszła zapukać do drzwi chłopaka, drzwi prawie ją spłaszczyły.
- Jej pierwszy dzień szkoły od bardzo dawna. - wyjaśnił chłopak wzruszając ramionami. - A Raimon na pewno jej się spodoba.

+-+-+-+-+-+-+
- Pora zająć się sprawą Akinoriego... - stwierdził Axel, siedzący na kanapie w salonie Anastasii. Nathan, siedzący po przeciwnej stronie przytaknął.
- Ale skoro już o tym mówimy, to...Sprawa z Anne jest mniejwięcej taka sama, więc może na niej to wypróbujemy...? - zaproponował zatroskany niebieskowłosy, patrząc na zegar. - Musi mieć teraz ćwiczenia. 
- Na początek musimy pogadać z...jak mu tam było...
- Will'em? - dokończyła niepewnie Nastia która właśnie wróciła ze zmywania naczyń.
+-+-+-+-+-+-+

- Skąd miałeś to zdjęcie? - zapytał wprost Axel, siedzący na przeciw Will'a, który wyglądał jakby nic nie rozumiał.
- Jakie zdjęcie? - zapytał spokojnie.
- Te które mi wtedy pokazałeś przed blokiem, nie wymigasz się bo przecież cię widziałem! - Nath nie mógł najwyraźniej nic nie powiedzieć w tym temacie.
- Nic Ci nie pokazywałem. - stwierdził.
- Czekaj Nath...A jeśli... - szepną cicho Axel. - Will, ile masz lat...? 
- 16, cóż za pytanie! - powiedział zdziwiony.
- Tak myślałem...A na ile wyglądał tamten chłopak, Nath? 
- Dziewiętnaście. - odpowiedział, już nie przekonany do swojej opinii o Will'u.
- Nie...Czyli to na prawdę sprawka Will'a?! - powiedział Will.
- Przyznajesz się? - zdziwiła się Nastia.
- Nie! Mój starszy brat ma również na imię Will!
- Co ich rodzice mieli w głowach jak wymyślali imiona dla dzieci?! - szepnął lekko poirytowany Nathan.
- To prawda, pocałowałem wtedy Anne, ale na tym się skończyło...Will jest synkiem tatusia, dostaje zawsze jakieś nowe kamery i aparaty do testowania. Tylko on mógł to zrobić...Czyli to miał na myśli mówiąc, że pomoże mi ją zdobyć... - mruknął...

Kochani! Wyjątkowo szybko (jak dla mnie) i wolno (jak dla was!) ! Dłuższy niż zwykle (bo wzięło mnie znów na vocaloidy...). Chyba założę bloga o życiu vocaloidów, ostatnio bym same koncerty na tym blogu robiła xDD Nie ważne. Urodziny Anne były i problem z Willem się rozwiązał. Heh, a wy dalej nie wiecie jak to załatwią z Norim (ja też nie wiem, lol xp)

Kocham was, wiecie? Chciałabym szybko zobaczyć rozdziały u Runnusi (36 bardzo mi się spodobał) i Keiszo-Liny~!
Dodatkowo nie pogardziłabym rozdziałami od reszty (Keshi, Fanki Inazumy której nie wolno zamykać bloga, Celii Oro, Hum...Kto tam jeszcze był...Laury, yyyy... A, i jeszcze KOTKA! c:)

Dobra, mniejsza...Do niektórych piosenek wymienionych w rozdziale mam ulubione układy (znalezione na yt xD) do których w następnym rozdziale pewnie wyślę linki c:

Pamietajcie że was kocham, buziaczki i dedyk dla hum-hum...DLA WSZYSTKICH FANÓW NATH'A :o xDDD 

 -  Momoru-nii*, kiedy gracie kolejny mecz?
 - Cris**, już niedługo strefa football'u no i kontynuacja FFI, więc twoi czytelnicy wreszcie się tego doczekają, jeśli o to chodzi!

* Mój braciszek Mark c:
** Cris => Cristal => Kryształowa => Ja <3

wtorek, 24 września 2013

#023 - Ostatnie dni wakacji

Wielkimi krokami zbliżała się jesień, wakacje dobiegały końca. Mark turlał się na łóżku, machał rękami i nogami w każdą stronę.

- Co?! Yyyy... - jakby zdziwiony, podskoczył przez sen, uderzając głową o ścianę. Obudził się, szybko otwierając i przecierając oczy. - Nelly...

+-+-+-+-+-+-+

- Nel, tata Cię woła! - krzyknęła wysoka, różowowłosa dziewczyna, ubrana w niebieską koszulkę na ramiączkach.
- Już idę! - krzyknęła Nelly ze swojego pokoju, a wychodząc z niego prawie wpadła na tą drugą.
- Nel, kiedy przedstawisz mnie swoim przyjaciołom? Proooszę! 
- Nie ma takiej potrzeby...
- Wiesz co? Własnej siostrze zabraniać?
- Uch, niech Ci będzie, ale teraz już mnie przepuść, podobno ojciec mnie wołał, prawda?
- Tak, tak. Ale jeszcze jedno! Mogę przyjść z niiim?
- To znaczy z kim?
- No wiesz, z... -  nie zdążyła dokończyć, bowiem Nelly pobiegła w stronę schodów.
- Tak! - krzyknęła jeszcze do niej. - Kup lody! - dodała.

+-+-+-+-+-+-+

- Gdzie ona się podziewa? - Kevin był wyraźnie zdenerwowany spóźnieniem "właścicielki" drużyny.
- Mark, zadzwonisz do niej? Ja zapomniałam telefonu! - powiedziałą Sylvia, widząc że inne menadżerki są zbyt zajęte by zadzwonić.
- Ja...? - spytał nieobecnym wzrokiem. - Hm...
- Przepraszam za spóźnienie! - krzyknęła brązowowłosa dziewczyna w jasnej, prawie białej sukience.
- Nelly! Nareszcie! - Celia odwróciła się w stronę koleżanki. - A...Kto to jest? - zapytała wskazując trochę wyższą dziewczynę o różowym kucyku, i stojącego obok chłopaka o czerwonych włosach.
- Yo. - podniósł rękę w geście przywitania. Nathan, Axel i Nastia odskoczyli.
- Hirasawa Akinori?! - krzyknęli jednocześnie. Chłopak uśmiechnął się szyderczo.
- Och, Aki, nie mówiłeś mi że ich znaaasz! Dlaczego? Wiesz, ze możesz mi mówić o takich rzeczach! - odezwała się nieznajoma dziewczyna. Nelly tylko wywróciła oczami
- Iris! - Anastasia podbiegła do różowowłosej. - To ty? Ja jestem Anastasia, pamiętasz?
- Iris?! - krzyknęli wszyscy z drużyny. - Znasz tą dziewczynę?!
- Poznałyśmy się jak byłyśmy w podstawówce, ja byłam w pierwszej, a ona w drugiej. - uśmiechnęła się Nastia.
- Teraz pamiętam, to naprawdę ty? Wydoroślałaś, i to jak! 
- Ale nie wiedziałam, że znasz Nelly! 
- Nelly to moja siostra. - uśmiechnęła się Iris. - Tylko przez dłuższy czas się nie widziałyśmy, bo jako mała dziewczynka byłam wysłana do Anglii. Ale teraz chodzę do liceum Raimona, jestem w klasie Akiego!
- Nelly ma siostrę? I w dodatku w liceum Raimona?! - dziwili się wszyscy.
- Nelly, jesteś podła! Nawet im o mnie nie opowiadałaś! 
- Jest zupełnie inna z charakteru niż Nelly. - szepnął Jack do Todd'a.
- Z wyglądu też... - odszepnął Todd. Nelly odchrząknęła.

Nathan złapał Nastię za rękę i pociągną ją w stronę najbliższego sklepu.

- Zaraz wrócimy! Musimy coś kupić na urodziny Anne! - krzyknął, biegnąc w stronę wejścia do...apteki.
- Co jest? - zapytała Anastasia, gdy już byli w sklepie. - I czemu wmieszałeś w to Anne? Teraz będą chcieli jej urządzić przyjęcie albo coś, a później dowiedzą się że kłamałeś, bo Anne nie będzie wiedziała o co chodzi!
- Nie, nie, z Anne to prawda, ma urodziny w ostatni dzień wakacji...
- Co? Myślałam że w marcu!
- To skomplikowane... W marcu została stworzona...A urodziny mojej prawdziwej siostry zawsze były pod koniec letnich wakacji...
- Urodziny czy nie, który normalny brat kupuje prezent w aptece?
- Też chciałbym wiedzieć. - W progu stał Axel. - Chodźcie lepiej do parku, jak nic nie kupujecie, reszta poszła do Marka. 
- Więc czemu ty nie poszedłeś? - zdziwił się Nath.
- Chciałem z wami porozmawiać...

+-+-+-+-+-+-+

Usiedli na ławce wiśnią, która niestety już dawno przekwitła.

- Nast, jak poznałaś tą Iris? - zapytał Nathan, który właśnie się zorientował że na prawdę mało wie o swojej dziewczynie.
- Chcesz wiedzieć? To opowiem! To było jeszcze kiedy chodziłam do podstawówki, właśnie zaczynałam pierwszą klasę...

"Mała dziewczynka o rozpuszczonych włosach do ramion, z jednym warkoczykiem po prawej stronie głowy, biegła po chodniku prowadzącym na szczyt dość wysokiej góry, na której mieściła się dość duża szkoła. Budynek był kremowy, w niektórych miejscach udekorowany ciemnym drewnem, z zewnątrz wyglądał przepięknie. To tam dziewczynka miała rozpocząć swoją edukację, w szkole podstawowej imienia...Dziewczynka nie mogła zapamiętać tak długiej, trudnej nazwy, więc nie istotne jest wymieniać ją w historii. w pewnym momencie przewróciła się na twardy asfalt, pokryty nie amortyzującą wypadku, cienką warstwą płatków wiśni, rosnących dookoła. Złapała się za bolące kolano i jęknęła cicho. Mijało ją wiele uczniów, starszych, młodszych, ale nikt jej nie zauważał. Większość gadała nie zwracając większej uwagi na otoczenie. "Samotnicy" również prawie ją podeptali. Dziewczynka próbowała wstać, ale ból jej na to nie pozwalał. Już traciła nadzieję na rozpoczęcie nauki w tym roku, gdy nagle usłyszała wesoły, lecz zatroskany głos.

- Ej, ty! Coś Ci się stało? Pomóc Ci? Jak się nazywasz? Jesteś w pierwszej? Pospieszmy się, bo nie zdążymy na rozpoczęcie!

Wesoła dziewczyna z różowym, długim kucykiem w mundurku z wyszytym herbem szkoły, schyliła się i złapała poszkodowaną za jasną dłoń. Pomogła jej wstać. Szły wolno, w tempie odpowiednim do sytuacji.

- Spóźnisz się... - szepnęła pierwszoklasistka.
- Hę? I co z tego? Najważniejsze jest by pomagać innym, tak mi mówiła babcia! Tak poza tym, jestem Iris, klasa druga. A ty?
- J-J-J-Jestem...A...Anastasia. - Szepnęła cicho, zbyt cicho by można było ją usłyszeć. 
- Hm? A-co? Nie gryzę. - wyszczerzyła się Iris, pokazując białe zęby. 
- Anastasia. - zaczerwieniła się Nastia, odwracając wzrok na ziemię, pokrytą różową kołdrą płatków.
- Jak ładnie! - krzyknęła Iris, uśmiechając się wesoło. Powoli dochodziły do szkoły..."

- Już wtedy kochałam piłkę nożną. - zaśmiała się z wesołym wzrokiem.
- Na prawdę? - uśmiechnął się wesoło Nathan.
- Mhm! - uśmiechnięta patrzyła na niebieskowłosego. Axel odchrząknął dość głośno, przypominając o swojej obecności.
- Ah, tak! Axel, o czym chciałeś z nami pogadać? - Nastia automatycznie odsunęła się od Nathana, i popatrzyła na białowłosego.
- Chodzi o Hirasawę? - spytał Nathan.
- Mhm... - Axel spojrzał na Anastasię, która zacisnęła dłoń na przedramieniu Nath'a. Odwróciła również wzrok, wpatrując się aktualnie w szarą kostkę brukową. Zagryzła wargi.
- Myślisz że poluje również na Iris? -  zapytał Nathan, obejmując swoją dziewczynę.
- W pewnym sensie sama się o to prosi... - mruknął Axel. - Bardziej chodziło mi o to, co zrobić by odczepił się od Any. 
- Nie mam pojęcia. - stwierdził Nathan po krótkim czasie rozmyślania nad planem. Jednocześnie przyciągnął Nastię do siebie, tak, że jej głowa opadła na jego ramię.
- A możego jakoś od niej odciąć? - zaproponował Axel.
- Ale jak? On jest zdolny nawet przez dziurkę od klucza przejść! - nie tyle oburzył, co dość specjalnie zmartwił się pomocnik.
- No...Pomyślę z Judem nad czymś innym...
- Arigato... - szepnęła, bardzo cicho Anastasia.
- Nie ma za co. - uśmiechnęli się oboje.

Kochaniiii! Wiem, że się naczekaliście, na ten prze(nie)wspaniały rozdział! tak (nie)długi i taki (nie)piękny!

Kocham was, wiecie?

Dla Liny, jako gratulacje za zdanie na prawkoo~

Co do bonusów, nie wiem ile jeszcze części zrobię, o ile w ogóle będzie ich więcej, ale na razie mnie o nie nie pytajcie :x Nie mam w ogóle weny na bloga, zebrałam ją dziś przypadkowo, patrząc na "anime girls" obrazki w googlach xD Wtedy pierwszy z obrazków jakie sobie otworzyłam w osobnych kartach tak zainspirował mnie do nowej postaci (Iris!), że musiałam napisać c: Dopiero teraz się kapnęłam że wygląda prawie identycznie jak Nastia, ale nie ważne. Ach, i... Nastia jak była w podstawówce! no i Inspirujący obrazek!

Kocham was!

P.S. Runnuś kochana, pisz, pisz, pisz!
P.S. 2. Lin-senpai i Kei-senpai wy również! Ostatnio prawie zaczełam skakać po całym domu z radości xp

Całuskii~


wtorek, 10 września 2013

#022 - Nakrecmy Film!

Chłopak czekał przy fontannie w pewnym parku. Popatrzył na zegarek, spóźniała się. To nie było w jej stylu.

- Przepraszam, długo musiałeś czekać? - zapytała zdyszana, wychodząc zza drzewa.
- Nie, dopiero co przyszedłem. - zaśmiał się, drapiąc ręką po tyle głowy, jakby zakłopotany. - Idziemy? 
- M-Mhm... - Nelly zaczerwieniła się, gdy Mark do niej podszedł i złapał ją za rękę, patrząc w niebo...

+-+-+-+-+-+-+

Jako pierwszy obudził się Mark. Wyrwany z ciekawego, pięknego, a zarazem dziwnego snu, spojrzał nieobecnym wzrokiem po pokoju. Dopiero po krótkiej chwili wrócił do siebie. Widząc, że dziewczyny nie ma w łóżku, wybiegł co sił w nogach na podwórko. W stroju bramkarza stał, wypatrując Nelly. "O boże, a jak coś się jej stało?!" - myślał. Niedługo potem zauważył ją, siedzącą  z dala od brzegu. Podbiegł do niej. Miał nadzieje, że nie ma żadnych halucynacji. Albo, że nie był to kolejny dziwny sen. Spojrzał na swoją rękę. Nie miał na niej zegarka, a to wystarczało by stwierdzić, że to nie sen. Chociaż...W snach w których bronił bramki też nie miał zegarka, a to też były sny. Uszczypnął się, tak na wszelki wypadek. Jęknął cicho, po czym podszedł bliżej zapatrzonej w horyzont menadżerki.

- N-Nelly... - zaczął Mark.
- Gomen. - przerwała mu. Wyglądała, jakby powstrzymywała się przed płaczem, ale czy tak było? - Przysporzyłam wam tylko kłopotów i zmartwień... - zagryzła mocno zęby. - Gomennasai, Mark. 
- Nelly? - spojrzał na nią zdziwiony. - O czym ty mówisz? T-To ja powinienem przepraszać, mogłem Cię zostawić... - zaczął ją uspokajać, nie wiedząc co robić. Siadł obok niej i popatrzył jej w oczy. Chciał coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnował, odwracając wzrok. - P-Przejdziesz się? - spytał, lekko zarumieniony. Wstał i po chwili namysłu wyciągnął rękę w jej stronę.
- Po co? - spytała Nelly, nie wiadomo, czy chodziło jej o rękę Marka, czy o spacer.
- Bo tak będzie zabawniej! - zaśmiał się z wielkim uśmiechem. Złapał jej dłoń i pociągnął ją do siebie, wyszczerzając się.
- C-Czekaj, Mark! - krzyknęła, ledwo nadążając.

Ale nic nie mogła poradzić, dopóki słowa do niego nie docierały. Przez wszystkie treningi i mecze był zmuszony, a raczej nauczony, inaczej mówiąc przyzwyczajony biegać szybko. Brązowowłosa nie nadążała więc, nawet jeśli biegła najszybciej jak mogła. Nagle, Mark się zatrzymał, tuż przed okazałą fontanną po środku miasta. Nelly straciła równowagę i, gdyby nie kapitan Raimona, który złapał ją w pasie i obrócił się plecami do fontanny, spadła by do wody, tak jak właśnie w tym samym momencie Evans. Zaśmiał się cicho i podrapał się po mokrej głowie. Z jego teraz oklapniętych włosów woda z fontanny spływała strumieniami, a centralnie na środek głowy dalej pryskała.

- Wychodź, przeziębisz się! - krzyknęła, podając mu rękę. Ten zaśmiał się i wyszedł, bez jej pomocy.
- Dzięki. - powiedział. Siadł na murku, ale Nelly natychmiast zainterweniowała.
- Nie siadaj, wracamy!
- Spokojnie, Nelly, wyschnę na słońcu! - uspokajał ją Mark.
- Na jakim słońcu? Ledwo dziesiąta jest, słońce prawie nie świeci, a ty chcesz tu siedzieć żeby wyschnąć? Wracajmy! - zdenerwowała i jednocześnie przeraziła się, że Markowi mogłoby się coś stać. Chociaż przeziębienie nie było takie znowu straszne...

Złapała go za nadgarstek i pociągnęła, by wstał. Nie dałaby rady, gdyby tamten nie zrozumiał o co chodzi. Mark wstał i w milczeniu ruszyli w stronę plaży.

+-+-+-+-+-+-+

- Chłopaki! Nakręćmy film! - krzyknął Hurley, wbiegając na plażę.
- Film? Co Ci odbiło, Hurley? - zapytał zdziwiony Todd.
- Świetny pomysł! - iskierki zabłysły w oczach kapitana.
- Ale na jaki temat? - zapytał Nathan.

I tak zaczęły się rozważania. Padły tematy jak "sportowe", "romans", "komedia"...Ale czy ich codzienne życie nie było właśnie takie? Stworzą pamiętnik! I tak powstał pomysł. Stwierdzili, że kręcić będą aż do końca gimnazjum, by na swoje odejście zostawić coś po sobie... Kamerę obsługiwał Willy, a jeśli coś ważnego lub ciekawego działo się bez niego, mieli to odtworzyć potem, przed kamerą. Występować zaś mieli wszyscy...

Bardzo, ale to bardzo krótki rozdział z powodu braku weny. Kocham was, ale teraz gimnazjum i te sprawy, mało czasu i brak weny to już w ogóle... Przepraszam więc :c Przez tydzień się chyba zastanawiałam co jeszcze dodać aż w końcu nic nie dodałam i jest jakie jest.

Starunno, Keiszuś&Linuś, czekam na kolejne rozdziały! (U Keshi muszę jeszcze się podciągnąć, bo na końcu pierwszego opowiadania jestem >.>" A na inne blogi muszę dopiero wejść, na razie nie byłam w stanie, przepraszam.)

czwartek, 29 sierpnia 2013

#021 - Wakacje!

Tego dnia, wszyscy przyszli do szkoły. Musieli w końcu pożegnać się, czy umówić z kolegami, czy koleżankami gdy ktoś z nich nie miał telefonu, czy też po prostu rodzice kazali im przyjść. Kończył się pierwszy semestr, trwający od kwietnia do lipca. Wakacje miały trochę potrwać, jeden miesiąc to nie tak mało. No ale nie będą mieli wiele czasu dla siebie: po wszelkich apelach by się nie utopić i uważać na samochody, wszyscy członkowie klubu piłkarskiego, łącznie z menadżerkami mieli zebrać się w domku klubowym. Był on teraz wypchany do brzegów, a kapitan stanął przy tablicy, bazgrząc coś na niej czarnym pisakiem. Dziewczyny były uśmiechnięte, najwyraźniej wiedziały o co chodzi. Gdy Mark z wielkim bananem na ustach wgapiał się w kolegów, tamci próbowali rozczytać szyfr, wiadomość zakodowaną na białej tablicy. Niektórym szło lepiej, niektórym gorzej, ale nikt nic nie zrozumiał do końca.

- OPUS? Będzie grał u nas? Gdzie? - zaczął Kevin.
- Jaki znowu opus? - zapytał Mark.
- No, właśnie o nim napisałeś... - tłumaczył napastnik.
- Nie! - Mark stuknął ręką w tablicę. - Na całe wakacje jedziemy na wspólne wczasy!
- Co? - na początku Todd trochę się zdziwił.  - Na całą przerwę letnią?!
- Tak! - wyszczerzył się kapitan.
- A gdzie jedziemy? - zapytał Nathan.
- Nad ocean! Cieszycie się?
- Nad...ocean? - spytał Jude.
- Dokładnie, nad ocean! - Mark, dalej uśmiechnięty, wyraźnie cieszył się wyprawą. - Ponownie zagramy z Hurley'em! I będziemy trenować na piasku...! - rozmarzył się kapitan.
- Ale Mark...A co jeśli ktoś z nas ma inne plany? - zapytał Axel.
- A ktoś ma inne plany...? - jakaś ciemna i złowroga aura otoczyła Marka.
- No bo widzisz... - zaczął Axel, ale nie dokończył, aż przeszły go ciarki gdy świecące na czerwono oczy Marka przeszywały go wzrokiem.
- To zaciągnę Cię siłą! - zaśmiał się wesoło. Axel był wyraźnie zdziwiony nagłą zmianą wyglądu przyjaciela.
- Iluzja? - szepnął cicho równie przerażony wcześniej Jude.
- A nie zgadniecie kto jedzie z nami! - ucieszył się kapitan Raimona.
- Ktoś jeszcze oprócz nas?  - zdziwili się zawodnicy. Drzwi nagle się otworzyły, a za nimi stali...
- Tori, Sue, Eric i Bobby! - krzyknął Mark. - I Shawn, i Xavier, i Jordan!
- Coooo?! - zawodnikom opadła szczęka aż na samą ziemię.
- Czeeeść! - przywitali się znajomi.
- Liczę na to, że jutro na lotnisku zobaczę was wszystkich! Do jutraaa! - zawodnicy rozeszli się do domów.

+-+-+-+-+-+-+

Gdy już dotarli do domków letniskowych, tuż nad brzegiem oceanu, każdy rozszedł się do wcześniej ustalonych mieszkań.

- Niech żyje plaża! - Hurley pojawił się tuż przy nich. - I moi przyjaciele!
- Racja, nii-san! - odpowiedziała jakaś łososiowowłosa dziewczyna. - Niech żyje surf!
- Hurley, kto to? - zapytał Mark, podbiegając do kolegi.
- Oto moja młodsza siostra, Inoe! - uśmiechnął się surfer.
- Miło mi poznać! - uśmiechnęła się miło. - A teraz wszyscy do wody! - krzyknęła, a jako, że była w stroju kąpielowym, od razu pobiegła w stronę jasnoniebieskiego oceanu po białym piasku.
- A trening? - zapytał Mark.
- Trening będzie później! - oznajmiła Tori, która poszła w ślady Inoe.
- Kochanieee! - z domku dziewczyn wybiegła Sue, od razu przylepiając się do Erick'a.
- Łał, Nelly... - zaczął Mark, gdy zobaczył Nelly wychodzącą w bikini na plażę. Zaraz za nią wyszła Silvia.

Erick na chwilę odwrócił wzrok od Sue i spojrzał na Silvie, która razem z Nelly i Camelią kierowała się w stronę Marka. Silvia na chwilę popatrzyła w jego stronę, lecz potem odwróciła się, biegnąc do wody. Teraz już prawie wszyscy się w niej pluskali.

Nelly siedziała na słońcu, uśmiechając się co jakiś czas, widząc że zawodnicy dobrze się bawią. Zobaczyła Marka biegnącego w jej stronę.

- Nelly, dlaczego nie idziesz do wody? - zapytał.
- No bo... - dziewczyna zaczerwieniła się, lecz natychmiast przybrała surową minę. - To nie twoja sprawa.
- Ale chodź, jest świetna zabawa! - złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wody. Puścił ją dopiero w wodzie, gdzie miała oceanu po szyje.
- Mark, chodź do nas, pogramy w siatkę w wodzie!
- Tak, już idę! - krzyknął, płynąc w stronę kolegów. Nagle Nelly poczuła jak coś ciągnie ją w bok. Próbowała stanąć, ale było za głęboko. Fala zepchnęła ją głębiej, a teraz zbliżała się większa.
- Ratunku! - krzyknęła wystraszona, ledwo trzymając się ponad taflą oceanu.  - Ratunku! - wielka fala była coraz bliżej. Mark usłyszał wołanie, jako że był najbliżej. Spojrzał za siebie i zobaczył panicznie machającą rękami menadżerkę. Nie zastanawiając się popłynął w jej stronę. Z daleka zobaczył jak przytapia ją fala...

+-+-+-+-+-+-+

Otworzyła oczy, wpatrując się w pokój w którym się znajdowała. Usiadła, po czym zakaszlała. Rozglądnęła się i zobaczyła, że ktoś trzyma głowę na łóżku. Mark, klęczący na podłodze najwyraźniej nie doczekał się pobudki Nelly, bowiem teraz chrapał. Dziewczyna smutno się uśmiechnęła, wystawiając nogi spod kołdry, spróbowała wyjść z łóżka, nie budząc przy tym kapitana. Gdy już była na zewnątrz usiadła na brzegu, gdzie nie było nikogo - była noc. Księżyc odbijał się pięknie w jasnej wodzie oceanu. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że ma na sobie czyjś sweter, zapewne Marka. Mimo to, było jej nieco zimno gdy powiał nocny wiatr.

- Dziękuję. - szepnęła.


Dziś dość (a nawet bardzo) krótki rozdział, szczególnie w porównaniu z dwoma poprzednimi. Gdy nam wakacje się kończą (przynajmniej tym, którzy jeszcze chodzą do szkoły, gimnazjum, liceum....I na studia chyba też, więc żebyście jeszcze trochę tego słońca i wolności poczuli, to macie wakacje jeszcze tutaj, razem z całą ekipą Raimona. Do tych którzy Nelly nie lubią - przepraszam że jej nie zabiłam, ale ja osobiście ją lubię (mimo tego, że na jakiś czas nie była menadżerką Inazumy, przez co się na nią wkurzyłam.)

Do mojej kochanej Keiszy i kochanej Liny: KIEDY WY WSTAWICIE TEN ROZDZIAŁ?! T.T Daje wam czas do niedzieli. Inaczej się wkurzę. *dość...bezużyteczny (?) szantaż*

Runnuś, Keshi, dziękuję za pomysły~ Dzięki wam odzyskałam wenę i dwa z pomysłów zrealizuje jeszcze na tych wakacjach Raimona. Po jednym pomyśle od każdej z was~
Szkielet Smoka Zaczarowane Szablony