Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria #1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria #1. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

#030 - A gdy wszystko sie konczy... | cz. 2

- Hej ! Chłopaki ! Czemu stoicie przed domkiem ?! - Sylwia dotarła nareszcie do miejsca ich spotkania. Za nią pędziła reszta członków klubu.
- Drzwi są zamknięte ! - odpowiedział Mark.


Sylwia podeszła do drzwi i chwyciła klamkę. Przekręciła ją i pociągnęła do siebie. Coś kliknęło, a drzwi otworzyły się.


- Zamknięte, co ? … - dziewczyna spojrzała na Marka który próbował zrozumieć sytuację.
- Niespodziankaaa ! - krzyknęły osoby w środku gdy reszta tylko przekroczyła próg.


Widząc zdezorientowane miny swoich przyjaciół, Celia natychmiast złapała aparat i zaczęła pstrykać zdjęcia. Uśmiechnięci od ucha do ucha 1-wszo i 2-goklasiści nagle poczuli – wszyscy co do jednego – łzy spływające po ich policzkach. Wiedzieli, że to już koniec ich wspólnej przygody. A gdy starsi zauważyli przezroczysty płyn nawilżający skórę każdej innej osoby, również zaczęli płakać. Wiedzieli, że kiedyś to wszystko się skończy. Ale oczywiście, skończyło się za szybko !


I pomyśleć, że całe te trzy lata mogły się okazać jak najbardziej normalne. Przecież najpierw w klubie nie było zupełnie nikogo ! A jak już siedem graczy było, nie można im było trenować. Kort do tenisa, bieżnia, boisko do rugby, sala do judo : wszystko było zajęte i zarezerwowane. Zostawało tylko boisko przy rzece. To tam Mark poznał Axela, grając z przedszkolakami. To tam Kevin trenował aż do ukończenia swojego Dragon Crash. To tam Axel dołączył do Raimona. To tam zmierzyli się po raz pierwszy z siłą graczy o treningach wirtualnych. To tam Bobby stwierdził, że został zaakceptowany przez kapitana mimo swoje zdrady. To tam spotkali Erik'a. To tam zaczęła się ich historia. Po prostu.


A może zaczęła się wcześniej i gdzie indziej ? Przy wieży Inazumy na przykład. Z treningami Mark'a, i wejściem Nathan'a do drużyny. Albo po wygranej z Królewskimi. A może przy uwolnieniu się z hipnozy tych przerażających graczy – przy których Jim powinien być nieodróżnialny zresztą – albo gdy Jude do nich dołączył ? Trudno powiedzieć. Wszystkie te momenty były bardzo, bardzo ważne... Czy można stwierdzić, że wszystko zaczęło się w dniu narodzin Mark'a ? Od niego przecież się zaczęło. Gdy tylko się urodził, wszystko było napisane. Cały scenariusz. Ich spotkanie, odejście Axel'a i Nathan'a, nawet udawana śmierć Erik'a i ich rozstanie. Ich wygrane i przegrane, wszystko. Cała historia kręciła się wokół ich Kapitana. To on wszystko rozpoczął.


Usiedli przy nakrytym stole, jedząc ciastka i tort. Gdy dowiedzieli się, że Nelly przyniosła kulki ryżowe, od razu odmówili, mówiąc że są najedzeni. Córce dyrektora było trochę szkoda, ale schowała pudełko, stwierdzając że poczęstuje później ojca. Rozmawiali, starając się nie płakać. Nastia ugryzła sobie wargę, by się powstrzymać, wtulona w niebieskowłosego pomocnika ekipy. Niektórzy nawet zmuszali się do uśmiechu, dopóki nie wyszli z sali. Ruszyli w stronę rzeki. Spacer nie powinien im zaszkodzić. Więc wielka grupa ruszyła ulicami miasta, kontynuując różne dyskusje. Nostalgiczne, ale także o ich przyszłości.


Docierając na miejsce, zauważyli znajome twarze przyglądające się swoim odbiciom w krystalicznej wodzie. Było ich około piętnastu, może więcej, wszyscy odwrócili głowy w ich stronę gdy tylko usłyszeli kroki. Hurley uśmiechnął się szeroko, Scott schował coś szybko w kieszeni i zaśmiał cicho, Archer nawet przestał przeczesywać swoje fioletowe włosy. Caleb kopnął piłkę w stronę Jude'a, nawet jeśli strzał stracił siłę przez próbę jej zatrzymania przez Shawn'a.


- Caleb, nie tak z zaskoczenia ! - skarcił go białowłosy.
- Okay, okay, ale trzeba było sprawdzić jego refleksy. Ale widzę, że dalej dobre, nie, Jude ? - kapitan Królewskich spojrzał na kolegę-rywala trzymającego futbolówkę pod prawą stopą.


Austin, stojący obok Thor'a, spojrzał na Axel'a. Ten patrzył w stronę przyjaciela o dredach który teraz był otoczony kolegami z dawnej drużyny. David i Joe gadali niemal jednocześnie podczas gdy Caleb, który zdążył już dobiec do nich, stał trochę na uboczu, uśmiechając się ironicznie. Jordan i Xavier, by nie przeszkadzać Darrenowi który znów ''napadł'' swojego idola – Mark'a – podeszli porozmawiać z Nathan'em, którego dziewczyna podeszła do innych menadżerek śmiejących się w towarzystwie Torii i Sue. Przyglądał im się Willy, podsłuchując ich rozmowy i kiwając głową.


- A tak w ogóle, to co wy tu robicie ? - to ciekawe pytanie zadał Jude, któremu nie podobał się raczej pomysł kolegi o irokezie o podtrzymywaniu jego ręki na swoim ramieniu.
- Jak to co ? Trzeba uczcić koniec naszej gimnazjalnej przygody meczem ! - odpowiedziała Sue która nagle przykleiła się do Erik'a, spotykając mrożące spojrzenie ze strony Silvii. Zielonowłosa dalej pamiętała scenę na dachu w Ameryce, gdy ci dwoje się pocałowali. Odwróciła się i, łapiąc Celię za rękę, oddaliła się od reszty.
- Ej ! - zaprotestowała siostra Jude'a, starając się wyrwać. Jednak widząc minę Silvii przestała. - Co Ci jest ?
- Spójrz tam. - szepnęła, ruchem głowy w tył chciała pokazać Sue. Celia spojrzała we wskazanym kierunku i westchnęła.
- Jesteś aż tak zazdrosna ?
- A jak nie być zazdrosną ? Jesteś chyba jedyną która wie – no, oprócz Sue która raczej to zauważyła – ale nie bez powodu ! Myślałam, że zrozumiesz !
- Nie wiem, jak miałabym rozumieć, skoro nigdy nie byłam zakochana. - wzruszyła ramionami. Wtedy zauważyła łzy zlatujące z policzków Silvii. - Ej, ale żeby aż tak ?!


Dziennikarka przytuliła do siebie przyjaciółkę. ''Już dobrze. Zobaczysz, będzie okej.'' - mówiła. Nagle podszedł do nich Mark z Victorią. Silvia była w prawdzie wystarczająco uspokojona by rozmawiać normalnie, miała wytarte oczy – chusteczką koleżanki – ale jej oczy były czerwone. Wstała i pobiegła w stronę wody, mówiąc że musi sobie przemyć twarz i ręce, bo spadła. I na Celię spadło wymyślenie jakiegoś kłamstwa do tłumaczenia Kapitanowi i córce pierwszego ministra.

+-+-+-+-+-+-+

Silvia klęknęła przy brzegu, patrząc w swoje odbicie w wodzie. Bardzo różniła się od Sue. Nie mogła z nią rywalizować, nie miała żadnych szans. Krótkie, ciemnozielone – jeśli nie koloru wymiocin – włosy spięte różową, grubą spinką i średniej wielkości oczy tego samego koloru. Owalne, jak małe jajka. Głowa jak ziemniak i szpiczasty nos. Okrągłe, duże, szpetne uszy były odsłonięte. Nie była chuda, bardziej nijaka, lecz nie gruba. Jej nogi nie były takie długie jak by chciała. Nie mogła konkurować z opaloną nastolatką o niebieskich, pięknych włosach i oczach o kolorze oceanu. Dotknęła swoich włosów, pogłaskała je, po czym zanurzyła rękę w wodzie. Była dość mała, paznokcie nie było obgryzione, ale za to ucięte. Sue zawsze miała takie wypielęgnowane, długie paznokcie...

- Na co patrzysz ? - usłyszała znajomy głos.
- E... Erik ? Co ty tu robisz ? - Silvia wstała i odskoczyła. Jej lewa stopa stanęła na krańcu brzegu który osunął się pod jej wagą. Nie miała czasu krzyknąć gdyż Erick złapał ją gdy tylko zauważył co się dzieje.
- Powinnaś bardziej uważać ! - powiedział poważnym głosem po czym oddalił od wody i uśmiechnął się. - Co tu robię ? Przyszedłem zobaczyć przyjaciółkę z dzieciństwa, tak mi się wydaje.
- D-Dziękuję... - wymamrotała, siadając na ziemi. Była całą czerwona, więc spuściła głowę.
- Co Ci jest ? Nie wyglądasz najlepiej. Przecież idziesz do tego samego liceum co Mark, nie powinnaś być aż tak smutna ! - odwrócił wzrok, spoglądając na przyjaciela.
- ...Co ? - gdy tylko usłyszała te słowa, podniosła głowę. Czyżby on myślał, że... - I co z tego, że ja i Mark będziemy w tym samym liceum ?! - krzyknęła, tak głośno, że aż Evans odwrócił się, by sprawdzić kto go wołał.
- No bo... będziesz mogła znów grać z nim w piłkę ? - zdziwiony Erick spojrzał na całą czerwoną Silvię, która właśnie zrozumiała, że nie chodziło o to, o czym myślała.
- No tak. Tak, tak. Masz rację, nie powinnam być smutna. Dzięki. - wstała i szybkim krokiem ruszyła w stronę Celii.

Erick wstał i westchnął. Chętnie by ją zatrzymał, może nawet przytulił, ale nie miał tyle siły mentalnej. Nie dałby rady. Szczególnie wiedząc, że ona właśnie chciała uciec. Do Mark'a zapewne. Czy to był tylko rewanż za zdradę na dachu ? A może Silvia na prawdę ko... kochała Mark'a Evans'a ? ''Zresztą, czemu o tym myślę ! Przecież kocham Sue, więc czemu czuję się tak dziwnie, wiedząc że dobra przyjaciółka kogoś kocha ? Powinienem być szczęśliwy, razem z nią, nie ?''. Ruszył w stronę Sue.

+-+-+-+-+-+-+

- Chester ? Co ty tu robisz ?! - zapytała Nelly, widząc komentatora ich najstarszych meczy.
- Gdzie rozgrywa się mecz Raimona, tam jest Chester Horse Junior !
- Ale skąd wiedziałeś, że...
- To nie ważne ! Panie i Panowie, mecz Raimona z ich przyjaciółmi z Inazumy Japan – i nie tylko ! – ! Będą to specjalnie na tą okazję dwie drużyny piętnastoosobowe ! Teraz przedstawię ich skład : w drużynie Raimona znajdą się sławny Mark Evans jako kapitan i bramkarz i Jude Sharp jako gracz prowadzący a u ich boku pojawią się wspaniały defensor i pomocnik Nathan Swift, żyjący mur Jack Wallside, przerażający duch Jim Wraith, Tod Ironside, Steve Grim, Tim Saunders, Sam Kincaid, Maxwell Carson, płomienny napastnik Axel Blaze, Kevin Dragonfly, mroczny Shadow Cimmerian, Victoria Vanguard, znana jako Tori, no i Austin Hobbes ! W drugiej zaś ekipie znajdziemy Joseph'a King'a jako bramkarza wraz ze swym kapitanem Caleb'em Stonewall'em który stanie się graczem prowadzącym. Towarzyszyć im będą Bobby Shearer i jego przyjaciel Erik Eagle, Aphrodi znany również jako Byron Love, wspaniały obrońca i napastnik – Shawn Frost, Suzette Heartland, Scott Banyan, Hurley Kane, Darren Lachance, Archer Hawkins – grający poprzednio w Inazumie Japan –, Thor Stoutberg, David Samford z Akademii Królewskiej i dwaj dawni przeciwnicy, następnie gracze reprezentacji Japonii : Jordan Greenway i Xavier Foster. Nikt nie znajdzie się na ławce co jest bardzo ryzykowne lecz pozwoli każdemu zagrać. A więc zaczynajmy ! - podał gwizdek Nelly. Ta niechętnie przyjęła go, po czym dmuchnęła z całych sił, przez co wszyscy musieli zatkać uszy.


Następnie Axel podał do Kevin'a, który ruszył z piłką w stronę bramki przeciwnika, slalomując między pomocnikami i defensorami tamtych. Nie musiał mierzyć się z Byron'em ani z Xavier'em ponieważ tamci od razu popędzili w stronę Mark'a. Ale Kevin wiedział o co im chodzi. Przewidział to i za nic nie odda piłki defensorom, byłoby to wtedy zbyt łatwe by drużyna Caleb'a strzeliła gola. Więc gdy Thor wykonał jedną ze swoich sumo-technik, smoczy napastnik podał piłkę trochę do tyłu, w lewo. Axel uśmiechnął się lekko, przejmując biało-czarny przedmiot. Gdy i jego dopadł przeciwnik, podał do tyłu w prawo gdzie już czekał Jude. On miał już swój plan. Podał do Nathan'a który użył Fujin no Mai na zbliżającym się Scotty'm, chcącemu wykonać technikę z której był tak dumny, jednak został wyprzedzony. Niebieskowłosy wyraźnie szukał kogoś niedaleko bramki. Przez chwilową nieuwagę nieuwagę dał się do siebie zbliżyć Archer'owi. Ten odebrał piłkę pięknym wślizgiem lecz zanim zdążył ją podać czekającemu surferowi, Nathan wrócił do rzeczywistości i stanął przed nim. Uważnie walcząc o piłkę, nie zauważyli, że tamta zdążyła już zniknąć spod ich nóg zanim Chester nie wykrzyknął, że Axel z Kevinem wykonują razem strzał.


- Kevin Dragonfly używa swojego Dragon Crash a Axel Blaze wybija się w górę i kopie piłkę swoim Ognistym Tornadem. Nikt nie ma wątpliwości ; to jedna z najstarszych technik Raimona, Smocze Tornado ! Futbolówka pędzi w stronę bramki, leci, leci... Joe wykonuje swoją Dorirusumasshā V2 i... I NIE MA GOLA ! Piłka została ledwo zatrzymana, ale King trzyma ją teraz w rękach, słychać sędziego – tu Chester spojrzał na Nelly, dając jej znak by gwizdnąć. – oznajmującego koniec akcji, Joseph rzuca piłkę przed siebie, do Caleb'a, ten wymienia serię podań z kilkoma innymi graczami, jednak tuż pod bramką piłkę przejmuje Tod, on podaje do Sam'a, ten do Shadow'a, on wykonuje Black Tornado, piłka leci z wielką prędkością do bramki przeciwników, ale nim się spostrzegamy, Shawn Frost podbiega do niej i używa Eternal Blizzard bezpośrednio na futbolówce, nie zatrzymanej przez nikogo innego. Podczas gdy piłka leci do Mark'a, Frost upada na ziemię ! Czyżby ten strzał to było dla niego za wiele ? Ależ nie, napastnik wstaje, patrząc jak Evans siłuje się ze zmrożonym narzędziem do piłki nożnej. I GOOOL ! Shawn Frost jako pierwszy strzela w tym meczu, w ostatnich minutach gry !


Następnie tylko kilka podań, ale już nie było czasu na większe akcje. Nelly nie czekała na jakiekolwiek przedłużenie i zagwizdała koniec pierwszej połowy. Gracze usiedli w grupkach złożonych ze swoich drużyn przy brzegu rzeki, mocząc w niej głowy. Niektórzy nie powstrzymali się od łyknięcia tej cieczy, co wiązało się z obrzydzeniem menadżerek. Zaczęły im tłumaczyć, że w rzece są bakterie, może nawet ścieki, i tak czas im zeszedł dopóki Nelly nie stwierdziła, że już wypoczęli. Gwizdnęła. Nic specjalnie interesującego nie działo się przez przynajmniej połowę tych kolejnych czterdziestu pięciu minut. Później Hurley Kane prawie strzelił kolejną bramkę, ale Jim wyskakujący znikąd nagle odebrał mu piłkę. Następnie podał ją Axel'owi który popatrzył porozumiewawczo na Jude'a. Ten skinął głową i dał bramkarzowi znak do pobiegnięcia z nimi. No tak, chcieli wykonać tą technikę. We trójkę przygotowali się do niej, gdy Joe stwierdził, że wystarczy tylko Bariera Energiczna. Wtedy białowłosy sam pobiegł do gracza Królewskich który już zdążył technikę użyć. Axel kopnął futbolówkę która przebiła barierę, lądując w bramce. Chester krzyczał jak szalony gdy Nelly gwizdnęła 1-1. Później nic już się nie działo, tylko nieudane strzały, nijakie wślizgi i dryble no i dużo podań. Byli wyraźnie zmęczeni ponieważ gdy tylko usłyszeli ostatni gwizdek, upadli na ziemię i nie chcieli się już ruszyć.

- Jestem głooodny... - poskarżył się Jack.
- Ah tak ? Wiesz że przyniosłam ze sobą moje kulki ryżowe ? Częstuj się ! - powiedziała Nelly, podając mu otwarte pudełko ze zgrabnymi onigiri. Jack skrzywił się lekko, przypominając sobie ostatni raz kiedy jadł kulki ryżowe brązowowłosej.
- J-Jednak nie, to tylko zmęczenie ! - odpowiedział, załamany tym, że musiał odmówić jedzenia. Nelly tylko spojrzała na niego zdziwiona, po czym schowała pudełko do torby.

+-+-+-+-+-+-+

Stwierdzili, że muszą wracać, dopiero gdy słońce już zaszło. W mieście byłoby całkowicie ciemno, gdyby nie przyuliczne lampy i szyldy różnych sklepów czy restauracji. Niestety, większość przyjaciół powinna dawno być w domu, więc poszli własnymi drogami, długo się przed tym żegnając. Wszyscy sprawdzali po dwieście razy czy mają numery telefonów wszystkich osób.

Nathan, Anastasia, Nelly, Mark, Silvia, Celia, Jude, Axel i Camelia szli uliczkami ich miasta aż dotarli do ich celu : restauracja pana Hillmana.

- Trenerze ! - krzyknął Mark wręcz wskakując do środka i biegnąc do barku. - Trenerze Hillman'ie !
- Mark, nie tak szybko ! Stratujesz mu lokal i wystraszysz klientów ! - skarciła go Nelly.
- Dzieciaki ! Nie powinniście być w domach o tej godzinie ? - zapytał gruby mężczyzna o czarnych okularkach i białej brodzie, stojący za barem.
- Teraz ? Ależ nie, mamy panu tyle do opowiedzenia, trenerze ! - odpowiedział Evans, siadając. Widział, że został tylko jeden klient, a lokal był najwyraźniej już zamknięty.
- Pewnie jesteście głodni, co ? - zapytał Hillman po czym zabrał się za krojenie warzyw.
- Tak ! - potaknął kapitan Raimon'a. Spojrzał na ostatniego klienta schowanego za gazetą, po czym wstał. - Pan detektyw Smith !
- No i zostałem odkryty. - zaśmiał się « ostatni klient », przysiadając do barku. - Chciałem was zobaczyć, zanim całkowicie skończycie gimnazjum.
- Ah właśnie, byłem u Was na rozdaniu dyplomów. Gratulacje wszystkim. - spojrzał na Celię. – Tobie też, za przejście do ostatniej klasy.

A później opowiedzieli o spotkaniu z przyjaciółmi i o meczu który skończył się remisem. Jedli i siorbali, dwaj dorosłych śmiało się, wspominając również starsze przygody jedenastki Raimona. Będzie im tego brakować. Wszystkim. A gdyby tylko mogli, zatrzymali by czas i w tym momencie, by nacieszyć się ostatnim dniem ich gimnazjalnego życia. Tym bardziej, gdyby wiedzieli, co przygotował dla nich los w liceum. Ale nie na to była pora, na razie musieli wrócić do domów i wypocząć przez kolejny miesiąc, zanim na nowo rozpocznie się ich edukacja. Muszą przecież jeszcze zrozumieć, że to już koniec ich trzyletnich gimnazjalnych przygód. Wkraczali na inną drogę życia, a nikt nie dawał sobie z tego sprawy.

END

piątek, 1 sierpnia 2014

#030 - A gdy wszystko sie konczy... | cz. 1

Ostatni dzień nadchodził wielkimi krokami. Nikt nie miał pojęcia że to wszystko wydarzy się tak szybko i że... Że tak szybko opuszczą tą szkołę. Tą samą, w której większość z nich spędziła trzy pełne lata. Tą, z którą wiązało się tyle wspomnień...

+-+-+-+-+-+-+

Nastia otworzyła oczy, słysząc dźwięk budzika. Natychmiast wstała, ubierając szkolny mundurek. Nostalgicznie popatrzyła na kokardę którą właśnie wiązała przy koszuli i na gimnazjalną spódnicę. Przeszukała całą szafę w poszukiwaniu żółtego swetra na tą okazję, rozdawanego na początku roku. Następnie przeczesała różowe włosy, wiążąc je w długi kucyk, zakrywając gumkę wstążką koloru kokardy przy mundurku. Z uśmiechem przeciągnęła się i ruszyła zaparzyć herbatę. 

+-+-+-+-+-+-+

Anne otworzyła drzwi swojego pokoju, przygładzając sukienkę tworzącą mundurek jej gimnazjum muzycznego. Uśmiechnęła się szeroko, prawie wyrywając drzwi swojego brata.

- Nii-san, obudź się wreszcie ! Dzisiaj jest...
- ...mh, zakończenie... ? ...No nie ! Spóźnię się ! - krzyknął, szybko biorąc mundurek i biegnąc do łazienki.

+-+-+-+-+-+-+

Spotkali się po drodze, zresztą jak zwykle. Chwilę gadali, trzymając się za ręce i uśmiechając się radośnie. Dopóki nie doszli przed bramę szkoły. Wyglądała dziś tak smutno i wesoło zarazem. Tak... inaczej. Inaczej... Czy to właśnie była nostalgia ? Niektórzy uczniowie stali już od kilkunastu minut przed wejściem, wpatrując się w budynek. Inni, głównie pierwszo- i drugoklasiści szli przed siebie, wesoło, skacząc, śpiewając, rozmawiając, w stronę wejścia. Czy byli szczęśliwi, że ten rok już się skończył ? No tak, dla nich to nie było nic takiego ; wracali z powrotem za niecały miesiąc, do tego samego, dużego budynku, który tyle przeżył. Dla tych młodszych klas ta szkoła nie była niczym więcej jak tylko miejscem tortur mózgowych (i czasem fizycznych) albo, ewentualnie, okazją na spotykanie się z przyjaciółmi. Tylko tyle. Najśmieszniejsze było to, że dla całego zespołu piłki nożnej Raimona myślała przez pewien czas tak samo... zanim się nie poznali.

- Trzeba...wejść, co nie ? -zapytała cicho Nastia, smutnie wpatrując się w plakat głoszący: "rozdanie dyplomów : 10:30".
- Raczej...Niedługo pora... - odpowiedział Nathan, nie puszczając ręki Anastasii.

Uczniowie powoli ruszali się z miejsc, nie chcąc spóźnić się na ceremonię. Wiedzieli bowiem, że nie mogą tego oddalić. Jednak gdyby mogli zatrzymać czas i móc jeszcze chwilę tu zostać, większość chętnie by to zrobiła. Byleby się nie rozstawać... byleby nie zostać rozłączonym.

- Nath ? - różowowłosa nagle przerwała kolejną, minutową ciszę.
- Tak ? - chłopak odwrócił wzrok od budynku, wpatrując się obecnie w Anę.
- Do... do jakiego liceum zdawałeś ? - zapytała, patrząc mu w oczy. Niepewna, bała się. Nie chciała pytać wcześniej, ale nie wybaczyłaby sobie zdobycia tej informacji dopiero z ust Dyrektora.
- Raimon, a do jakiego innego ? - uśmiechnął się, ściskając jej dłoń jeszcze mocniej.

I postawił pierwszy krok naprzód. I drugi, i trzeci, a następnie zaczął iść, pospiesznym krokiem, w stronę budynku. Anastasia uśmiechnęła się, kamień spadł jej z serca. Zaśmiała się, doganiając go by nie spaść. "No tak ! Do jakiego by innego !".

Przejście zagrodził im szereg młodszych dziewczyn które nie wahały się pokazać swojego zainteresowania obrońcą-pomocnikiem Raimona, nawet przed jego dziewczyną. Uśmiechnięte od ucha do ucha przekrzykiwały się nawzajem. Denerwujące "Nathan", " Nathan !", " Nathaaan !!" i pytania. A właściwie tylko jedno, które samo w sobie zepsuło całkowicie humor niebieskowłosego.

- Więc jak, udało Ci się zdać do Aka-...
- Tak, na pewno przeszedłem do Liceum Raimona. - odpowiedział, nie dając dwóm drugoklasistkom dokończyć ich zdania. Starając się je w pełni zignorować, pociągnął Anastasię w stronę portalu wejściowego.
- Aka ? Zdawałeś do jakiejś Akademii ? - zapytała, nie tyle z wyrzutem lecz raczej smutkiem i ciekawością.
- Pomyliły się ! - zapewnił ją, z szerokim uśmiechem który pojawił się od razu gdy tylko odwrócił twarz w jej stronę. - Zresztą Liceum Raimona i gimnazjum tego samego imienia razem często nazywane są Akademią Raimona !
- W sumie racja.

Ustawili się przed drzwiami wejściowymi do sali gimnastycznej. Niedługo potem do grupki uczniów podszedł dyrektor, przypominając im procedury dyplomacji. Skinęli głowami i weszli do sali na jego znak, ustawiając się przed krzesłami im przeznaczonymi. Zaczekali na kolejne pozwolenie by usiąść, po czym udawali że słuchają dłużących się niezmiernie monologów kilku ważnych osób - w tym nawet Nelly. Po pół godzinie, a może nawet półtorej, nareszcie przyszła kolej na rozdanie dyplomów.

W kolejności z ich klasami i alfabetycznym ułożeniem ich nazwisk, uczniowie pierwszych i drugich klas byli wywoływani by dostać przepustkę do następnego rocznika, co nie trwało krótko, ale nie dłużyło się tak jak przemowa dyrektora. Następnie pora trzecich klas gimnazjum - tych ostatnich, tych, którzy dzisiaj kończyli ich karierę w Gimnazjum Raimona, tych, którzy opuszczali część swych przyjaciół by móc skupić się na własnym szczęściu.

Klasa 3-1

Anderson Lisa
Blaze Axel
Carson Maxwell
Cimmerian Shadow
Dragonfly Kevin
Evans Mark
Fireblow Alice
Glass William
Grim Steve
Harp Amy
Kantoon Lace
Larwell Scarlet
Larwell Levi
Oldynson Emma
Raimon Nelly
Sharp Jude
Swift Nathan
Trevis Camelia
White Anastasia
Wood Silvia


Każda osoba z listy została wywołana, wszyscy po kolei wchodzili na podest, odbierali dyplomy, kłaniając się i słuchając dyrektora. Niektórzy płakali, inni starali się uśmiechać, co nie zawsze im wychodziło. Były osoby neutralnie nastawione do tego dnia ; pośród nich Alice i Levi. Jak zwykle kamienne twarze, nawet na chwilę się nie rozkleili. Ale cóż w tym dziwnego, w każdej klasie musi być przecież przynajmniej jedna taka osoba.Następnie, każdy zasiadał z powrotem na swoim krześle, patrząc gdzieś daleko, myślami we wspomnieniach. Gdy ostatnia osoba z klasy 3-5 przyjęła swój dyplom, wstali. Ukłon, wysłuchanie ostatnich słów dyrektora, ponowny ukłon, po czym wyszli. Szybko, zanim rodzice mogliby ich dogonić, wszyscy piłkarze - i menadżerki - popędzili w stronę domku klubowego.

Z nieznanych powodów, Celia i młodsi członkowie dotarli tam najszybciej. Gdy dziennikarka stwierdziła że wszyscy młodsi weszli, zamknęła domek na klucz i zasłoniła okna tablicą i koszem z piłkami. Następnie wyciągnęła swój notes i założyła okulary. Skoncentrowana, przewinęła kilka kartek, po czym wróciła wzrokiem na graczy.

- Mam nadzieję że pamiętacie, co mamy dziś do zrobienia. - nie dała nikomu odpowiedzieć i kontynuowała. - Przyjęcie pożegnalne dla Mark'a i reszty ! Kto miał się zająć ciastem ? 

Wzrokiem przeanalizowała każdą osobę z małej grupki, lecz nikt nie podniósł ręki.

- Nikt ? Na prawdę ? Byłam pewna że... 
- Ja mam ciastoo... - nagle między Jack'iem a Toddem pojawiła się wysoka postać o długich, jasno-fioletowych włosach zasłaniających prawie całą twarz. Wszyscy aż podskoczyli - niektórzy ze strachu, inni z zaskoczenia - na widok Jim'a, jak zwykle otoczonego tą przerażającą, mroczną aurą. Ten miał podniesioną rękę i najwyraźniej już nie zasmucał się byciem niezauważanym.
- A-Ah taak ! - Celia podrapała się z tyłu głowy, przymykając lekko oczy. Była trochę zawstydzona. - Skończmy przygotowania zanim przyjdą.

+-+-+-+-+-+

Nathan przybiegł pod domek jako pierwszy. Za nim znalazł się Axel z Mark'iem.

- Nie wejdziemy. Drzwi są zamknięte. - oznajmił niebieskowłosy.
- Mark, masz klucz ? - zapytał ognisty napastnik.
- Oddałem go rano Celii... Na pewno są zamknięte ? 
- Próbowałem otworzyć, to niemożliwe chcąc nie stratować tych starych desek. 
- To spróbujmy jeszcze raz ! - odkrzyknął bramkarz. 

Każdy po kolei, później razem, ale dalej nie dawali rady. Nathan westchnął i podszedł do okna, podczas gdy Axel myślał nad rozwiązaniem a Mark dalej walił pięściami w drzwi, wierząc że ktoś mu otworzy. Zbliżając się do szyby, usłyszał znajome głosy. Zaciekawiony spojrzał przez szkło, ale najwyraźniej było zasłonięte.

- "Plan przyjęcia pożegnalnego". - przeczytał ze ścieralnej tablicy i uśmiechnął się pod nosem. Przewidzieli wszystko, oprócz tego.

Ohayou -to nie odpowiednia godzina na Ohayou ale ciiii !- minna-san ! Wiem, że długo mnie nie było, przepraszam za to niezmiernie. >///<
No i jak widać, nawet nie udało mi się poprawić swojego stylu. Ani przedłużyć rozdziałów. Gomennasai minna ! Jeśli się zastanawiacie czemu daję spację przed wykrzyknikami i pytajnikami... przyzwyczajenie. No ale ja tu o nieważnych rzeczach gadam, a tu koniec bloga się zbliża ! Jeszcze druga część tego rozdziału, i koniec. Ach, będzie mi szkoda... Ale zapewne nie rozpocznę drugiej serii w najbliższym czasie.

Ten rodział dedykuję starunnie która była naprawdę... NAPRAWDĘ niecierpliwa ^^' Ale jak widzisz, już jest ! <3

~Kryształowa.

piątek, 7 marca 2014

#029 - Antidotum

W godzinę zdążyli dobiec do wieży, gdzie ON już na nich czekał. Detektyw uwielbiany przez wszystkich po wielkiej pomocy przy złapaniu Ray Dark'a jak i jego szefa - Zoolan Rice'a. Uśmiechnął się na widok Mark'a i Silvii, zdziwiony jednak trochę widząc dwie nieznajome dziewczyny. Przynajmniej nieznajome na pierwszy rzut oka: kto by nie znał Anne, tak popularnej w dzisiejszych czasach piosenkarki i Anastasii, dziewczyny która nie odstępowała na krok od swojego chłopaka, znanego atlety i piłkarza.

Powitał ich ruchem dłoni i krótkim słowem niepotrzebnego przedstawienia; po upewnieniu się co do imion każdego zaproszonego rozpoczął główną część spotkania - to, na co wszyscy czekali, przepis na antidotum.

- Wiem jak Zoolan stworzył tą truciznę po zakupieniu u  niego jednej butelki przez mojego pracownika. Przeanalizowaliśmy skład i myślimy, że znaleźliśmy przepis idealny na antidotum.
- "Myślimy" ? A jeśli to zły pomysł i dając go przyjaciołom zabijemy ich, albo przynajmniej zapadną w głębszą śpiączkę? - Anne była wyraźnie przestraszona na samą myśl nieudanego napoju.
- Dlatego właśnie potrzebuję waszej zgody na to wszystko. Szpital zgodzi się na wszystko, naiwni ludzie, nawet was nie przyłapali na zwiedzaniu sal ostatniej nocy...
- Ale...Skąd Pan to wie? - Nastia aż odskoczyła słysząc słowa detektywa.
- Może kiedyś wam wyjawię. - uśmiechnął się tajemniczo, kontynuując swoje wypociny na temat pozwoleń, naiwności, przepisu, składników, zagrożeń no i samego wroga. - [...] i właśnie dlatego to wy musicie się zgodzić.
- A jeśli...
- Cicho, An', to ostatnia szansa!
- Ale jeśli jednak...
- Cicho! Zgadzamy się, Panie detektywie.
- No to bierzmy się do roboty.

Poprowadził małą grupkę gimnazjalistów do swojego samochody, puszczając trzy dziewczyny przed kapitanem. Anastasia jednak wolała usiąść z przodu, z niewyjawionych powodów.

+-+-+-+-+-+-+

W laboratorium właśnie mieszali ostatnie składniki. Przed laboratorium, nad drzwiami, paliła się czerwona lampa, sygnalizująca zakaz wejścia z powodu prac wykonywanych w środku, niczym w szpitalu. Przed drzwiami, na ławkach, zniecierpliwieni gimnazjaliści wpatrywali się w ową lampę, czekając na zmianę koloru.

Nie musieli jednak czekać już bardzo długo: zaledwie po dziesięciu kolejnych minutach światełko zmieniło kolor na żywą zieleń, niczym nowe listki z wiosny na lato. Natychmiast rzucili się do powoli otwierających się wrót. Wpadli do środka laboratorium szybciej niż światło, prawie przewracając ludzi trzymających małą buteleczkę antidotum.

- Jedna kropla powinna zadziałać, maksimum dwie. Uważajcie. - powiedział najwyższy z nich.
- Teraz wszystko jest w waszych rękach. - dodał detektyw, który trzymał Marka za koszulkę, by tamten nie przewrócił się na pracowników laboratoryjnych, jako że stał w dość niespotykanej pozycji: na jednej nodze, z drugą zgiętą na lewo w powietrzu, tak, że prawie spadał mu but, z jedną ręką przed sobą, drugą zwisającą do ziemi z dłonią starającą się dolecieć do sufitu, pokazując fiolkę dwoma palcami. Jego głowa patrzyła prosto w buteleczkę świecącymi oczami, witając również charakterystyczny uśmiech kapitana, kryjący jednak trochę strachu przed efektem eksperymentu.

Dziewczyny mimowolnie zaśmiały się, popychając lekko Silvię by przejęła antidotum.

- Mamy je... - szepnęły. - Mamy antidotum !

+-+-+-+-+-+-+

Pobiegli do szpitala, a następnie od razu do sal z piłkarzami, nie czekając na zezwolenie od recepcji lub pielęgniarek.Silvię tak wszyscy pospieszali, że prawie wyrzuciła flakonik na ziemię, a później prawie wpadła w zamknięte drzwi od jednej  pierwszych sal. Anne spojrzała trochę wystraszona na plakietkę.

Sala 116
Axel Blaze i Kevin Dragonfly
[ Śpiączka ]

Dziewczyna odetchnęła z ulgą, widząc że to nie sala jej brata. Dalej bała się eksperymentu, nie chciała stracić członka rodziny, szczególnie jego. Sylvia podeszła do łóżka Axela, podając flakonik Markowi, który zaś złapał dziewczynę za rękę, pociągając w stronę Kevina i oddając jej butelkę.

- Może jednak zaczniemy od Kevin'a? ...
- Mark, to też jest nasz przyjaciel, jest tak samo narażony jak Axel.
- No wiem, ale...

Słychać było dźwięk zbliżających się pielęgniarek: słoniowe, głośne kroki oraz kłótnia i narzekanie.

- Szybko, lej ! - szepnęła dość głośno Anne, rzucając się do drzwi by je przytrzymać.
- J-Już... - odpowiedziała zielonowłosa, wymierzając dokładnie jedną kroplę różowego płynu, wlewając go jakimś cudem do kroplówki agresywnego chłopaka. Ręce dalej jej drżały, a pielęgniarki były coraz bliżej. - Musimy poczekać na efekt...
- Nie mamy czasu, zaraz tu będą! Czas na Axela !

Silvia wykonała polecenie, wprawdzie dość niechętnie, a następnie wręcz wyleciała za drzwi, przechodząc do poprzednich sali, widząc mijające ich pielęgniarki. Czynność powtórzyła we wszystkich salach. Prócz sali 117, gdzie nikogo nie zastali.

Sala 117
Nathan Swift
[ Przeniesiony - Operacja ]

- Co ?! Jak to operacja?! - krzyknęła Anne, czytając tabliczkę przy drzwiach, tuż po sprawdzeniu całego pokoju w każdych zakamarkach.
- O co chodzi, dzieci? Oh, Anne, przykro mi że nie mogliśmy cię powiadomić wcześniej, ale rodzice wyrazili zgodę. Trzeba operować twojego brata, może wtedy uda mu się wyjść ze stanu śpiączki.
- Ale...Nie, nie uda się ! Nie uda, przyprowadźcie go tu, mam rozwiązanie !
- Za późno, operacja zaczęła się trzy minuty temu.
- Ale...
- Przykro mi, ale wierzymy że się uda, więc nie masz się o co martwić !

Po czym pani w białym stroju odeszła w stronę recepcji. Anne wpatrywała się w korytarz, do oczu napływały jej łzy.

- Mieliśmy czas go uratować! Gdybyśmy zaczęli od ostatniej sali, wszystko by się udało! Teraz tylko pogorszą sytuację! - płakała, krzycząc. Przyszło kilka pracowników szpitala, proszących o uspokojenie się, lecz ona nie słuchała - pobiegła w stronę sal operacyjnych ile sił w nogach, wyrywając wcześniej fiolkę z rąk menadżerki Raimona.
- Anne, czekaj !!!
- Nie zatrzyma się. - powiedziała Anastasia, klikając w klawisze telefonu, następnie przykładając go do ucha. - Halo? Pan detektyw Smith? Mamy pewien problem...

+-+-+-+-+-+-+

Anne z trudem dobiegła do odpowiedniej sali. Była zamknięta, lampa nad drzwiami świeciła się na czerwono. Operacja trwała. Piosenkarka starała się wyważyć drzwi, co jednak nie poskutkowało. Lekarze w środku nawet nie usłyszeli hałasu przez nią robionego. 

Przeszukała swoje kieszenie w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby pomóc. W torebce nie miała ani jednej wsuwki, ale znalazła coś innego.

Klucze.

Poprzedniej nocy podniosła je, gdy Anastasia je upuściła, przy opuszczeniu szpitala. Miała je dziś oddać, ale najwyraźniej do czegoś się przydadzą zanim to zrobi.

Między kluczami znajdował się uniwersalny, pasujący do każdej sali w szpitalu. Bez większych problemów wyszukała go między pękiem innych i wsadziła w dziurę w drzwiach. Przekręciła metalowy obiekt i pchnęła stalowe drzwi. Następnie weszła szybkim krokiem do sali, zadziwiając obecnych w środku ludzi. 

Ale to nie było ich zdziwienie które było większe.

Dobiegła do łóżka na kółkach na którym leżał jej brat. Niedaleko niego zobaczyła już prawie pustą kroplówkę, do której natychmiast wlała zawartość fiolki. Kropelkę, tylko jedną kroplę, inaczej będą problemy...- myślała, odmierzając średniej wielkości kroplę, która wleciała do zbiornika, następnie do rurki, by potem zniknąć już z pola widzenia dziewczyny. Odwróciła się, czekając na wyprowadzenie jej z sali, było jej już to obojętne. Teraz, gdy wypełniła misję, wszystko powinno być dobrze. 

Zamiast jednak zdenerwowanych twarzy, zobaczyła zdziwionych lekarzy i detektywa. Stał tuż przed nią, trzymając inny flakonik różowego płynu. Zdziwiła się. Ale raczej bardziej przestraszyła.

- ...użyliście już...antidotum?
- Tak.
- Czyli teraz będzie problem?
- Zależy ile kropel wlałaś.

To prawda, że niecodziennym było widzieć na sali operacyjnej chłopaka, który nie był 'otwarty' w żadnym miejscu. A Nath był tylko przykryty i podłączony do kroplówki, nic więcej. Czy to znaczyło, że zatrzymano operację w ostatnim momencie?

- Jedną.
- To powinno być dobrze. Zapewne obudzi się za minutę, lub dwie.
- Jak to się stało...?
- Powinnaś się cieszyć, że Anastasia ma szybkie refleksy. No i że używa mózgu do myślenia. Logicznego.
- Powiadomiła pana?
- Po tym jak podobno odbiegłaś, zadzwoniła, że macie problem. Lekarze mieli go operować, co?

W tym momencie spojrzał na niebieskowłosego chłopaka. Miał rozpuszczone włosy które wyglądały na niedawno wymyte, mimo że spał przez kilka dni. Zamknięte oczy nie wskazywały na to, żeby miał się obudzić, ale jego twarz była spokojna. Dalej oddychał, a sprzęt na tej sali również pozwalał na ukazanie bicia jego serca.

- Ciekawe co mu się śni... - szepnęła cicho idolka, wpatrując się w starszego brata. 

A w tym samym momencie otworzył oczy. Uśmiechnął się, widząc siostrę, mimo że nie do końca rozumiał co się dzieje.

- Wygląda na to, ze misja wykonana. - powiedział ktoś z daleka. Przy drzwiach stała różowowłosa gimnazjalistka, uśmiechając się lekko do Nathan'a.

+-+-+-+-+-+-+

- No i pomyśleć że udało Ci się wyjść kilka dni przed zakończeniem !
- Zakończeniem?
- No tak, czyżbyś zapomniał? Pod koniec tygodnia rozdanie dyplomów...


No ! Nareszcie coś tam nabazgrałam 8D
Tak, dobrze zrozumieliście, niedługo koniec gimnazjum bo już mi się nudzi bo już dużo wydarzyło się w tym ich roku szkolnym ^^' 
Głupio się złożyło bo wyczytałam że Lin' z Keiszą też niedługo kończą sezon i tak to plagiatem wygląda, ale to nie tak D:
Po prostu taki timing :C
Kocham ♥ Weny innym ~

wtorek, 31 grudnia 2013

#028,5 - Sylwester

Uśmiechnęłam się. Był to najweselszy uśmiech, jaki kiedykolwiek pokazałam światu, a teraz i tak tylko jedna osoba mogła go zauważyć. On również był uśmiechnięty. Lżej, ale był. Do tego, ten uśmiech tak dobrze mu pasował...


+-+-+-+-+-+-+



  • Spóźnimy się przez twoją sukienkę, Anne!
  • Cicho, lepiej biec niż gadać!
  • I co to za pomysł żeby zakładać sukienkę zamiast kimona, i to dzisiaj?!
  • Szybciej!!!

Po ulicach Tokyo biegło stado dzikich dziewczyn...A nie, to były tylko uczennice gimnazjum Raimona! Nastia, w różowej yukacie, Silvia w zielonej, Celia w niebieskiej, Camelia w fioletowym kimonie, Nelly zaś założyła biało-czarne z różowym obi. Tylko Anne wyróżniała się z grupy: miała na sobie białą sukienkę, podobną do stroju baletnicy.

  • Na koncert się spóźnię przez te wasze pomysły z kupieniem sobie nowych kimon.
  • Tak? A kto tu z dwie godziny przymierzał różne sukienki bo nie mógł się zdecydować?!

+-+-+-+-+-+-+

  • Nathan, nie tak szybko!
  • Ale ja biegnę wolno...
  • Hej, a może zagramy w piłkę przez chwilę? Mamy jeszcze czas a jesteśmy już w połowie drogi...
  • Mark, żartujesz sobie z nas, prawda?
  • No...Ja...Hehe...Em...Czyli że nie zagramy...?
  • Oczywiście że nie!

Kapitanowi odpowiedział głośny i poważny chórek, złożony z całego klubu piłkarskiego Raimona, ubranych w tradycyjne japońskie stroje.

  • Eeeeeh? Dlaczego?

+-+-+-+-+-+-+

  • I jak wyglądam?
  • Olśniewająco!
  • Onii-san...Nie patrz na nią takim wzrokiem!

Nelly zaśmiała się, po czym usiadła na jakiejś ławce, wpatrzona w Mark'a który już pobiegł łapać złote rybki. Celia podeszła do Jude'a i zaciągnęła go do oglądania sprzedawanych masek, Axel zaś poszedł kupić coś do jedzenia, bowiem nie jadł od rana...Nie ważne czemu. Nathan rozmawiał z Nastią, coraz bardziej oddalając się od grupy, jednak zauważył odchodzącą Anne.

  • Gdzie idziesz?
  • Na koncert, oczywiście!
  • Ale on zaczyna się za dwie godziny...
  • Mamy jeszcze ćwiczenia!

Krzyknęła cała czerwona, odbiegając w przeciwnym kierunku niż znajdowała się scena.

+-+-+-+-+-+-+

  • Ichi, ni, san!
  • Yon, go, roku...
  • Nana, hachi...

A potem cisza.

  • Anne, twoja kolej, zapomniałaś?!

Krzyknęła zdenerwowana trenerka.

  • Ale jej tu nie ma!
  • Jak to nie ma?
  • A gdzie jest Will?
  • I wszystko się wyjaśniło...Mam nadzieję że przynajmniej pamiętają wszystko co mają pamiętać i się nie spóźnią...Szczególnie że to Anne zaczyna.

+-+-+-+-+-+-+

  • Myślisz, że już się zorientowali?
  • Na pewno. W końcu musieli usłyszeć że nikt nie kontynuuje piosenki.
  • Spóźnimy się.
  • Chcesz biec? Niepotrzebnie zmęczysz się przed koncertem. Nie możesz być zdyszana już na początku...
  • Nie zmęczę się!
  • A zakład?

Zapytał cicho, zanim ją pocałował. Pocałunek był krótki, ale wystarczający na ten moment. Niebieskowłosa dziewczyna pobiegła przodem, by być na miejscu jeszcze przed czasem.

+-+-+-+-+-+-+

  • Nie było Cię na próbie.
  • To już trzeci raz w tym tygodniu, nie przesadzaj!
  • Nagisa, Alice, spokojnie. Wszytko pójdzie dobrze!

Anne uśmiechnęła się, gładząc białą sukienkę. Nagisa właśnie nakładała pasujące wstążki, a Alice nakładała jej makijaż.

  • Ali, mogłabym to zrobić sama, wiesz?
  • Ciiii! Tak wyjdzie lepiej.
  • Anne, na scenę!
  • Już idę! Arigatô.

Wszystkie światła w okolicy zostały pogaszone, tak, że ludzi można było rozpoznawać tylko po ich ''konturach''. Anne zamknęła nawet oczy, by nimi nie ''świecić''.

  • Minna, hajimemashou nee!


Tworzyła oczy, zaczynając śpiewać...

+-+-+-+-+-+-+

Nelly, słuchając kolejnej śpiewanej przez Alex piosenki, wspominała Wigilię. Niby nie powinni jej obchodzić, nie było to zbyt w ich religii, ale skoro niektórzy to robili, Mark też bardzo chciał, więc spędziła wigilię w towarzystwie całego klubu piłkarskiego, przynajmniej nie musiała znosić swojej siostry i jej chłopaka.

Wigilię urządzili u Jude'a, ponieważ miał on największy dom...Mimo, że i tak korzystali z samego salonu (plus sypialni...).

[FLASHBACK-POCZĄTEK]

Dziewczyny gotowały, dzieląc się rolami. Nelly tylko wyciągała i chowała składniki, żeby nic nie zepsuć, choć tego powodu nikt jej nie podał. Przyrządziły tradycyjne 12 potraw, trochę zmodyfikowanych na gusta Japończyków, a oprócz tego kilkanaście innych dań i deserów. W tym samym czasie, chłopcy albo siedzieli i gadali (lub oglądali jakieś nieciekawe kanały na telewizorze plazmowym) albo ubierali choinkę.


  • Nakryliście przynajmniej stół?

Z kuchni wyjrzała Silvia, wpatrzona w pięknie nakryty, długi stół.

  • Dziewczyny, możecie wnosić!

Kolejka złożona ze wszystkich menadżerek wyszła z pola pracy, niosąc różne potrawy, które aromatem przyciągnęły wszystkich do stołu. Prezenty już leżały pod choinką (każdy miał przynieść przynajmniej jeden) a wszyscy zajadali...raczej obżerali się dostępnym jedzeniem. Nie wiedząc kiedy mają się podzielić opłatkiem, który jakimś cudem dostał się do Japonii, zrobili to po obiedzie. Życzenia dość przeciętne : dużo szczęścia, pieniędzy, przyjaciół, dobrych ocen i tak dalej. Warto tu jednak wspomnieć o nietypowych życzeniach wypowiadanych przez kapitana...do każdego tym samym tonem, te same słowa : ''Sakka Yarouze !''

Potem cała grupa prawie zrujnowała świąteczne drzewko, chcąc dostać się do paczek. Żeby zielona roślina przetrwała tamtą noc, do akcji wkroczyła Panna Raimon, która przepchnęła się do samego przodu.

  • Aż tak Ci zależy na tych prezentach, nawet Tobie?

Powiedział ktoś, ale brązowowłosa nic nie odpowiedziała. Odepchnęła, jakimś niewytłumaczalnym cudem, wszystkich, po czym zaczęła rozdawać paczuszki, po przeczytaniu nazwisk adresatów. Było też kilkanaście niezaadresowanych paczek, przez co Ci, którzy dostali najmniej prezentów, mieli losować. Wszyscy wyszli, Nelly pomieszała paczki, które przykryła prześcieradłem, po czym wpuściła wszystkich z powrotem.

W rezultacie niektórzy byli szczęśliwi, a niektórzy nie bardzo...Tod dostał czerwoną pomadkę do ust a Steve komplet biżuterii.

Po losowaniu była już 23 godzina, a nikt nie chciał się narażać na niebezpieczeństwo, wracając o tej godzinie. Szczególnie Nathan z Nastią, którzy mieszkali w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic stolicy. Posprzątali więc a Jude zaprowadził wszystkich do dwóch największych sypialni. Piłkarze mieli spać w jednej, a dziewczyny w drugiej. Obie sale były na przeciwko siebie i były identyczne, a jednak, gdy już wszyscy mieli iść spać, różniły się nie do poznania: sypialnia żeńska idealnie posprzątana, cienkie materace równo ułożone obok siebie, dziewczyny przestawały rozmawiać i, wymyte i przebrane (jakim cudem przewidziały ubrania na noc?), zasypiały, zaś sypialnia męska...cóż tu mówić...większość chłopaków spała w śpiworach, lub po prostu kładła się na ziemi, wszyscy jeszcze rozmawiali, Jack jadł czipsy, Mark i Tod grali na swoich 3DS'ach a Sam i Jim się im przyglądali. Tak, była zdecydowanie wielka różnica...

[FLASHBACK-KONIEC]

To był piękny dzień...

+-+-+-+-+-+-+

Koncert powoli dobiegał końca, wskazówki zegarów wskazywały 23:56. VOCALOID mieli teraz śpiewać ostatnią piosenkę.

Anne szukała wzrokiem swojego brata (i przy okazji Anastasię), lecz nie zdążyła ich znaleźć przed początkiem piosenki. Niebieskie paznokcie, włosy związane w coś na styl kucyka z tyłu głowy. Miała na sobie jasno-niebiesko-szarą, krótką spódniczkę, plisowaną, różowe tenisówki do białych rajstop, białą koszulę. Na to założony różowy sweter, zza którego widać było granatowo-różowy krawat. Do tego, Anne miała na szyi różowe słuchawki.




  • Nath'...
  • Hm?
  • Jak wspominasz...ten rok?

Przytuleni, byli wpatrzeni w gwiazdy. Czekali na moment, kiedy niebo zostanie pokolorowane na wszelkie możliwe kolory. Słyszeli cicho energiczną piosenkę z koncertu, zapewne ostatnią jaką w tym roku usłyszą.

  • Dobrze.
  • Hnn?
  • Dobrze wspominam ten rok. Szkoda że tak szybko minął...Tyle się wydarzyło...Powrót Anne, mecz z przyjaciółmi zza granicy, chwilowe odejście Jude'a...No i spisek Zoolan Rice'a.
  • Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
  • Mhm. I poznałem Ciebie.


W tym momencie niebo rozświetliło się, przykryte warstwą fajerwerków o różnych kształtach i kolorach. Tak wiele się wydarzyło tego roku, a to przecież nie był koniec ich przygód...Mimo, że już w kwietniu staną się licealistami.

Ostatni post w tym roku. Wiecie, jak się cieszę, że z wami jestem ? Bo w pewnym sensie jestem, prawda... ? W każdym razie, dziękuję wam za wszystko. Trochę mnie zmieniliście, raczej na dobre. No i w końcu mogłam komuś pokazać mój brak talentu ^^' Zawiesiłam tego bloga dwa razy, za każdym z nich bardzo tęskniłam. Za wami wszystkimi. I to wam, moim stałym czytelnikom, dedykuję ten rozdział. Chyba mogę powiedzieć że to co do was czuję to coś więcej niż po prostu znajomość, czy że po prostu was lubię. Nie, ja was kocham i tego jestem pewna.

Macie jakieś postanowienia noworoczne ? Ja mam ich kilka, i chciałabym by udało mi się ich dotrzymać. Czy wam też ten rok minął tak szybko ? No i co wam się w tym roku spodobało, a co nie ? Ja do swojej kolekcji obrazków dorzuciłam z kilkaset, do ulubionych filmów trafiło kilka AMV'ek, które są po prostu boskie. Zdążyłam obejrzeć Suzumiya Haruhi no Yuutsu i no Shoushitsu jeszcze przed końcem tego roku, cieszę się z tego powodu ^^. Na mojej półce leży już 51 mang i 3 figurki z Puella Magi Madoka Magica, razem z trzema plakatami zakupionymi na Japan Expo z tego roku ^w^. Mam jedno zdjęcie z tamtego wydarzenia, które może wam się spodobać - i które właśnie usunęłam przy edicie 8D -.

Dziś oglądnęłam (znowu) Dirty Dancing, zajadając się czipsami i cukierkami malinowymi (a później narzekam że jestem gruba). Chyba na tym zakończę moje wypociny, piszcie w komentarzach wrażenia z tego roku, jak i zdanie o rozdziale (który pisałam na ostatnią chwilę, jak zwykle, gomen!). PS. Specjalnie wstawiłam minutę przed północą ^w^ Wesołego Nowego Roku! >w<

Arigatou i Sayonara, widzimy się w roku 2014 ! ♥

sobota, 21 grudnia 2013

#028 - Przygoda Noca

Nastia zdążyła ją złapać tuż przed drzwiami szpitala. Anne próbowała za wszelką cenę je otworzyć, co nie za bardzo jej wychodziło. Niebieskowłosa wiedziała tak samo dobrze jak jej rywalka, że Nathan znajduje się na trzecim piętrze po prawej.

Drzwi szpitala były szklane, w korytarzu było ciemno, a kamer, o dziwo, nie było. Anne zamachnęła się ręką, ale tuż przed szybą coś ją zatrzymało. Jej pięść była unieruchomiona przez dłoń Anastasii.

- Nie rób niczego głupiego, Nathan by się później martwił i obwiniał... - mruknęła, grzebiąc drugą ręką w torebce, z której wyjęła pęk kluczy. Wsadziła jeden z nich do zamka i weszła do środka, ciągnąc za sobą siostrę ukochanego.
- S-Skąd to masz?! - zapytała An, wyraźnie zszokowana.
- Czasem pomagałam i zapomniałam oddać przyjaciółce mojej mamy kluczy... - wzruszyła ramionami dziewczyna, wchodząc już po schodach, jako że nie chciała używać windy nocą.

Chwilę później stały przed zamkniętymi drzwiami pokoju numer 117. Anastasia miała otworzyć drzwi, ale Anne ją wyprzedziła, przyciskając szybko klamkę i wpadając do pokoju brata, który spał. Albo raczej był w śpiączce, co jednak wyglądało tak samo i w sumie było tym samym, w pewnym sensie.

- Nii-san? - An podeszła do szpitalnego łóżka na którym leżał niebieskowłosy chłopak, podczas gdy Nastia wyszła na korytarz, rozmawiając z kimś przez telefon.
- Jesteśmy w szpitalu miejskim, Anne chciała zobaczyć Nathana...Mhm...Mh...Nie, jak mówię że w to znaczy że w a nie przed...
- Z kim rozmawiasz~? - zapytała piosenkarka, wychodząc z pokoju.
- Zaraz tam pójdę, w takim razie...No, do zobaczenia... - Nastia rozłączyła się. - Z Mark'iem, skończyłaś już?
- Mhm, możemy wracać...
- Nie możemy, musimy tu coś jeszcze sprawdzić... - powiedziała cicho, upewniając się że nigdzie na horyzoncie nie ma kamer.
- Sprawdzić co?
- Nie gadaj, tylko choć!

Nastia wyraźnie znała szpitalne korytarze, nie zgubiła się ani razu, w trzy minuty dotarły do celu: główny komputer szpitala musiał znajdować się za żelaznymi, małymi drzwiami które wydawały się tak niepozorne...

- Masz igłę? -  zapytała Nastia.
- Nie.
- A spinacz?
- Nie.
- Agrafkę?
- Nie.
- Scyzoryk?
- Nie...
- Nóż?
- Nie!
- To daj mi szybko wsuwkę...
- Ale to jest...
- Pomyśl że to dla dobra Nathana...

Anne niechętnie wyjęła czarną wsuwkę z włosów, podając ją rywalce, które włożyła spinkę w zamek, zapewne i tak lepiej zabezpieczony.

- Wpro-wadź koood! - zabrzmiał mechaniczny, sztuczny głos.
- Jaki znowu kod?! - zdziwiła się niebieskowłosa.
- Cholera, czemu Willy jest w śpiączce?! - Nastia próbowała coś wymyślić. Nagle podskoczyła, słysząc jakiś dźwięk. Chwilę potem zrozumiała, że to jej telefon. - Halo? Nie zbyt. Mamy wprowadzić jakiś kod..."Sprawdźcie gdzieś"?! Łatwo powiedzieć, nie ma gdzie! Mh, spróbuję, ale wiesz że się na tym nie znam... - dziewczyna wzięła spinkę i postarała się jakoś odkręcić śrubki doprowadzające do mechanizmu małego urządzenia domagającego się o kod. - I co teraz? Jak to nie wiesz?! To po co kazałeś mi to robić...? - Anastia zaczęła przyglądać się kablom. Zacisnęła zęby i pociągnęła za jeden kabelek. Nastała cisza. - Udało się! - krzyknęła, po czym dało się usłyszeć głośną syrenę alarmową, zapaliły się również czerwone światła, kilka kamer wyszło zza ścian i z sufitu. - Albo jednak nie!

Złapała siostrę swojego chłopaka za rękę, wbiegając do jednej z najbliższych sal: drzwi przy których majstrowały znajdowały się w ślepym zaułku, nie było tam schodów na niższe piętro. W sali leżała mała dziewczynka, za pewne chodząca do pierwszej klasy podstawówki. Miała jasne, różowe włosy i otwarte złote oczy.

- To wy przywołałyście alarm? - zapytała cichym, słodkim głosem.
- Eee... - Anne podstawiła swoją twarz pod ucho rywalki. - Co robimy? - szepnęła.
- Tak, to my. - przyznała się, przygryzając wargę.
- A wczoraj, to też wy? - dziewczynka była najwyraźniej dość dociekliwa.
- Wczoraj? Nie, wczoraj nas tu nie było!
- Aha. Jeśli chcecie wyjść, musicie poczekać jeszcze minutę. Strażnik raczej śpi i wyłączy alarm, myśląc że to budzik. Już trzy noce pod rząd tak było. - powiedziała mała, zamykając oczy i przytulając swojego białego kota. Prawdziwego.
- Można trzymać koty w szpitalu?
- Mi pozwolili. - odpowiedziała zasypiająca już złotooka.
- Dziękujemy... - powiedziała Nastia kłaniając się lekko i zmuszając Anne do tej samej czynności ruchem ręki.
- Nie ma... za...co...Zzzzzz...

Tak jak mówiła młodsza, alarm zgasł po około minucie, a dziewczyny wydostały się ze szpitala, biegnąc w stronę domu Marka.

- Daleko jeszcze?! - pytała Anne.
- Nie, jeszcze chwilę...

+-+-+-+-+-+-+

- I co? - zapytał kapitan, wpuszczając je do swojego domu. Jego rodzice najwyraźniej już spali.
- Nie udało się. Włączyłyśmy alarm a potem wolałam już nie ryzykować. Dobrze że strażnik zasnął.
- Wchodźcie. - powiedział, palcem wskazując schody, po czym poprowadził je do swojego pokoju, wcześniej zamykając drzwi. - Mamy pomysł. - powiedział, gdy już wszyscy usiedli w pokoju Mark'a. 
- Tak? Jaki?
- Co byście powiedzieli... - zaczął Mark.
- ...na małą wizytę u detektywa? - dokończyła Silvia.
- Genialnie. Kiedy?
- W drogę! Teraz, natychmiast! - kapitan był bardzo zmotywowany, ale cóż w tym dziwnego, skoro wszyscy jego koledzy i większość koleżanek leżeli teraz w szpitalu?
- Wiesz gdzie go znaleźć?
- Dzwonił do mnie niedawno, spotykamy się z nim pod wieżą!
- Czyli to nie wy mieliście pomysł... - podsumowała Anne.

Zaczęli biec, chcąc jak najszybciej się z nim spotkać...


Miał być dłuższy. GOMENNASAIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII T________T

Ale cieszcie się, że jest 8D
Oh nie, czuję że ktoś przejmuje kontrolę mojego ciała...NIEEEEEEEEEEEE!

Hoł Hoł Hoł! Widzę że przez cały rok byliście grzeczni, a jako że jestem Świętym Mikołajem, poczułem potrzebę zrobienia wam prezentu! Mam mało czasu, bo przemawiam przez ciało autorki tego bloga, a ona dobrze się broni przed przejęciem nad nią kontroli, więc streszczę się: podajcie swoje pomysły na prezent (wolałbym coś co da się wam dać bez kupowania i wysyłania >.>) w dopisku do komentarza, poprzedzając i kończąc propozycję słowami "Tajemny List do Mikołaja!". Oh, powinienem już zmykać! Hoł Hoł, Sayonara! (Japońsko Języczny Mikołaj)

Cóż to było? *cisza* No, skoro nikt nie wie, to musiało mi się wydawać. Przejdźmy więc do podziękowania Linie za miłe rozmowy <3

A teraz, na co czekacie? Wy też macie pisać, lenieee! ♥

niedziela, 27 października 2013

#027 - Zoolan Rice

Dalej wyobrażała sobie że Celia wybiegnie zza rogu, krzycząc, że znalazła informacje na temat aktualnego miejsca pobytu Zoolan Rice'a. Następnie Marka i całą ekipę analizującą te informacje i Nelly która kończy część teoretyczną, podsumowując wszystko. Następnie zaczynałaby się część praktyczna, czyli w tym wypadku "wycieczka" do mieszkania złoczyńcy...

Rozmyślania Sylvii zostały zakłócone przez dzwoniący telefon. Po otworzeniu klapki spojrzała na wyświetlacz, przecierając oczy. Mark. Dzwonił Mark. A teraz powinien czuwać w szpitalu...Czyżby ktoś się obudził? Sylvia zniecierpliwiona odebrała.

- Tak Mark? Kto się obudził? - zapytała szybko.
- O czym ty gadasz, Sylvia? - zdziwił się chłopak. - Nikt się nie obudził, powiadomili by mnie. 
- Czyli nie siedzisz w szpitalu? Przecież jeszcze powinieneś tam być... - mina dziewczyny zrzedła.
- Moja "warta" skończyła się już godzinę temu... - zaczął.
- Ahaaa...Więc co się stało? - zapytała już bez entuzjazmu, lecz mimo wszystko z ciekawością.
- Spotkanie u Anastasii za 20 minut. - powiedział krótko, uśmiechając się szeroko, co o dziwo zielonowłosa jakoś wyczuła. Chłopak rozłączył się, wchodząc do średniej wysokości bloku w kolorze szarym.

+-+-+-+-+-+-+

Nastia położyła poduszki na kanapie, ciasteczka na stole przykrytym niebieskim obrusem i poszła otworzyć drzwi, przed którymi stał Mark. Wpuściła go, po czym poszła po Anne mieszkającą obok. Tamta również skierowała się do domu rywalki, ubrana w biało-pomarańczową sukienkę z falbankami. Rozsiadła się na kanapie, wzdychając. Położyła na swoich kolanach biało-niebieski laptop, otwierając jego klapkę. Zanim komputer zdążył się włączyć, do mieszkania weszła Nastia z Silvią. Ta pierwsza wskazała zielonowłosej miejsce na kanapie, a sama zapytała się kto co chce do picia, a po dostaniu "zamówień" ruszyła do kuchni.

- Ten Zozol coś-tam...Myślicie że to jego wina? - zapytała Anne, z rękami na klawiaturze i wzrokiem wtopionym w ekran.
- To musi być jego wina...Powiedział mi to... - zanim zdążył skończyć, niebieskowłosa parsknęła cichym śmiechem.
- Co z niego za złoczyńca jak przyznaje się do popełnionego czynu?! - zapytała, patrząc na Silvię i kapitana z politowaniem.
- On jest zdolny do wszystkiego, w tym najdziwniejszych głupstw. - powiedziała Sylvia, a Mark tylko przytaknął.
- Zet-o-o-el-a-en Er-i-ce-e... - mruknęła pod nosem, powoli wciskając przyciski z literami na białej klawiaturze laptopa. - Dobrze? - zapytała po chwili, jeszcze raz sprawdzając ortografię.
- Mhm. - powiedziała Nastia, stawiając na stole 3 herbaty i szklankę Coca-Coli.

Anne wcisnęła "enter" a każdy w napięciu czytał wyszukane tytuły linków.

- To wszystko to tylko artykuły z tamtego FFI... - zaczęła Nastia, ale zamknęła się gdy tylko zobaczyli to:

"Apteka Zdrowi jak Ryby.
www.zoriapteka.jp
Apteka założona w dniu 14 października 2013, zapewnia najnowszej generacji lekarstwa na wszelkie choroby, bez recepty!"

- Zdrowi jak Ryby...To nie w skrócie ZR? A w adresie jest zo- i ri- jak Zo-olan Ri-ce... - wyszeptała Silvia.
- Myślicie że sprzedał Anonymus jakiś sprej którego nie powinien mieć...? I to przez to...stało się TO? - zapytała Nastia.
- Zapewne... - Mark potaknął głową i westchnął. - Anne, klikaj, chcę znać adres! 

+-+-+-+-+-+-+


Jeszcze tego samego dnia cała czwórka stała przed witryną podejrzanej apteki. Hm, to było trochę za łatwe, musiały być jakieś pułapki - przynajmniej tak myśleli przyjaciele. Nastia westchnęła i wyciągnęła portfel z torebki. Ruszyłado sklepu na przeciwko; był to sklep odzieżowy.

- Wy stujcie tu i poczekajcie na mnie! - bardziej rozkazała niż poprosiła, ale każdy wiedział, że ma plan.

Tak naprawdę to żadnego nie miała, ale na pewno zdąży coś wymyślić, przebierając się. Anne pobiegła za Nastią izaczęła grzebać między wieszakami, na półkach, wszędzie.

- Anne, to nie zabawa, ja tu próbuję...
- Wiem że to nie zabawa, szukam czegoś co będzie Ci pasować! - Siostra Nathana trochę się zdenerwowała. Po chwili uśmiechnęła się triumfalnie, biorąc do ręki różową sukienkę i biały sweter.

+-+-+-+-+-+-+

Dziewczyna o różowych włosach weszła do apteki. Stanęła przed ladą, przybierając dość smutny wyraz twarzy. Chwilę potem zza zaplecza wylazł wysoki, dość...kanciasty (?) mężczyzna w bordowym garniturze.

- W czym mogę pomóc? - zapytał.
- Ja...Chciałabym jakieś środki nasenne... - powiedziała dość cicho, gładząc różową sukienkę.
- A cóż się stało, młoda panienko? - Zoolan Rice wykorzystał kolejną okazję. Może znów ktoś kupi gaz anty-przyjaźni?
- Otóż... - dziewczyna, nie wiadomo czemu, zaczęła wszystko opowiadać aptekarzowi. - Moja przyjaciółka odbiła mi chłopaka i jakby o mnie zapomnieli...Chciałam by któreś z nich do mnie wróciło... - odwróciła wzrok, patrząc przy okazji przez okno. Zobaczyła niebieskie kosmyki należące do koleżanki.
- Mam lepszy sposób, nie będziesz musiała nikogo usypiać. - odezwał się złoczyńca, wyciągając zza lady mały flakonik z jakimś płynem w środku. - Popsikaj nim kiedy będą razem, a przestaną się tak do siebie kleić! - powiedział, wymieniając paragon i flakonik na banknot dziewczyny.
- Do widzenia. 

+-+-+-+-+-+-+

- Udało się! - Drzwi apteki otworzyły się a zza nich wyszła Nastia.

Pobiegli w stronę restauracji ramen trenera Hillmana. Nastia kurczowo trzymała flakonik, uśmiechając się. Teraz wszystko odkręcą, i zatrzymają ponownie tego złego gościa.

- Trenerze, trenerze! - krzyczał Mark, wbiegając do środka restauracji. - Mamy! Mamy sposób na obudzenie ich wszystkich!
- Taaak? - zapytał zdziwiony i zaciekawiony, starszy i dość gruby mężczyzna.
-  Mamy gaz którego użyli Anonymus! To Zoolan Rice go sprzedaje! Trzeba teraz tylko wymyślić antidotum!
- To macie problem, dzieciaki. Ja się na tym nie znam. Chemia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole. Twojego dziadka zresztą też, Mark.
- Czyli robiliśmy to wszystko po nic? Co pan sobie myśli?! Na pewno po prostu nie chce pan wybudzić mojego brata! - krzyknęła Anne, wybiegając z restauracji. Nastia pobiegła za nią, udało jej się ją złapać przy najbliższej latarni.

- Akurat od tego płynu zależy wszystko, oprócz wybudzenia Nathana. - powiedziała cicho, patrząc na kostkę brukową, równie położoną jako chodnik, na którym właśnie stały. Po woli się ściemniało. - Odprowadzić Cię, Anne? Bo my dziś śpimy u Marka. Będziemy myśleć nad antidotum.
- Nie. - odpowiedziała. - Chcę jechać do Nii-sana.
- O tej porze nie wpuszczą nas do szpitala... - zaczęła Anastasia, ale Anne była uparta jak osioł, pobiegła w stronę głównego szpitala dzielnicy. - Anne! - dziewczyna wyciągnęła telefon i wybrała numer Sylvii, biegnąc za piosenkarką. - Silvia? Będę trochę spóźniona, mam mały...problem! - wypowiedziała do słuchawki, by następnie przyspieszyć, rozłączając się.

Kocham, kocham, kooo-ocham was <3

Jest spóźniony o dwa dni, ale jest. Cieszcie się <3 *głucha cisza* Dzięki, dzięki. -.-"
Nocowałam u koleżanki *.*
MUAHAHAHAHA! ZOOLAN RICE I APTEKA! @_@

Yyyy, nie zwracajcie uwagi, po prostu nie wiem co napisać. Wszyscy mają szybciutko wstawiać nowe rozdziły, tyle wam powiem. Runnuś, dłuższe na przyszłość, dobrze? <3 I więcej Natha *.*

niedziela, 20 października 2013

#026 - Zloczynca powraca

Mark powoli ruszył w stronę bramki,a reszta powlekła się na swoje miejsca. Sylvia zacisnęła zęby i spojrzała na chwilę za siebie nie mogła patrzeć na ten "mecz". Nie, to nie mógł być mecz. To nie była prawda! Nelly, na jednym z siedzeń na ławce rezerwowych, ale teraz już nie sama...

- Camelia! - krzyknęła, próbując ją obudzić.

Usłyszała czyjś śmiech. "Wreszcie będę mógł ich pokonać!

- Mark, za tobą! - wydarła się na całe gardło, widząc jak bramka przewraca się na chłopaka.

Niechętnie odwrócił się w stronę menadżerki, patrząc na nią znudzony. Palcem wskazał jej piłkę a później powiedział coś niemo.

- To... Jednak... - Sylvia próbowała rozszyfrować słowa kapitana, jednak ostatniego słowa nie udało jej się zobaczyć do końca, bowiem chłopak upadł pod ciężarem ramy bramki. Nathan, Axel, nikt nie zwrócił uwagi na kapitana. Dalej unikali piłki patrząc na kolegów złowrogo.
- Nathan, co ty robisz? - Sylvia zobaczyła jak Nastia podbiega bliżej boiska. - To nie jest piłka nożna! I czy w ogóle widzisz co z Markiem?! Chłopaki, co z Wami?! Wyglądacie jak zombie! - krzyczała ze łzami w oczach, dopóki Silvia nie położyła jej ręki na ramieniu. Palcem pokazała trzy śpiące menadżerki; do Nelly i Cameli dołączyła Celia. - Celia! Celia! 
- To nic nie da... - pokręciła głową pierwsza menadżerka klubu.
- Nathan! - krzyknęła Anastasia, widząc jak chłopaka uderza futbolówka. Zanim jeszcze dobiegła, zauważyła, że inni wcale się nim nie przejmują.

+-+-+-+-+-+-+

- Ha, ha, ha, haaa! - Mark słyszał dookoła siebie śmiech. Skądś znał ten głos. - Ha, haaaa, ha, ha! - miał na końcu języka to imię.
- Zoolan Rice! - krzyknął, próbując go odnaleźć. Chodził po ciemnym pokoju, nie mogąc go wypatrzyć. Zaraz, to nie był ciemny pokój. Coś innego. Coś bardziej jak...Nicość. Tak, zimna, czarna nicość. Dookoła pojawiło się z tysiąc sylwetek przedstawiających złoczyńcę.
- Miło, ze mnie pamiętasz, chłopcze! - wszystkie ciała złączyły się w jedno, które najpierw rozciągnęło się na boki, zajmując całą przestrzeń dookoła kapitana Raimona, a następnie, już normalnej szerokości, wydłużyło się do góry. - Ha, ha, ha! Wreszcie widzę rezygnację na twarzach zawodników Raimona! Ha, ha, haaa!
- Co znowu knujesz?! - krzyknął, podnosząc głowę wysoko, by móc spojrzeć w jego oczy, zamiast na same białe buty i nogawki bordowo-ciemno-różowego garnituru.  
- Jak to co? Właśnie zrezygnowaliście z gry w futbol, nienawidzicie piłki nożnej, kolegów, a nawet samych siebie! Ha, ha, ha! Teraz właśnie wszyscy uciekają z boiska, zapominają o Tobie, nawet się nie odwrócili by zobaczyć co Ci się stało! Ha, ha, haa, haaa! Właśnie dziś rozbiłem drużynę Raimona!
- N...Nie. Nie! Nie możliwe! Axel, Jude! Nathan! Nie, nie! - złapał się za głowę. Właśnie zaczynał sobie przypominać wydarzenia z dnia dzisiejszego, bowiem wcześniej tego nie pamiętał. Wszystko zaczęło go boleć. Najbardziej serce, myślał że zaraz miliony igieł, które teraz czyhały by się w nie wbić, zaraz właśnie to zrobią. Nagle przed oczami ukazała mu się śpiąca twarz Nelly. Ten moment, kiedy zauważył ją śpiącą w autobusie...Wtedy jak głupi myślał, że każdemu może się zdarzyć usnąć... - A co z dziewczynami?! - zapytał zaniepokojony.
- Ha, ha, haaa! Trzy z nich śpią w najlepsze! Biedna panienka Raimon i panna Trevis, mogą już się nigdy nie obudzić. A ta mała dziennikareczka nie została nawet przez brata zauważona.
- N-Nelly...Camilou...Celia... - chłopak otworzył szeroko oczy. - A co z Silvią i Nastią?
- Te tak łatwo się nie dały. W sumie szkoda, mogą jeszcze coś zepsuć, a tego byśmy nie chcieli. Drużyna już się wycofała a różowowłosa dalej próbuje przemówić im do rozsądku, ha, ha!
- Nie! Muszę się obudzić, muszę im pomóc! - krzyknął. - Nie wygrasz z nami, Zoolan Rice! Nigdy! - krzyczał jak opętany, machając rękami i głową..."Muszę...się...obudzić..."

+-+-+-+-+-+-+

- Co się z wami dzieje, czemu nie gracie? Walczcie, tak jak dawniej! - krzyczała Anastasia, siedząca dalej na boisku, obok Nathana. Widziała jak gracze oddalają się, zostawiając trzy śpiące menadżerki i trzech mocno "kontuzjowanych" chłopaków za sobą.
- Chłopaki, co z wami?!  - dodawała Sylvia, również na mogąc na to patrzeć.

Zacisnęła pięści i zęby, po czym pobiegła w stronę bramki. Ze łzami w oczach próbowała podnieść metalową ramę, przyciskającą nieprzytomnego już od krótszego czasu chłopaka. Różowowłosa zaś patrzyła niepewnie to na nią, to na ukochanego. W końcu, upewniwszy się, że chłopakowi nie powinno się nic stać i że jest w dobrej pozycji, wstała i pobiegła pomóc Sylvii. Siłaczkami to one nie były, trzeba przyznać. Ale siłę woli za to miały. Po dużych trudach i może jakiejś pół-godzinie nie udało im się niestety podnieść ramy o nawet milimetr. Westchnęły cicho, po czym dalej próbowały.

- Zadzwonię po karetkę! - zaproponowała Anastasia, wyciągając z kieszeni telefon. Widząc skinięcie głową koleżanki, wybrała odpowiedni numer. - Nie ma zasięgu.  - stwierdziła zdziwiona, i jednocześnie przestraszona.
- Jak to nie ma zasięgu!? - zdziwiła się dziewczyna o zielonej kokardzie.
- Tak po prostu... - Nastia podstawiła Sylvii swoją komórkę pod nos. - Ani jednej kreski.
- Spróbuj moją... - Sylvia otworzyła klapkę telefonu komórkowego, by zobaczyć, że u niej też nic z tego...
- Muszę...się...obudzić... - szepnęło coś obok nich. A raczej ktoś, bowiem gdy spojrzały za siebie, zobaczyły Marka, który otworzył jedno oko.
- Mark! - krzyknęły obie.
- To wszystko wina Zoolan Rice'a! - powiedział, po czym, jakimś cudem wyszedł spod bramki. Podbiegł do Nathana, widząc ze tamten się nie rusza. - Nath! Co mu? - odwrócił się do biegnących za nim dziewczyn.
- Piłka w niego trafiła...Chyba. - Odpowiedziała White.
- A gdzie reszta? Czemu mu nie pomogli? 
- Wyszli...już jakiś czas temu...

+-+-+-+-+-+-+

- Co mu jest? Czemu nie wrócił z Tobą?! - Anne wyczekiwała brata w progu, a widząc Nastię bez Nathana trochę się przestraszyła, szczególnie że w telewizji nie było żadnej transmisji meczu, a w wiadomościach mówili o dziwnych wydarzeniach podczas gry.
- Chodź...ze mną. - Nastia podniosła na chwilę głowę. Złapała Anne za nadgarstek i pociągnęła za sobą do windy, nie pozwalając jej nawet zamknąć drzwi.

Niedługo potem były już pod szpitalem. Nie dając żadnych wyjaśnień, Nastia pociągnęła niebieskowłosą do środka, do sali numer 133, mieszczącej się na drugim piętrze. Bez pukania weszła, podchodząc do Marka.

- Co z nimi? - zapytała, ze spuszczoną głową.
- Lekarz powiedział, że nie wie co się stało, co się dzieje i co się stanie, ale ich stan na razie jest stabilny. 
- O co chodzi...? - Anne rozglądała się po sali, dopiero po chwili zobaczyła swojego brata, leżącego na ostatnim łóżku szpitalnym. - Onii...? - podeszła do niego i złapała go za ramię. Potrząsnęła bratem, żadnej reakcji z jego strony. - Onii-san, to nie jest śmieszne! - stwierdziła, chcąc mocno wierzyć, że jest to tylko żart. Wiedziała że jest inaczej, ale chciała wierzyć. Musiała wierzyć.
- Trzeba go znaleźć. Trzeba znaleźć Zoolan Rice'a! - stwierdził poważnie Mark. - Tylko on wie co się stało. Nie będzie chciał tego wyjawić, ale się dowiemy, prawda?
- Tylko czy damy radę we trójkę? - zapytała Nastia.
- Jaką trójkę? Czwórkę, muszę pomóc Onii-sanowi, nawet jeśli nie wiem o kim mówicie i co chcecie zrobić...

Tam-ta-ra-ra-ta-tam!
Nowy rozdział. Buahaha. Dla Keiszy, Liny i Runny. Tak dla dodania weny <3 Wiem, miał być wcześniej, ale nie dałam rady. Ale cieszycie się, prawda? Prawdaaaaaa...? *powtarza, nie słysząc odpowiedzi.*
Musze przyznać, że na prawdę nie chciałam nikogo do szpitala pakować, ale wasze rozdziały tak na mnie wpłynęły. Bo gdziekolwiek coś o inazumie czytam to od razu "szpital", "nie może zagrać", "wypadek" i "bla, bla, bla" -.-" TO WSZYSTKO PRZEZ WAAAAAS! obwiniajcie tylko siebie za wtrącenie Natha, Celii, Nelly i Camelii do szpitala. No.

Mogę wam zdradzić że planuję bonus nie związany z bonusem (LOL). W sensie nie związany z bonusem podczas FFI. Chociaż, kto wie. Ale znowu z wami <3Będzie to bonus Halloweenowy, a jak! Kocham, całuski! <3
Szkielet Smoka Zaczarowane Szablony