piątek, 7 marca 2014

#029 - Antidotum

W godzinę zdążyli dobiec do wieży, gdzie ON już na nich czekał. Detektyw uwielbiany przez wszystkich po wielkiej pomocy przy złapaniu Ray Dark'a jak i jego szefa - Zoolan Rice'a. Uśmiechnął się na widok Mark'a i Silvii, zdziwiony jednak trochę widząc dwie nieznajome dziewczyny. Przynajmniej nieznajome na pierwszy rzut oka: kto by nie znał Anne, tak popularnej w dzisiejszych czasach piosenkarki i Anastasii, dziewczyny która nie odstępowała na krok od swojego chłopaka, znanego atlety i piłkarza.

Powitał ich ruchem dłoni i krótkim słowem niepotrzebnego przedstawienia; po upewnieniu się co do imion każdego zaproszonego rozpoczął główną część spotkania - to, na co wszyscy czekali, przepis na antidotum.

- Wiem jak Zoolan stworzył tą truciznę po zakupieniu u  niego jednej butelki przez mojego pracownika. Przeanalizowaliśmy skład i myślimy, że znaleźliśmy przepis idealny na antidotum.
- "Myślimy" ? A jeśli to zły pomysł i dając go przyjaciołom zabijemy ich, albo przynajmniej zapadną w głębszą śpiączkę? - Anne była wyraźnie przestraszona na samą myśl nieudanego napoju.
- Dlatego właśnie potrzebuję waszej zgody na to wszystko. Szpital zgodzi się na wszystko, naiwni ludzie, nawet was nie przyłapali na zwiedzaniu sal ostatniej nocy...
- Ale...Skąd Pan to wie? - Nastia aż odskoczyła słysząc słowa detektywa.
- Może kiedyś wam wyjawię. - uśmiechnął się tajemniczo, kontynuując swoje wypociny na temat pozwoleń, naiwności, przepisu, składników, zagrożeń no i samego wroga. - [...] i właśnie dlatego to wy musicie się zgodzić.
- A jeśli...
- Cicho, An', to ostatnia szansa!
- Ale jeśli jednak...
- Cicho! Zgadzamy się, Panie detektywie.
- No to bierzmy się do roboty.

Poprowadził małą grupkę gimnazjalistów do swojego samochody, puszczając trzy dziewczyny przed kapitanem. Anastasia jednak wolała usiąść z przodu, z niewyjawionych powodów.

+-+-+-+-+-+-+

W laboratorium właśnie mieszali ostatnie składniki. Przed laboratorium, nad drzwiami, paliła się czerwona lampa, sygnalizująca zakaz wejścia z powodu prac wykonywanych w środku, niczym w szpitalu. Przed drzwiami, na ławkach, zniecierpliwieni gimnazjaliści wpatrywali się w ową lampę, czekając na zmianę koloru.

Nie musieli jednak czekać już bardzo długo: zaledwie po dziesięciu kolejnych minutach światełko zmieniło kolor na żywą zieleń, niczym nowe listki z wiosny na lato. Natychmiast rzucili się do powoli otwierających się wrót. Wpadli do środka laboratorium szybciej niż światło, prawie przewracając ludzi trzymających małą buteleczkę antidotum.

- Jedna kropla powinna zadziałać, maksimum dwie. Uważajcie. - powiedział najwyższy z nich.
- Teraz wszystko jest w waszych rękach. - dodał detektyw, który trzymał Marka za koszulkę, by tamten nie przewrócił się na pracowników laboratoryjnych, jako że stał w dość niespotykanej pozycji: na jednej nodze, z drugą zgiętą na lewo w powietrzu, tak, że prawie spadał mu but, z jedną ręką przed sobą, drugą zwisającą do ziemi z dłonią starającą się dolecieć do sufitu, pokazując fiolkę dwoma palcami. Jego głowa patrzyła prosto w buteleczkę świecącymi oczami, witając również charakterystyczny uśmiech kapitana, kryjący jednak trochę strachu przed efektem eksperymentu.

Dziewczyny mimowolnie zaśmiały się, popychając lekko Silvię by przejęła antidotum.

- Mamy je... - szepnęły. - Mamy antidotum !

+-+-+-+-+-+-+

Pobiegli do szpitala, a następnie od razu do sal z piłkarzami, nie czekając na zezwolenie od recepcji lub pielęgniarek.Silvię tak wszyscy pospieszali, że prawie wyrzuciła flakonik na ziemię, a później prawie wpadła w zamknięte drzwi od jednej  pierwszych sal. Anne spojrzała trochę wystraszona na plakietkę.

Sala 116
Axel Blaze i Kevin Dragonfly
[ Śpiączka ]

Dziewczyna odetchnęła z ulgą, widząc że to nie sala jej brata. Dalej bała się eksperymentu, nie chciała stracić członka rodziny, szczególnie jego. Sylvia podeszła do łóżka Axela, podając flakonik Markowi, który zaś złapał dziewczynę za rękę, pociągając w stronę Kevina i oddając jej butelkę.

- Może jednak zaczniemy od Kevin'a? ...
- Mark, to też jest nasz przyjaciel, jest tak samo narażony jak Axel.
- No wiem, ale...

Słychać było dźwięk zbliżających się pielęgniarek: słoniowe, głośne kroki oraz kłótnia i narzekanie.

- Szybko, lej ! - szepnęła dość głośno Anne, rzucając się do drzwi by je przytrzymać.
- J-Już... - odpowiedziała zielonowłosa, wymierzając dokładnie jedną kroplę różowego płynu, wlewając go jakimś cudem do kroplówki agresywnego chłopaka. Ręce dalej jej drżały, a pielęgniarki były coraz bliżej. - Musimy poczekać na efekt...
- Nie mamy czasu, zaraz tu będą! Czas na Axela !

Silvia wykonała polecenie, wprawdzie dość niechętnie, a następnie wręcz wyleciała za drzwi, przechodząc do poprzednich sali, widząc mijające ich pielęgniarki. Czynność powtórzyła we wszystkich salach. Prócz sali 117, gdzie nikogo nie zastali.

Sala 117
Nathan Swift
[ Przeniesiony - Operacja ]

- Co ?! Jak to operacja?! - krzyknęła Anne, czytając tabliczkę przy drzwiach, tuż po sprawdzeniu całego pokoju w każdych zakamarkach.
- O co chodzi, dzieci? Oh, Anne, przykro mi że nie mogliśmy cię powiadomić wcześniej, ale rodzice wyrazili zgodę. Trzeba operować twojego brata, może wtedy uda mu się wyjść ze stanu śpiączki.
- Ale...Nie, nie uda się ! Nie uda, przyprowadźcie go tu, mam rozwiązanie !
- Za późno, operacja zaczęła się trzy minuty temu.
- Ale...
- Przykro mi, ale wierzymy że się uda, więc nie masz się o co martwić !

Po czym pani w białym stroju odeszła w stronę recepcji. Anne wpatrywała się w korytarz, do oczu napływały jej łzy.

- Mieliśmy czas go uratować! Gdybyśmy zaczęli od ostatniej sali, wszystko by się udało! Teraz tylko pogorszą sytuację! - płakała, krzycząc. Przyszło kilka pracowników szpitala, proszących o uspokojenie się, lecz ona nie słuchała - pobiegła w stronę sal operacyjnych ile sił w nogach, wyrywając wcześniej fiolkę z rąk menadżerki Raimona.
- Anne, czekaj !!!
- Nie zatrzyma się. - powiedziała Anastasia, klikając w klawisze telefonu, następnie przykładając go do ucha. - Halo? Pan detektyw Smith? Mamy pewien problem...

+-+-+-+-+-+-+

Anne z trudem dobiegła do odpowiedniej sali. Była zamknięta, lampa nad drzwiami świeciła się na czerwono. Operacja trwała. Piosenkarka starała się wyważyć drzwi, co jednak nie poskutkowało. Lekarze w środku nawet nie usłyszeli hałasu przez nią robionego. 

Przeszukała swoje kieszenie w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby pomóc. W torebce nie miała ani jednej wsuwki, ale znalazła coś innego.

Klucze.

Poprzedniej nocy podniosła je, gdy Anastasia je upuściła, przy opuszczeniu szpitala. Miała je dziś oddać, ale najwyraźniej do czegoś się przydadzą zanim to zrobi.

Między kluczami znajdował się uniwersalny, pasujący do każdej sali w szpitalu. Bez większych problemów wyszukała go między pękiem innych i wsadziła w dziurę w drzwiach. Przekręciła metalowy obiekt i pchnęła stalowe drzwi. Następnie weszła szybkim krokiem do sali, zadziwiając obecnych w środku ludzi. 

Ale to nie było ich zdziwienie które było większe.

Dobiegła do łóżka na kółkach na którym leżał jej brat. Niedaleko niego zobaczyła już prawie pustą kroplówkę, do której natychmiast wlała zawartość fiolki. Kropelkę, tylko jedną kroplę, inaczej będą problemy...- myślała, odmierzając średniej wielkości kroplę, która wleciała do zbiornika, następnie do rurki, by potem zniknąć już z pola widzenia dziewczyny. Odwróciła się, czekając na wyprowadzenie jej z sali, było jej już to obojętne. Teraz, gdy wypełniła misję, wszystko powinno być dobrze. 

Zamiast jednak zdenerwowanych twarzy, zobaczyła zdziwionych lekarzy i detektywa. Stał tuż przed nią, trzymając inny flakonik różowego płynu. Zdziwiła się. Ale raczej bardziej przestraszyła.

- ...użyliście już...antidotum?
- Tak.
- Czyli teraz będzie problem?
- Zależy ile kropel wlałaś.

To prawda, że niecodziennym było widzieć na sali operacyjnej chłopaka, który nie był 'otwarty' w żadnym miejscu. A Nath był tylko przykryty i podłączony do kroplówki, nic więcej. Czy to znaczyło, że zatrzymano operację w ostatnim momencie?

- Jedną.
- To powinno być dobrze. Zapewne obudzi się za minutę, lub dwie.
- Jak to się stało...?
- Powinnaś się cieszyć, że Anastasia ma szybkie refleksy. No i że używa mózgu do myślenia. Logicznego.
- Powiadomiła pana?
- Po tym jak podobno odbiegłaś, zadzwoniła, że macie problem. Lekarze mieli go operować, co?

W tym momencie spojrzał na niebieskowłosego chłopaka. Miał rozpuszczone włosy które wyglądały na niedawno wymyte, mimo że spał przez kilka dni. Zamknięte oczy nie wskazywały na to, żeby miał się obudzić, ale jego twarz była spokojna. Dalej oddychał, a sprzęt na tej sali również pozwalał na ukazanie bicia jego serca.

- Ciekawe co mu się śni... - szepnęła cicho idolka, wpatrując się w starszego brata. 

A w tym samym momencie otworzył oczy. Uśmiechnął się, widząc siostrę, mimo że nie do końca rozumiał co się dzieje.

- Wygląda na to, ze misja wykonana. - powiedział ktoś z daleka. Przy drzwiach stała różowowłosa gimnazjalistka, uśmiechając się lekko do Nathan'a.

+-+-+-+-+-+-+

- No i pomyśleć że udało Ci się wyjść kilka dni przed zakończeniem !
- Zakończeniem?
- No tak, czyżbyś zapomniał? Pod koniec tygodnia rozdanie dyplomów...


No ! Nareszcie coś tam nabazgrałam 8D
Tak, dobrze zrozumieliście, niedługo koniec gimnazjum bo już mi się nudzi bo już dużo wydarzyło się w tym ich roku szkolnym ^^' 
Głupio się złożyło bo wyczytałam że Lin' z Keiszą też niedługo kończą sezon i tak to plagiatem wygląda, ale to nie tak D:
Po prostu taki timing :C
Kocham ♥ Weny innym ~

wtorek, 31 grudnia 2013

#028,5 - Sylwester

Uśmiechnęłam się. Był to najweselszy uśmiech, jaki kiedykolwiek pokazałam światu, a teraz i tak tylko jedna osoba mogła go zauważyć. On również był uśmiechnięty. Lżej, ale był. Do tego, ten uśmiech tak dobrze mu pasował...


+-+-+-+-+-+-+



  • Spóźnimy się przez twoją sukienkę, Anne!
  • Cicho, lepiej biec niż gadać!
  • I co to za pomysł żeby zakładać sukienkę zamiast kimona, i to dzisiaj?!
  • Szybciej!!!

Po ulicach Tokyo biegło stado dzikich dziewczyn...A nie, to były tylko uczennice gimnazjum Raimona! Nastia, w różowej yukacie, Silvia w zielonej, Celia w niebieskiej, Camelia w fioletowym kimonie, Nelly zaś założyła biało-czarne z różowym obi. Tylko Anne wyróżniała się z grupy: miała na sobie białą sukienkę, podobną do stroju baletnicy.

  • Na koncert się spóźnię przez te wasze pomysły z kupieniem sobie nowych kimon.
  • Tak? A kto tu z dwie godziny przymierzał różne sukienki bo nie mógł się zdecydować?!

+-+-+-+-+-+-+

  • Nathan, nie tak szybko!
  • Ale ja biegnę wolno...
  • Hej, a może zagramy w piłkę przez chwilę? Mamy jeszcze czas a jesteśmy już w połowie drogi...
  • Mark, żartujesz sobie z nas, prawda?
  • No...Ja...Hehe...Em...Czyli że nie zagramy...?
  • Oczywiście że nie!

Kapitanowi odpowiedział głośny i poważny chórek, złożony z całego klubu piłkarskiego Raimona, ubranych w tradycyjne japońskie stroje.

  • Eeeeeh? Dlaczego?

+-+-+-+-+-+-+

  • I jak wyglądam?
  • Olśniewająco!
  • Onii-san...Nie patrz na nią takim wzrokiem!

Nelly zaśmiała się, po czym usiadła na jakiejś ławce, wpatrzona w Mark'a który już pobiegł łapać złote rybki. Celia podeszła do Jude'a i zaciągnęła go do oglądania sprzedawanych masek, Axel zaś poszedł kupić coś do jedzenia, bowiem nie jadł od rana...Nie ważne czemu. Nathan rozmawiał z Nastią, coraz bardziej oddalając się od grupy, jednak zauważył odchodzącą Anne.

  • Gdzie idziesz?
  • Na koncert, oczywiście!
  • Ale on zaczyna się za dwie godziny...
  • Mamy jeszcze ćwiczenia!

Krzyknęła cała czerwona, odbiegając w przeciwnym kierunku niż znajdowała się scena.

+-+-+-+-+-+-+

  • Ichi, ni, san!
  • Yon, go, roku...
  • Nana, hachi...

A potem cisza.

  • Anne, twoja kolej, zapomniałaś?!

Krzyknęła zdenerwowana trenerka.

  • Ale jej tu nie ma!
  • Jak to nie ma?
  • A gdzie jest Will?
  • I wszystko się wyjaśniło...Mam nadzieję że przynajmniej pamiętają wszystko co mają pamiętać i się nie spóźnią...Szczególnie że to Anne zaczyna.

+-+-+-+-+-+-+

  • Myślisz, że już się zorientowali?
  • Na pewno. W końcu musieli usłyszeć że nikt nie kontynuuje piosenki.
  • Spóźnimy się.
  • Chcesz biec? Niepotrzebnie zmęczysz się przed koncertem. Nie możesz być zdyszana już na początku...
  • Nie zmęczę się!
  • A zakład?

Zapytał cicho, zanim ją pocałował. Pocałunek był krótki, ale wystarczający na ten moment. Niebieskowłosa dziewczyna pobiegła przodem, by być na miejscu jeszcze przed czasem.

+-+-+-+-+-+-+

  • Nie było Cię na próbie.
  • To już trzeci raz w tym tygodniu, nie przesadzaj!
  • Nagisa, Alice, spokojnie. Wszytko pójdzie dobrze!

Anne uśmiechnęła się, gładząc białą sukienkę. Nagisa właśnie nakładała pasujące wstążki, a Alice nakładała jej makijaż.

  • Ali, mogłabym to zrobić sama, wiesz?
  • Ciiii! Tak wyjdzie lepiej.
  • Anne, na scenę!
  • Już idę! Arigatô.

Wszystkie światła w okolicy zostały pogaszone, tak, że ludzi można było rozpoznawać tylko po ich ''konturach''. Anne zamknęła nawet oczy, by nimi nie ''świecić''.

  • Minna, hajimemashou nee!


Tworzyła oczy, zaczynając śpiewać...

+-+-+-+-+-+-+

Nelly, słuchając kolejnej śpiewanej przez Alex piosenki, wspominała Wigilię. Niby nie powinni jej obchodzić, nie było to zbyt w ich religii, ale skoro niektórzy to robili, Mark też bardzo chciał, więc spędziła wigilię w towarzystwie całego klubu piłkarskiego, przynajmniej nie musiała znosić swojej siostry i jej chłopaka.

Wigilię urządzili u Jude'a, ponieważ miał on największy dom...Mimo, że i tak korzystali z samego salonu (plus sypialni...).

[FLASHBACK-POCZĄTEK]

Dziewczyny gotowały, dzieląc się rolami. Nelly tylko wyciągała i chowała składniki, żeby nic nie zepsuć, choć tego powodu nikt jej nie podał. Przyrządziły tradycyjne 12 potraw, trochę zmodyfikowanych na gusta Japończyków, a oprócz tego kilkanaście innych dań i deserów. W tym samym czasie, chłopcy albo siedzieli i gadali (lub oglądali jakieś nieciekawe kanały na telewizorze plazmowym) albo ubierali choinkę.


  • Nakryliście przynajmniej stół?

Z kuchni wyjrzała Silvia, wpatrzona w pięknie nakryty, długi stół.

  • Dziewczyny, możecie wnosić!

Kolejka złożona ze wszystkich menadżerek wyszła z pola pracy, niosąc różne potrawy, które aromatem przyciągnęły wszystkich do stołu. Prezenty już leżały pod choinką (każdy miał przynieść przynajmniej jeden) a wszyscy zajadali...raczej obżerali się dostępnym jedzeniem. Nie wiedząc kiedy mają się podzielić opłatkiem, który jakimś cudem dostał się do Japonii, zrobili to po obiedzie. Życzenia dość przeciętne : dużo szczęścia, pieniędzy, przyjaciół, dobrych ocen i tak dalej. Warto tu jednak wspomnieć o nietypowych życzeniach wypowiadanych przez kapitana...do każdego tym samym tonem, te same słowa : ''Sakka Yarouze !''

Potem cała grupa prawie zrujnowała świąteczne drzewko, chcąc dostać się do paczek. Żeby zielona roślina przetrwała tamtą noc, do akcji wkroczyła Panna Raimon, która przepchnęła się do samego przodu.

  • Aż tak Ci zależy na tych prezentach, nawet Tobie?

Powiedział ktoś, ale brązowowłosa nic nie odpowiedziała. Odepchnęła, jakimś niewytłumaczalnym cudem, wszystkich, po czym zaczęła rozdawać paczuszki, po przeczytaniu nazwisk adresatów. Było też kilkanaście niezaadresowanych paczek, przez co Ci, którzy dostali najmniej prezentów, mieli losować. Wszyscy wyszli, Nelly pomieszała paczki, które przykryła prześcieradłem, po czym wpuściła wszystkich z powrotem.

W rezultacie niektórzy byli szczęśliwi, a niektórzy nie bardzo...Tod dostał czerwoną pomadkę do ust a Steve komplet biżuterii.

Po losowaniu była już 23 godzina, a nikt nie chciał się narażać na niebezpieczeństwo, wracając o tej godzinie. Szczególnie Nathan z Nastią, którzy mieszkali w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic stolicy. Posprzątali więc a Jude zaprowadził wszystkich do dwóch największych sypialni. Piłkarze mieli spać w jednej, a dziewczyny w drugiej. Obie sale były na przeciwko siebie i były identyczne, a jednak, gdy już wszyscy mieli iść spać, różniły się nie do poznania: sypialnia żeńska idealnie posprzątana, cienkie materace równo ułożone obok siebie, dziewczyny przestawały rozmawiać i, wymyte i przebrane (jakim cudem przewidziały ubrania na noc?), zasypiały, zaś sypialnia męska...cóż tu mówić...większość chłopaków spała w śpiworach, lub po prostu kładła się na ziemi, wszyscy jeszcze rozmawiali, Jack jadł czipsy, Mark i Tod grali na swoich 3DS'ach a Sam i Jim się im przyglądali. Tak, była zdecydowanie wielka różnica...

[FLASHBACK-KONIEC]

To był piękny dzień...

+-+-+-+-+-+-+

Koncert powoli dobiegał końca, wskazówki zegarów wskazywały 23:56. VOCALOID mieli teraz śpiewać ostatnią piosenkę.

Anne szukała wzrokiem swojego brata (i przy okazji Anastasię), lecz nie zdążyła ich znaleźć przed początkiem piosenki. Niebieskie paznokcie, włosy związane w coś na styl kucyka z tyłu głowy. Miała na sobie jasno-niebiesko-szarą, krótką spódniczkę, plisowaną, różowe tenisówki do białych rajstop, białą koszulę. Na to założony różowy sweter, zza którego widać było granatowo-różowy krawat. Do tego, Anne miała na szyi różowe słuchawki.




  • Nath'...
  • Hm?
  • Jak wspominasz...ten rok?

Przytuleni, byli wpatrzeni w gwiazdy. Czekali na moment, kiedy niebo zostanie pokolorowane na wszelkie możliwe kolory. Słyszeli cicho energiczną piosenkę z koncertu, zapewne ostatnią jaką w tym roku usłyszą.

  • Dobrze.
  • Hnn?
  • Dobrze wspominam ten rok. Szkoda że tak szybko minął...Tyle się wydarzyło...Powrót Anne, mecz z przyjaciółmi zza granicy, chwilowe odejście Jude'a...No i spisek Zoolan Rice'a.
  • Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
  • Mhm. I poznałem Ciebie.


W tym momencie niebo rozświetliło się, przykryte warstwą fajerwerków o różnych kształtach i kolorach. Tak wiele się wydarzyło tego roku, a to przecież nie był koniec ich przygód...Mimo, że już w kwietniu staną się licealistami.

Ostatni post w tym roku. Wiecie, jak się cieszę, że z wami jestem ? Bo w pewnym sensie jestem, prawda... ? W każdym razie, dziękuję wam za wszystko. Trochę mnie zmieniliście, raczej na dobre. No i w końcu mogłam komuś pokazać mój brak talentu ^^' Zawiesiłam tego bloga dwa razy, za każdym z nich bardzo tęskniłam. Za wami wszystkimi. I to wam, moim stałym czytelnikom, dedykuję ten rozdział. Chyba mogę powiedzieć że to co do was czuję to coś więcej niż po prostu znajomość, czy że po prostu was lubię. Nie, ja was kocham i tego jestem pewna.

Macie jakieś postanowienia noworoczne ? Ja mam ich kilka, i chciałabym by udało mi się ich dotrzymać. Czy wam też ten rok minął tak szybko ? No i co wam się w tym roku spodobało, a co nie ? Ja do swojej kolekcji obrazków dorzuciłam z kilkaset, do ulubionych filmów trafiło kilka AMV'ek, które są po prostu boskie. Zdążyłam obejrzeć Suzumiya Haruhi no Yuutsu i no Shoushitsu jeszcze przed końcem tego roku, cieszę się z tego powodu ^^. Na mojej półce leży już 51 mang i 3 figurki z Puella Magi Madoka Magica, razem z trzema plakatami zakupionymi na Japan Expo z tego roku ^w^. Mam jedno zdjęcie z tamtego wydarzenia, które może wam się spodobać - i które właśnie usunęłam przy edicie 8D -.

Dziś oglądnęłam (znowu) Dirty Dancing, zajadając się czipsami i cukierkami malinowymi (a później narzekam że jestem gruba). Chyba na tym zakończę moje wypociny, piszcie w komentarzach wrażenia z tego roku, jak i zdanie o rozdziale (który pisałam na ostatnią chwilę, jak zwykle, gomen!). PS. Specjalnie wstawiłam minutę przed północą ^w^ Wesołego Nowego Roku! >w<

Arigatou i Sayonara, widzimy się w roku 2014 ! ♥

sobota, 21 grudnia 2013

#028 - Przygoda Noca

Nastia zdążyła ją złapać tuż przed drzwiami szpitala. Anne próbowała za wszelką cenę je otworzyć, co nie za bardzo jej wychodziło. Niebieskowłosa wiedziała tak samo dobrze jak jej rywalka, że Nathan znajduje się na trzecim piętrze po prawej.

Drzwi szpitala były szklane, w korytarzu było ciemno, a kamer, o dziwo, nie było. Anne zamachnęła się ręką, ale tuż przed szybą coś ją zatrzymało. Jej pięść była unieruchomiona przez dłoń Anastasii.

- Nie rób niczego głupiego, Nathan by się później martwił i obwiniał... - mruknęła, grzebiąc drugą ręką w torebce, z której wyjęła pęk kluczy. Wsadziła jeden z nich do zamka i weszła do środka, ciągnąc za sobą siostrę ukochanego.
- S-Skąd to masz?! - zapytała An, wyraźnie zszokowana.
- Czasem pomagałam i zapomniałam oddać przyjaciółce mojej mamy kluczy... - wzruszyła ramionami dziewczyna, wchodząc już po schodach, jako że nie chciała używać windy nocą.

Chwilę później stały przed zamkniętymi drzwiami pokoju numer 117. Anastasia miała otworzyć drzwi, ale Anne ją wyprzedziła, przyciskając szybko klamkę i wpadając do pokoju brata, który spał. Albo raczej był w śpiączce, co jednak wyglądało tak samo i w sumie było tym samym, w pewnym sensie.

- Nii-san? - An podeszła do szpitalnego łóżka na którym leżał niebieskowłosy chłopak, podczas gdy Nastia wyszła na korytarz, rozmawiając z kimś przez telefon.
- Jesteśmy w szpitalu miejskim, Anne chciała zobaczyć Nathana...Mhm...Mh...Nie, jak mówię że w to znaczy że w a nie przed...
- Z kim rozmawiasz~? - zapytała piosenkarka, wychodząc z pokoju.
- Zaraz tam pójdę, w takim razie...No, do zobaczenia... - Nastia rozłączyła się. - Z Mark'iem, skończyłaś już?
- Mhm, możemy wracać...
- Nie możemy, musimy tu coś jeszcze sprawdzić... - powiedziała cicho, upewniając się że nigdzie na horyzoncie nie ma kamer.
- Sprawdzić co?
- Nie gadaj, tylko choć!

Nastia wyraźnie znała szpitalne korytarze, nie zgubiła się ani razu, w trzy minuty dotarły do celu: główny komputer szpitala musiał znajdować się za żelaznymi, małymi drzwiami które wydawały się tak niepozorne...

- Masz igłę? -  zapytała Nastia.
- Nie.
- A spinacz?
- Nie.
- Agrafkę?
- Nie.
- Scyzoryk?
- Nie...
- Nóż?
- Nie!
- To daj mi szybko wsuwkę...
- Ale to jest...
- Pomyśl że to dla dobra Nathana...

Anne niechętnie wyjęła czarną wsuwkę z włosów, podając ją rywalce, które włożyła spinkę w zamek, zapewne i tak lepiej zabezpieczony.

- Wpro-wadź koood! - zabrzmiał mechaniczny, sztuczny głos.
- Jaki znowu kod?! - zdziwiła się niebieskowłosa.
- Cholera, czemu Willy jest w śpiączce?! - Nastia próbowała coś wymyślić. Nagle podskoczyła, słysząc jakiś dźwięk. Chwilę potem zrozumiała, że to jej telefon. - Halo? Nie zbyt. Mamy wprowadzić jakiś kod..."Sprawdźcie gdzieś"?! Łatwo powiedzieć, nie ma gdzie! Mh, spróbuję, ale wiesz że się na tym nie znam... - dziewczyna wzięła spinkę i postarała się jakoś odkręcić śrubki doprowadzające do mechanizmu małego urządzenia domagającego się o kod. - I co teraz? Jak to nie wiesz?! To po co kazałeś mi to robić...? - Anastia zaczęła przyglądać się kablom. Zacisnęła zęby i pociągnęła za jeden kabelek. Nastała cisza. - Udało się! - krzyknęła, po czym dało się usłyszeć głośną syrenę alarmową, zapaliły się również czerwone światła, kilka kamer wyszło zza ścian i z sufitu. - Albo jednak nie!

Złapała siostrę swojego chłopaka za rękę, wbiegając do jednej z najbliższych sal: drzwi przy których majstrowały znajdowały się w ślepym zaułku, nie było tam schodów na niższe piętro. W sali leżała mała dziewczynka, za pewne chodząca do pierwszej klasy podstawówki. Miała jasne, różowe włosy i otwarte złote oczy.

- To wy przywołałyście alarm? - zapytała cichym, słodkim głosem.
- Eee... - Anne podstawiła swoją twarz pod ucho rywalki. - Co robimy? - szepnęła.
- Tak, to my. - przyznała się, przygryzając wargę.
- A wczoraj, to też wy? - dziewczynka była najwyraźniej dość dociekliwa.
- Wczoraj? Nie, wczoraj nas tu nie było!
- Aha. Jeśli chcecie wyjść, musicie poczekać jeszcze minutę. Strażnik raczej śpi i wyłączy alarm, myśląc że to budzik. Już trzy noce pod rząd tak było. - powiedziała mała, zamykając oczy i przytulając swojego białego kota. Prawdziwego.
- Można trzymać koty w szpitalu?
- Mi pozwolili. - odpowiedziała zasypiająca już złotooka.
- Dziękujemy... - powiedziała Nastia kłaniając się lekko i zmuszając Anne do tej samej czynności ruchem ręki.
- Nie ma... za...co...Zzzzzz...

Tak jak mówiła młodsza, alarm zgasł po około minucie, a dziewczyny wydostały się ze szpitala, biegnąc w stronę domu Marka.

- Daleko jeszcze?! - pytała Anne.
- Nie, jeszcze chwilę...

+-+-+-+-+-+-+

- I co? - zapytał kapitan, wpuszczając je do swojego domu. Jego rodzice najwyraźniej już spali.
- Nie udało się. Włączyłyśmy alarm a potem wolałam już nie ryzykować. Dobrze że strażnik zasnął.
- Wchodźcie. - powiedział, palcem wskazując schody, po czym poprowadził je do swojego pokoju, wcześniej zamykając drzwi. - Mamy pomysł. - powiedział, gdy już wszyscy usiedli w pokoju Mark'a. 
- Tak? Jaki?
- Co byście powiedzieli... - zaczął Mark.
- ...na małą wizytę u detektywa? - dokończyła Silvia.
- Genialnie. Kiedy?
- W drogę! Teraz, natychmiast! - kapitan był bardzo zmotywowany, ale cóż w tym dziwnego, skoro wszyscy jego koledzy i większość koleżanek leżeli teraz w szpitalu?
- Wiesz gdzie go znaleźć?
- Dzwonił do mnie niedawno, spotykamy się z nim pod wieżą!
- Czyli to nie wy mieliście pomysł... - podsumowała Anne.

Zaczęli biec, chcąc jak najszybciej się z nim spotkać...


Miał być dłuższy. GOMENNASAIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII T________T

Ale cieszcie się, że jest 8D
Oh nie, czuję że ktoś przejmuje kontrolę mojego ciała...NIEEEEEEEEEEEE!

Hoł Hoł Hoł! Widzę że przez cały rok byliście grzeczni, a jako że jestem Świętym Mikołajem, poczułem potrzebę zrobienia wam prezentu! Mam mało czasu, bo przemawiam przez ciało autorki tego bloga, a ona dobrze się broni przed przejęciem nad nią kontroli, więc streszczę się: podajcie swoje pomysły na prezent (wolałbym coś co da się wam dać bez kupowania i wysyłania >.>) w dopisku do komentarza, poprzedzając i kończąc propozycję słowami "Tajemny List do Mikołaja!". Oh, powinienem już zmykać! Hoł Hoł, Sayonara! (Japońsko Języczny Mikołaj)

Cóż to było? *cisza* No, skoro nikt nie wie, to musiało mi się wydawać. Przejdźmy więc do podziękowania Linie za miłe rozmowy <3

A teraz, na co czekacie? Wy też macie pisać, lenieee! ♥

środa, 27 listopada 2013

#027,5 - Bonus Halloween cz.1

- Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł, to Halloween. - mruknęła Amber, rozglądając się po lesie. - Nuka, gdzie jesteś?! 

Jakim cudem znalazła się po środku lasu, zupełnie sama? Odpowiedzią jest konwersacja między przyjaciółmi kilka dni temu.


"- Zróbmy Halloweenowy test na odwagę! - krzyknęła Nuka, z iskierkami tańczącymi w oczach. Była wyraźnie zmotywowana.
- Miałem dokładnie ten sam pomysł! - wrzasnął z tym samym entuzjazmem Mark. Przybili piątkę i zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, już tłumaczyli zasady."

Później padł pomysł, by zrobić dyskotekę, było o wiele więcej chętnych. Ciekawe czemu...? Czyżby bali się lasu nocą? W każdym razie, dyskoteka miała mieć miejsce nocą z 30 na 31, później mieli zaczynać się przygotowywać na test odwagi...

+-+-+-+-+-+-+

- Jesteście pewne, że to nasze gimnazjum? - zapytała Runna, spoglądając na nieoświetlony budynek, do którego prowadziła kręta ścieżka.
- Tak myślę. - powiedziała cicho Nuka.

Po chwili można było usłyszeć czyjś złowieszczy śmiech i jakieś szepty. Dziewczyny, niektóre wystraszone, niektóre nie, odskoczyły trochę do tyłu, instynktownie.

- Ray Dark! - krzyknął Mark, który szedł z tyłu, razem z Axelem i Judem. Ten ostatni szepnął mu coś do ucha. - Aaaaa, więc to tylko...! - nie zdążył dokończyć bo Axel jakimś sposobem go uciszył.
- To tylko co? - Zapytała Silvia.
- Nie ważne, chodźmy bo zjedzą wszystkie kanapki, a nie jadłem od rana! - krzyknął Mark, już biegnąc w stronę wejścia do szkoły.
- Znowu trenowałeś od szóstej?! - zdziwiła się zielonowłosa, biegnąc za nim. Ten tylko uśmiechnął się szeroko i podrapał po głowie.

+-+-+-+-+-+-+

Grała jakaś cicha muzyka, ponieważ w sali nie było jeszcze wszystkich zaproszonych osób. Brakowało Keshi, Shawn'a i Nelly. Nikt nie dziwił się z nieobecności pierwszej wymienionej osoby, ale Shawn i Nelly? Nie było to do nich podobne, szczególnie do brązowowłosej, która zwykle była aż zanadto punktualna.

- Nie wiecie gdzie jest... -  Nuka nie zdążyła dokończyć zdania, bowiem drzwi otwarły się a zza nich wyszli Frost i Miss Raimon.
- Przepraszamy za spóźnienie. - powiedziała ta druga, ubrana w dość niecodzienny strój.
- Jeju, jak fajnie jesteś ubrana! - krzyknęła niebieskowłosa, podbiegając do czerwonej ze wstydu Nelly. - Skąd masz ten strój?
- To jest...Pomylili zamówienia... - zaczęła swoje tłumaczenia, lecz przerwała, widząc patrzącego na nią Mark'a. Zrobiła się wtedy jeszcze bardziej czerwona.

Miała bowiem na sobie strój pokojówki, idealnie ubrany. Wyglądała jakby właśnie co wyszła z Maid Café, co wcale jej się nie podobało. Na głowie miała coś na styl opaski, a po bokach głowy dokładnie wymierzone i starannie uczesane kucyki. Celia zaś ubrała coś identycznego, jak strój który miała na sobie gdy miała zostać ofiarowana Królowi Demonów: czarne pończochy, tego samego koloru długie rękawiczki, czerwona sukienka ze złotymi wykończeniami i jakimś białym znakiem na klatce piersiowej a na talii dowiązana jakaś niebieska płachta. Tego dnia nie miała na sobie okularów, lecz nosiła szkła kontaktowe.
Silvia przebrana za czarownicę z czarnym kapelusze i miotłą w ręce. Mniejsza o to, że miotłę miała tylko dlatego, że właśnie sprzątała. Tori miała na sobie żółtą sukienkę do kolan, przewiniętą pomarańczową kokardą w pasie, a na głowie koka, oddzielonego od głowy złotym grzebykiem ozdobnym. Właśnie rozmawiała z Sue, która miała na sobie biały T-Shirt i tego samego koloru mini-spódniczkę, ze złotymi kropkami przy końcówkach. Włosy miała uczesane w kucyka, związanego białą gumką do włosów.
Amber zaś założyła coś na styl gorsetu, obejmującego biust i brzuch do jakichś 5 centymetrów od pępka. Był on jasno-różowy, lecz na bokach i tyle, było widać jedynie czerń. Wybrała także czarną spódnicę złożoną z długich falban, krótką z przodu, wydłużająca się z tyłu, przywiązaną czarnym paskiem. Błyszczące lakierki na średnich obcasach przykrywały końce pończoch: na nodze prawej długiej, a na lewej do kolana, kończących się bardzo małymi falbankami. Na szyi miała coś w stylu naszyjnika, dobranego pod kolor spódnicy, a z uszu zwisały srebrne kolczyki w kształcie okręgów. Miała ścięte, możliwe że na tą okazję, do końca szyi włosy, przewiązane wstążką zamiast opaski. Na prawej ręce widniała "rękawiczka" od ramiona do nadgarstka, dociśnięta kilkoma paskami, a na drugiej czarną, mierzącą około pięć centymetrów od nadgarstka, przepasana czerwoną bransoletką. Nuka miała koszulkę z kołnierzykiem bez ramiączek, szarą z niebieskimi zdobieniami. Na to postanowiła założyć turkusowy krawat. Czarne z niebieskimi wykończeniami spódnica ledwie okrywała jej zgrabne uda do połowy, a 10 centymetrów od kolana kończyły się szaro-czarne kozaki na obcasach o niebieskich podeszwach. Od spódnicy odchodził ozdobny, morski pasek. Runna zdecydowała się na czerwoną spódnicę w szkocką kratkę i czarną koszulkę z krótkim rękawem: nic prostszego, a jednak wyglądało to bardzo dobrze i modnie.

Stroje chłopców były mniej wyszukane: niektórzy postanowili poświęcić się i założyć garnitur, inni zaś mieli całe zamieszanie z ubraniami gdzieś, więc założyli po prostu T-Shirty i spodnie. Byli też tacy, który pozwolili sobie ubrać przebrania, ale byli to nieliczni z całej wielkiej zgrai facetów.

- Skoro już wszyscy są...ZACZYNAMY~! - krzyknęła Nuka do mikrofonu, który wzięła z nie-wiadomo-gdzie i nie-wiadomo-kiedy. Uśmiechnęła się szeroko i rzuciła inne mikrofony do reszty dziewczyn.Wszystkie, jak na rozkaz, uśmiechnęły się, łapiąc narzędzie śpiewu rozdawane przez niebieskowłosą. Zaczęła grać głośna, wesoła melodia. - Oo-oo-łooł-oo yeaah~!
 - Oo-oo-łooł-oo yeaah! - zaczęły jej akompaniować inne dziewczyny, stanąwszy na podeście w parach. Nelly, mimo zażenowania swoim strojem, tańczyła. Wyobraźcie sobie jej minę gdy to robiła... - Say! Hello! Hashagou yo! Say! Hello! Koe wo kasaneatte! - przy śpiewaniu refrenu, dziewczyny skakały, a główną rolę w układzie stanowiły ręce, które bez przerwy się ruszały. Szeroko się uśmiechnęły, śpiewając kolejną frazę, palcami wskazując własne uśmiechy, przybierając różne pozy. - Saidaikyuu no SUMAIRU* wo egakou ka. - następnie zaczęły skakać, z rękami uniesionymi wysoko w górę. - Tobou! Tobou! Sawagou yo. Tobou! Tobou! Minna to dakara koso, Saikou no kyou to iu hi ga arunda. - w tym momencie zaczęły powoli chodzić w kółko po podeście, cudem się nie zderzając. - Kitto egao ga egao wo yobikonde tsunagatte iku...Kotoba mo kyori mo koete! - zaś przy ostatnim zdaniu zatrzymały się, odwracając twarz w stronę wejścia, ponieważ "w stronę widowni" nie pasowało w tym przypadku. Znowu kilka zwrotek i refrenów, po czym ponownie zatrzymały się w miejscu, zaczynając klaskać. - Clap! Clap! Te wo tatakou! Issho ni oto wo kasaneatte, Kono shunkan wo kizami tsukeyou - postanowiły również stukać obcasami, niektóre zaś czubkiem buta w podest. - Saa! Saa! Te wo tatakou! Omoikiri zenryoku de asobou, Koko wa sono tame ni aru basho darou? - ponownie refren, tym razem jeszcze energiczniejszy, by na koniec... - Let's Smile~! - ...Skoczyć wysoko, co dla niektórych było trudniejsze niż dla reszty. Dosłownie przy ostatniej literze przybrały różne pozy: Nuka, wesoło uśmiechnięta trzymała jedną rękę w górze, pokazując kciuk i palec wskazujący; Amber miała lekko ugięte kolano jednej nogi, a prawą zgięła, trzymając w tyle, ręce miała za głową. Starunna, jeśli chodzi o nogi, to miała tą samą pozycję, tylko były bardziej wygięte w prawo, sama się schyliła, prawą rękę zginając trochę, a lewą wystawiła w bok, pionowo stawiając dłoń, Silvia i Celia, odwrócone bokiem do wejścia, również miały uniesioną jedną nogę i były trochę pochylone, Victoria i Sue przybijały piątkę a Nelly, strasznie czerwona, jakoś stała na nogach, ale było widać że ich ugięcie nie było przewidziane. Do tego trochę się trzęsła.

Na żadnej twarzy nie było widać zmęczenia, więc nawet nie zrobiły sobie przerwy. Tym razem na czele stanęła Celia.

- One ! Two ! Three ! GO ! - do tej części układ był prosty i oczywisty: jeden palec, dwa palce, trzy palce i skok. - Hikikaesenaize RYUUSEI BOY! Yuki wa boku sidai, Nakama wo shinjiro RYUUSEI BOY! Shori wa chikai~! - klasycznie; podnoszenie rąk, skakanie, chodzenie, i tak dalej. W sumie, co w tańcach było tak specjalnego? W końcu, jeśli chodzi o kroki, to były bardzo podobne. Zatem, chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie, nie skupiajmy się na krokach, lecz na sposobie śpiewania i tańczenia. Śpiewały wyraźnie, profesjonalnie, można powiedzieć, że idealnie. Tańczyły zaś dynamicznie, nie myląc ani jednego kroku. Każda piosenka różniła się nastrojem, szybkością, częściej lub rzadziej słyszanymi głosami...

Pod koniec piosenki, już trochę zmęczone, zeszły z podestu by odetchnąć, kładąc mikrofony do jakiegoś kartonu. Słyszały oklaski, z czego bardzo się cieszyły. Każda przybiła każdej piątkę, po czym zasiadły w wybranych przez siebie miejscach, wróciły potańczyć do lecącej aktualnie muzyki, którą było "Out Of Gravity", poszły do bufetu, lub po prostu stały jakby wymarłe. Do Celii podszedł Jude, zaczął coś mówić, granatowowłosa przechyliła głowę, po czym pokręciła nią na boki. Strateg przytaknął i poszedł w inną stronę.

- To teraz nasza kolej, nie, Mark? - Jude wziął jeden z mikrofonów z pudła, po czym stanął na podeście, razem z kilkoma innymi chłopakami.
- Tak! Umaku hanasenai kedo jishun motte omou yo..Boku no nakama, saikyou de saikou!
- Dokka no dare ni hidoku baka ni saretatte dou dou to mune wo hatte ikou ze - po chwili ciszy, zagłuszonej muzyką odezwał się Axel.
-  Meguri meguri jikan to kuukan koete bokura deaeta - dodał Jude.
- Sonna suteki na sekai de kata wo narabete waraiaeru tomo ga iru kono kokoro "ai" de michiteru - ta część była dość cicho zaśpiewana przez Shawn'a. Każdy wsłuchał się w dobrze komponujące się razem głosy chłopaków. Gdy tylko skończyli piosenkę, mogli usłyszeć jeszcze głośniejsze brawa niż po występie dziewczyn, mimo że oni, w przeciwieństwie do płci przeciwnej, nie tańczyli.

Impreza trwała dalej: ciasta i ciasteczka zniknęły już po niecałej godzinie, podobnie jak połowa napojów, a każdy był już zmęczony tańcem, nawet jeśli tego nie pokazywał. Mimo to, nikt nie chciał zakończyć spotkania, dopóki Nuka nie przerwała tej milszej części Halloween.

- Ej, a kiedy zaczynamy test na odwagę? - zapytała. Nelly i Amber zerknęły przez okno. Było ciemno, nawet bardzo. Nic dziwnego, był już środek nocy. Przełknęły ślinę, a niebieskowłosa, widząc ich miny, spojrzała na nie pytająco. - Co jest? Nie mówcie mi że się boicie! - Lonbery była wyraźnie podekscytowana nocną wyprawą.
- Ja?! Co ty! - odpowiedziały równocześnie, wstając i machając rękami.
- To dobrze, w takim razie idziemy! - krzyknęła wesoło, wybiegając z pomieszczenia.

Mogło się to wydawać dziwne, ale las znajdował się tylko 30 minut marszu na północ od szkoły. Gdy tam doszli, grupy były już ustalone. Rozdzielili się, połowa grup zaczęła wchodzić do lasu z różnych stron. Po odmierzeniu dziesięciu minut przez Celię i Sylvię, druga połowa, w tym one same, również zaczęli przedzierać się przez krzaki.

+-+-+-+-+-+-+

- No i wtedy, on powiedział mi, że zadane mamy ćwiczenie szesnaste i że trzeba napisać opowiadanie zajmujące co najmniej 10 kartek... - opowiadała Nuka, patrząc przed siebie.

Za nią szła Amber, starając się nie tworzyć zbyt dużej odległości między nimi, ani nie iść zbyt blisko krzaków czy drzew, co już tak proste nie było. W pewnym momencie zatrzymała się, widząc coś błyszczącego na ziemi. Schyliła się, by zobaczyć co to było. Podniosła przedmiot, który okazał się być bransoletką niebieskowłosej, której, swoją drogą, nie było już słychać, co było co najmniej dziwne; w końcu tamta nigdy nie przestawała gadać. Amber wstała i spojrzała przed siebie, szukając w ciemności sylwetki z długimi kucykami, ale nie zauważyła jej.

- Nuka? - na początku wydawało jej się, że Nuka chce ją tylko nastraszyć, ale po chwili zrozumiała, że to nie możliwe: dziewczyna po prostu poszła dalej... - Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł, to Halloween. - mruknęła Amber, rozglądając się po lesie. - Nuka, gdzie jesteś?!



*Smile wymawiane japońską mową.

Powróciłam z tym oto rozdziałem bonusowym. Yhy, odwiesiłam bloga, wena  mi bowiem wróciła.
Przepraszam Linę za niedotrzymanie pierwszej obietnicy, ale jak widzisz - druga jest spełniona! Także właśnie jej dedykuję ten rozdział~!

Kocham Was wszyyystkich!

niedziela, 27 października 2013

#027 - Zoolan Rice

Dalej wyobrażała sobie że Celia wybiegnie zza rogu, krzycząc, że znalazła informacje na temat aktualnego miejsca pobytu Zoolan Rice'a. Następnie Marka i całą ekipę analizującą te informacje i Nelly która kończy część teoretyczną, podsumowując wszystko. Następnie zaczynałaby się część praktyczna, czyli w tym wypadku "wycieczka" do mieszkania złoczyńcy...

Rozmyślania Sylvii zostały zakłócone przez dzwoniący telefon. Po otworzeniu klapki spojrzała na wyświetlacz, przecierając oczy. Mark. Dzwonił Mark. A teraz powinien czuwać w szpitalu...Czyżby ktoś się obudził? Sylvia zniecierpliwiona odebrała.

- Tak Mark? Kto się obudził? - zapytała szybko.
- O czym ty gadasz, Sylvia? - zdziwił się chłopak. - Nikt się nie obudził, powiadomili by mnie. 
- Czyli nie siedzisz w szpitalu? Przecież jeszcze powinieneś tam być... - mina dziewczyny zrzedła.
- Moja "warta" skończyła się już godzinę temu... - zaczął.
- Ahaaa...Więc co się stało? - zapytała już bez entuzjazmu, lecz mimo wszystko z ciekawością.
- Spotkanie u Anastasii za 20 minut. - powiedział krótko, uśmiechając się szeroko, co o dziwo zielonowłosa jakoś wyczuła. Chłopak rozłączył się, wchodząc do średniej wysokości bloku w kolorze szarym.

+-+-+-+-+-+-+

Nastia położyła poduszki na kanapie, ciasteczka na stole przykrytym niebieskim obrusem i poszła otworzyć drzwi, przed którymi stał Mark. Wpuściła go, po czym poszła po Anne mieszkającą obok. Tamta również skierowała się do domu rywalki, ubrana w biało-pomarańczową sukienkę z falbankami. Rozsiadła się na kanapie, wzdychając. Położyła na swoich kolanach biało-niebieski laptop, otwierając jego klapkę. Zanim komputer zdążył się włączyć, do mieszkania weszła Nastia z Silvią. Ta pierwsza wskazała zielonowłosej miejsce na kanapie, a sama zapytała się kto co chce do picia, a po dostaniu "zamówień" ruszyła do kuchni.

- Ten Zozol coś-tam...Myślicie że to jego wina? - zapytała Anne, z rękami na klawiaturze i wzrokiem wtopionym w ekran.
- To musi być jego wina...Powiedział mi to... - zanim zdążył skończyć, niebieskowłosa parsknęła cichym śmiechem.
- Co z niego za złoczyńca jak przyznaje się do popełnionego czynu?! - zapytała, patrząc na Silvię i kapitana z politowaniem.
- On jest zdolny do wszystkiego, w tym najdziwniejszych głupstw. - powiedziała Sylvia, a Mark tylko przytaknął.
- Zet-o-o-el-a-en Er-i-ce-e... - mruknęła pod nosem, powoli wciskając przyciski z literami na białej klawiaturze laptopa. - Dobrze? - zapytała po chwili, jeszcze raz sprawdzając ortografię.
- Mhm. - powiedziała Nastia, stawiając na stole 3 herbaty i szklankę Coca-Coli.

Anne wcisnęła "enter" a każdy w napięciu czytał wyszukane tytuły linków.

- To wszystko to tylko artykuły z tamtego FFI... - zaczęła Nastia, ale zamknęła się gdy tylko zobaczyli to:

"Apteka Zdrowi jak Ryby.
www.zoriapteka.jp
Apteka założona w dniu 14 października 2013, zapewnia najnowszej generacji lekarstwa na wszelkie choroby, bez recepty!"

- Zdrowi jak Ryby...To nie w skrócie ZR? A w adresie jest zo- i ri- jak Zo-olan Ri-ce... - wyszeptała Silvia.
- Myślicie że sprzedał Anonymus jakiś sprej którego nie powinien mieć...? I to przez to...stało się TO? - zapytała Nastia.
- Zapewne... - Mark potaknął głową i westchnął. - Anne, klikaj, chcę znać adres! 

+-+-+-+-+-+-+


Jeszcze tego samego dnia cała czwórka stała przed witryną podejrzanej apteki. Hm, to było trochę za łatwe, musiały być jakieś pułapki - przynajmniej tak myśleli przyjaciele. Nastia westchnęła i wyciągnęła portfel z torebki. Ruszyłado sklepu na przeciwko; był to sklep odzieżowy.

- Wy stujcie tu i poczekajcie na mnie! - bardziej rozkazała niż poprosiła, ale każdy wiedział, że ma plan.

Tak naprawdę to żadnego nie miała, ale na pewno zdąży coś wymyślić, przebierając się. Anne pobiegła za Nastią izaczęła grzebać między wieszakami, na półkach, wszędzie.

- Anne, to nie zabawa, ja tu próbuję...
- Wiem że to nie zabawa, szukam czegoś co będzie Ci pasować! - Siostra Nathana trochę się zdenerwowała. Po chwili uśmiechnęła się triumfalnie, biorąc do ręki różową sukienkę i biały sweter.

+-+-+-+-+-+-+

Dziewczyna o różowych włosach weszła do apteki. Stanęła przed ladą, przybierając dość smutny wyraz twarzy. Chwilę potem zza zaplecza wylazł wysoki, dość...kanciasty (?) mężczyzna w bordowym garniturze.

- W czym mogę pomóc? - zapytał.
- Ja...Chciałabym jakieś środki nasenne... - powiedziała dość cicho, gładząc różową sukienkę.
- A cóż się stało, młoda panienko? - Zoolan Rice wykorzystał kolejną okazję. Może znów ktoś kupi gaz anty-przyjaźni?
- Otóż... - dziewczyna, nie wiadomo czemu, zaczęła wszystko opowiadać aptekarzowi. - Moja przyjaciółka odbiła mi chłopaka i jakby o mnie zapomnieli...Chciałam by któreś z nich do mnie wróciło... - odwróciła wzrok, patrząc przy okazji przez okno. Zobaczyła niebieskie kosmyki należące do koleżanki.
- Mam lepszy sposób, nie będziesz musiała nikogo usypiać. - odezwał się złoczyńca, wyciągając zza lady mały flakonik z jakimś płynem w środku. - Popsikaj nim kiedy będą razem, a przestaną się tak do siebie kleić! - powiedział, wymieniając paragon i flakonik na banknot dziewczyny.
- Do widzenia. 

+-+-+-+-+-+-+

- Udało się! - Drzwi apteki otworzyły się a zza nich wyszła Nastia.

Pobiegli w stronę restauracji ramen trenera Hillmana. Nastia kurczowo trzymała flakonik, uśmiechając się. Teraz wszystko odkręcą, i zatrzymają ponownie tego złego gościa.

- Trenerze, trenerze! - krzyczał Mark, wbiegając do środka restauracji. - Mamy! Mamy sposób na obudzenie ich wszystkich!
- Taaak? - zapytał zdziwiony i zaciekawiony, starszy i dość gruby mężczyzna.
-  Mamy gaz którego użyli Anonymus! To Zoolan Rice go sprzedaje! Trzeba teraz tylko wymyślić antidotum!
- To macie problem, dzieciaki. Ja się na tym nie znam. Chemia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole. Twojego dziadka zresztą też, Mark.
- Czyli robiliśmy to wszystko po nic? Co pan sobie myśli?! Na pewno po prostu nie chce pan wybudzić mojego brata! - krzyknęła Anne, wybiegając z restauracji. Nastia pobiegła za nią, udało jej się ją złapać przy najbliższej latarni.

- Akurat od tego płynu zależy wszystko, oprócz wybudzenia Nathana. - powiedziała cicho, patrząc na kostkę brukową, równie położoną jako chodnik, na którym właśnie stały. Po woli się ściemniało. - Odprowadzić Cię, Anne? Bo my dziś śpimy u Marka. Będziemy myśleć nad antidotum.
- Nie. - odpowiedziała. - Chcę jechać do Nii-sana.
- O tej porze nie wpuszczą nas do szpitala... - zaczęła Anastasia, ale Anne była uparta jak osioł, pobiegła w stronę głównego szpitala dzielnicy. - Anne! - dziewczyna wyciągnęła telefon i wybrała numer Sylvii, biegnąc za piosenkarką. - Silvia? Będę trochę spóźniona, mam mały...problem! - wypowiedziała do słuchawki, by następnie przyspieszyć, rozłączając się.

Kocham, kocham, kooo-ocham was <3

Jest spóźniony o dwa dni, ale jest. Cieszcie się <3 *głucha cisza* Dzięki, dzięki. -.-"
Nocowałam u koleżanki *.*
MUAHAHAHAHA! ZOOLAN RICE I APTEKA! @_@

Yyyy, nie zwracajcie uwagi, po prostu nie wiem co napisać. Wszyscy mają szybciutko wstawiać nowe rozdziły, tyle wam powiem. Runnuś, dłuższe na przyszłość, dobrze? <3 I więcej Natha *.*

niedziela, 20 października 2013

#026 - Zloczynca powraca

Mark powoli ruszył w stronę bramki,a reszta powlekła się na swoje miejsca. Sylvia zacisnęła zęby i spojrzała na chwilę za siebie nie mogła patrzeć na ten "mecz". Nie, to nie mógł być mecz. To nie była prawda! Nelly, na jednym z siedzeń na ławce rezerwowych, ale teraz już nie sama...

- Camelia! - krzyknęła, próbując ją obudzić.

Usłyszała czyjś śmiech. "Wreszcie będę mógł ich pokonać!

- Mark, za tobą! - wydarła się na całe gardło, widząc jak bramka przewraca się na chłopaka.

Niechętnie odwrócił się w stronę menadżerki, patrząc na nią znudzony. Palcem wskazał jej piłkę a później powiedział coś niemo.

- To... Jednak... - Sylvia próbowała rozszyfrować słowa kapitana, jednak ostatniego słowa nie udało jej się zobaczyć do końca, bowiem chłopak upadł pod ciężarem ramy bramki. Nathan, Axel, nikt nie zwrócił uwagi na kapitana. Dalej unikali piłki patrząc na kolegów złowrogo.
- Nathan, co ty robisz? - Sylvia zobaczyła jak Nastia podbiega bliżej boiska. - To nie jest piłka nożna! I czy w ogóle widzisz co z Markiem?! Chłopaki, co z Wami?! Wyglądacie jak zombie! - krzyczała ze łzami w oczach, dopóki Silvia nie położyła jej ręki na ramieniu. Palcem pokazała trzy śpiące menadżerki; do Nelly i Cameli dołączyła Celia. - Celia! Celia! 
- To nic nie da... - pokręciła głową pierwsza menadżerka klubu.
- Nathan! - krzyknęła Anastasia, widząc jak chłopaka uderza futbolówka. Zanim jeszcze dobiegła, zauważyła, że inni wcale się nim nie przejmują.

+-+-+-+-+-+-+

- Ha, ha, ha, haaa! - Mark słyszał dookoła siebie śmiech. Skądś znał ten głos. - Ha, haaaa, ha, ha! - miał na końcu języka to imię.
- Zoolan Rice! - krzyknął, próbując go odnaleźć. Chodził po ciemnym pokoju, nie mogąc go wypatrzyć. Zaraz, to nie był ciemny pokój. Coś innego. Coś bardziej jak...Nicość. Tak, zimna, czarna nicość. Dookoła pojawiło się z tysiąc sylwetek przedstawiających złoczyńcę.
- Miło, ze mnie pamiętasz, chłopcze! - wszystkie ciała złączyły się w jedno, które najpierw rozciągnęło się na boki, zajmując całą przestrzeń dookoła kapitana Raimona, a następnie, już normalnej szerokości, wydłużyło się do góry. - Ha, ha, ha! Wreszcie widzę rezygnację na twarzach zawodników Raimona! Ha, ha, haaa!
- Co znowu knujesz?! - krzyknął, podnosząc głowę wysoko, by móc spojrzeć w jego oczy, zamiast na same białe buty i nogawki bordowo-ciemno-różowego garnituru.  
- Jak to co? Właśnie zrezygnowaliście z gry w futbol, nienawidzicie piłki nożnej, kolegów, a nawet samych siebie! Ha, ha, ha! Teraz właśnie wszyscy uciekają z boiska, zapominają o Tobie, nawet się nie odwrócili by zobaczyć co Ci się stało! Ha, ha, haa, haaa! Właśnie dziś rozbiłem drużynę Raimona!
- N...Nie. Nie! Nie możliwe! Axel, Jude! Nathan! Nie, nie! - złapał się za głowę. Właśnie zaczynał sobie przypominać wydarzenia z dnia dzisiejszego, bowiem wcześniej tego nie pamiętał. Wszystko zaczęło go boleć. Najbardziej serce, myślał że zaraz miliony igieł, które teraz czyhały by się w nie wbić, zaraz właśnie to zrobią. Nagle przed oczami ukazała mu się śpiąca twarz Nelly. Ten moment, kiedy zauważył ją śpiącą w autobusie...Wtedy jak głupi myślał, że każdemu może się zdarzyć usnąć... - A co z dziewczynami?! - zapytał zaniepokojony.
- Ha, ha, haaa! Trzy z nich śpią w najlepsze! Biedna panienka Raimon i panna Trevis, mogą już się nigdy nie obudzić. A ta mała dziennikareczka nie została nawet przez brata zauważona.
- N-Nelly...Camilou...Celia... - chłopak otworzył szeroko oczy. - A co z Silvią i Nastią?
- Te tak łatwo się nie dały. W sumie szkoda, mogą jeszcze coś zepsuć, a tego byśmy nie chcieli. Drużyna już się wycofała a różowowłosa dalej próbuje przemówić im do rozsądku, ha, ha!
- Nie! Muszę się obudzić, muszę im pomóc! - krzyknął. - Nie wygrasz z nami, Zoolan Rice! Nigdy! - krzyczał jak opętany, machając rękami i głową..."Muszę...się...obudzić..."

+-+-+-+-+-+-+

- Co się z wami dzieje, czemu nie gracie? Walczcie, tak jak dawniej! - krzyczała Anastasia, siedząca dalej na boisku, obok Nathana. Widziała jak gracze oddalają się, zostawiając trzy śpiące menadżerki i trzech mocno "kontuzjowanych" chłopaków za sobą.
- Chłopaki, co z wami?!  - dodawała Sylvia, również na mogąc na to patrzeć.

Zacisnęła pięści i zęby, po czym pobiegła w stronę bramki. Ze łzami w oczach próbowała podnieść metalową ramę, przyciskającą nieprzytomnego już od krótszego czasu chłopaka. Różowowłosa zaś patrzyła niepewnie to na nią, to na ukochanego. W końcu, upewniwszy się, że chłopakowi nie powinno się nic stać i że jest w dobrej pozycji, wstała i pobiegła pomóc Sylvii. Siłaczkami to one nie były, trzeba przyznać. Ale siłę woli za to miały. Po dużych trudach i może jakiejś pół-godzinie nie udało im się niestety podnieść ramy o nawet milimetr. Westchnęły cicho, po czym dalej próbowały.

- Zadzwonię po karetkę! - zaproponowała Anastasia, wyciągając z kieszeni telefon. Widząc skinięcie głową koleżanki, wybrała odpowiedni numer. - Nie ma zasięgu.  - stwierdziła zdziwiona, i jednocześnie przestraszona.
- Jak to nie ma zasięgu!? - zdziwiła się dziewczyna o zielonej kokardzie.
- Tak po prostu... - Nastia podstawiła Sylvii swoją komórkę pod nos. - Ani jednej kreski.
- Spróbuj moją... - Sylvia otworzyła klapkę telefonu komórkowego, by zobaczyć, że u niej też nic z tego...
- Muszę...się...obudzić... - szepnęło coś obok nich. A raczej ktoś, bowiem gdy spojrzały za siebie, zobaczyły Marka, który otworzył jedno oko.
- Mark! - krzyknęły obie.
- To wszystko wina Zoolan Rice'a! - powiedział, po czym, jakimś cudem wyszedł spod bramki. Podbiegł do Nathana, widząc ze tamten się nie rusza. - Nath! Co mu? - odwrócił się do biegnących za nim dziewczyn.
- Piłka w niego trafiła...Chyba. - Odpowiedziała White.
- A gdzie reszta? Czemu mu nie pomogli? 
- Wyszli...już jakiś czas temu...

+-+-+-+-+-+-+

- Co mu jest? Czemu nie wrócił z Tobą?! - Anne wyczekiwała brata w progu, a widząc Nastię bez Nathana trochę się przestraszyła, szczególnie że w telewizji nie było żadnej transmisji meczu, a w wiadomościach mówili o dziwnych wydarzeniach podczas gry.
- Chodź...ze mną. - Nastia podniosła na chwilę głowę. Złapała Anne za nadgarstek i pociągnęła za sobą do windy, nie pozwalając jej nawet zamknąć drzwi.

Niedługo potem były już pod szpitalem. Nie dając żadnych wyjaśnień, Nastia pociągnęła niebieskowłosą do środka, do sali numer 133, mieszczącej się na drugim piętrze. Bez pukania weszła, podchodząc do Marka.

- Co z nimi? - zapytała, ze spuszczoną głową.
- Lekarz powiedział, że nie wie co się stało, co się dzieje i co się stanie, ale ich stan na razie jest stabilny. 
- O co chodzi...? - Anne rozglądała się po sali, dopiero po chwili zobaczyła swojego brata, leżącego na ostatnim łóżku szpitalnym. - Onii...? - podeszła do niego i złapała go za ramię. Potrząsnęła bratem, żadnej reakcji z jego strony. - Onii-san, to nie jest śmieszne! - stwierdziła, chcąc mocno wierzyć, że jest to tylko żart. Wiedziała że jest inaczej, ale chciała wierzyć. Musiała wierzyć.
- Trzeba go znaleźć. Trzeba znaleźć Zoolan Rice'a! - stwierdził poważnie Mark. - Tylko on wie co się stało. Nie będzie chciał tego wyjawić, ale się dowiemy, prawda?
- Tylko czy damy radę we trójkę? - zapytała Nastia.
- Jaką trójkę? Czwórkę, muszę pomóc Onii-sanowi, nawet jeśli nie wiem o kim mówicie i co chcecie zrobić...

Tam-ta-ra-ra-ta-tam!
Nowy rozdział. Buahaha. Dla Keiszy, Liny i Runny. Tak dla dodania weny <3 Wiem, miał być wcześniej, ale nie dałam rady. Ale cieszycie się, prawda? Prawdaaaaaa...? *powtarza, nie słysząc odpowiedzi.*
Musze przyznać, że na prawdę nie chciałam nikogo do szpitala pakować, ale wasze rozdziały tak na mnie wpłynęły. Bo gdziekolwiek coś o inazumie czytam to od razu "szpital", "nie może zagrać", "wypadek" i "bla, bla, bla" -.-" TO WSZYSTKO PRZEZ WAAAAAS! obwiniajcie tylko siebie za wtrącenie Natha, Celii, Nelly i Camelii do szpitala. No.

Mogę wam zdradzić że planuję bonus nie związany z bonusem (LOL). W sensie nie związany z bonusem podczas FFI. Chociaż, kto wie. Ale znowu z wami <3Będzie to bonus Halloweenowy, a jak! Kocham, całuski! <3

poniedziałek, 14 października 2013

#025 - Strefe Football'u czas rozpoczac!

- Szybciej, nie mamy czasu! - pospieszała chłopaków zza drzwi Sylvia. Chwilę wcześniej weszła bez pukania, i dalej była cała czerwona ze wstydu.
- Zaraz się zacznie, już słyszę głos komentatorów! - do koleżanki dołączyła Anastia.
- Witamy Państwa na otwarciu kolejnej edycji Football Frontier! Zanim zaczniemy przedstawiać drużyny, opowiemy trochę o zasadach, poprzednich FF oraz przedstawimy się! Ja jestem...
- Gotowi! - Mark otworzył szeroko drzwi, dość szybkim ruchem. Sylvia została przez nie uderzona i popchnięta na ścianę. - Yyy...Sylvia? Ups, sorki!
- Idziemy, zaraz nas wywołają!
- Zapomniałeś flagi, Maaaark! - krzyknął Todd, biegnąc w stronę kapitana, ale jako że właśnie wychodził z flagą z szatni, przewrócił się, ponieważ drążek flagi był za długi i nie zmieścił się w drzwiach.
- Co się dzisiaj z wami dzieje...? - pomyślał Axel, po czym wpadł na ścianę obok wyjścia na stadion. - Au!



+-+-+-+-+-+-+



Gdy to wszystko na chwilę ucichło, trenerzy ustawili odpowiednio drużynę, z Markiem i za dużą flagą na czele. Menadżerki uśmiechnięte pomachały chłopakom, gdy zaczęto o nich opowiadać. Gdy tylko weszli na boisko, gdzie było już kilka innych drużyn, rozległy się głośniejsze krzyki i oklaski.



- Raimon! Raimon! Raimon!
- Łaaał! - Markowi dosłownie błyszczały oczy. Był wyraźnie zadowolony. Zresztą inni też, na swoje sposoby...
- Jej, patrzcie ile fanów! - Jack właśnie odzyskał mowę.
- Widzę, że mamy dla kogo grać!
- Tak, dajmy z siebie wszystko na jutrzejszym meczu!
- Gimnazjum Raimona! Tak, Ci sami którzy wygrali poprzednią Strefę Footballu i Ci sami którzy pokonali kosmitów!
- Fałszywych kosmitów... - poprawił Sam.
- Duża część członków właśnie tego zespołu dostała się do reprezentacji Japonii, która wygrała FFI!
- Hehe... - Kevin podrapał się po głowie, uśmiechnięty od ucha do ucha. - Zawstydzacie mnie.
- Chciałem Ci przypomnieć, że prawie w tym nie uczestniczyłeś... - Steve natychmiast zepsuł humor napastnika.
- A ja chciałem Ci przypomnieć, że Ciebie w ogóle nie wybrali na kandydata do reprezentacji! - odpowiedział.
- A ja... - Steve miał już coś powiedzieć, ale między chłopakami pojawił się Nathan.
- ...Chciałem Wam przypomnieć, że ogląda nas kilka setek fanów a wy patrzycie na siebie jakbyście zaraz mieli się bić. - dokończył rozpoczęte przez Steve'a zdanie, patrząc z politowaniem na kolegów i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Westchnął.



Kevin tylko warknął, czy może mruknął coś cicho, po czym ustawił się porządnie za Jackiem, przed Shadow'em i jednocześnie obok Axel'a.



- I ostatnie już uczestniczące drużyny... - Mark, słysząc głos komentatora momentalnie przestał gadać z Davidem, który stał w rzędzie Akademii Królewskiej, tuż obok Raimon'a. - Drużyna ze szkoły Anonymus i Akademia Galaxy. Na czele Anonymus widzimy J.W. a kapitanem równie tajemniczej Akademii powitamy Sun'a i ich głównego napastnika, Saturn'a.



Kapitan Raimona z miną wyglądającą mniej-więcej tak: 0o0, dla niego była normalną reakcją poprzedzającą mający za chwilę nastąpić nagły wybuch radości i krzyków dodających otuchy i siły do gry. I tak też było tym razem. Dwie ostatnie ekipy ledwo zdążyły wejść na świeżo skoszoną trawę, a on już wyskakiwał w powietrze, z pięściami zaciśniętymi nad głową i wielkim uśmiechem. Flaga spadła na ziemię a Mark zaczął krzyczeć: "Dalej, wygramy, a teraz chodźmy na trening!" i tym podobne. Teraz to ekipa miała szeroko otwarte oczy. Niektórzy wyglądali na trochę zmęczonych po dwudziestu minutach krzyków kapitana. Pierwszy "obudził się" Jude, który podszedł do kapitana, podniósł flagę ze znakiem Raimona i położył koledze rękę na ramieniu.

- Tak, dajmy z siebie wszystko. - powiedział, wiedząc, że chyba tylko to może pomóc.
- Jude...Dziękuję! - Mark wyraźnie się ucieszył na reakcję kolegi.
- Ale najpierw musimy spokojnie udać się na wieczór otwarcia.
- Mhm! - odruchowo kiwnął głową i, biorąc flagę w ręce, ruszył za resztą drużyn do wyjścia.



Axel cicho zachichotał, więc musiało go to na prawdę rozbawić. Kilka sekund później, w połowie drogi do wyjścia, cofnął się, tyłem do kolegów, kilka kroków.



- Zaraz, ale co to ten wieczór otwarcia? - teraz już wszyscy, bez najmniejszego wyjątku, roześmiali się na całe gardło, tak głośno, że wszyscy wychodzący i nawet Ci co byli kilka metrów dalej, odwrócili się, patrząc w ich stronę. Niektórzy zawodnicy musieli nawet wycierać łzy. - Ej, o co chodzi? Powiedziałem coś śmiesznego?



- To jest... - Axel również ledwo dawał radę przemówić. - Chodzi o... - kolejny atak śmiechu mu przerwał. Zrobił kilka wdechów i wydechów po czym spróbował jeszcze raz. - Jude mówi o tym bankiecie co jest za... - w tym momencie połowa ekipy popatrzyła na wielką tablicę zawieszoną na słupie między trybunami, gdzie aktualnie wyświetlała się tylko godzina. - ...20 minut?! - po tych słowach już wszyscy gapili się z niedowierzaniem na zegar, po czym sprintem pobiegli w strony domów, przecież nie pójdą w strojach piłkarskich...
+-+-+-+-+-+-+



- Nii-san, gdzie idziesz? - Dziewczyna o niebieskich kucykach, ubrana w białe dżinso-podobne spodnie i czarną koszulkę z nadrukiem Coca-Coli właśnie zakładała jasną bluzę.
- Na bankiet z okazji otwarcia FF. - Nathan odpowiedział dość krótko. Jednak widząc że przygląda się dokładnie swojemu odbiciu w lustrze postanowił ją spytać o to samo. - A ty?
- Will odprowadza mnie na próbę. - uśmiechnęła się, na chwilę odwracając się twarzą do brata. - Swoją drogą...Dziękuję wam. - powiedziała ciszej. - Wiesz, za sprawę z Will'em. 
- Zmieniłaś się... - szepnął Nath, bardziej do siebie. Właśnie wiązał włosy.
- Hm? - Anne udała że nie dosłyszała. Miała zbyt dobry słuch by na prawdę nie usłyszeć tego co mówił.
- Nie, nic. Mówiłem tylko że nie ma za co... - skłamał, poprawiając krawat.



+-+-+-+-+-+-+



- Wychodzę. - oznajmił Axel po niecałej minucie pobytu w domu.
- Już wychodzisz, onii-chan? - Julka nie wyglądała na zadowoloną z tego powodu.
- Muszę. Wrócę jak tylko będę mógł. - odpowiedział, po czym wyszedł.



+-+-+-+-+-+-+



- Mark, jak chcesz kopać, to idź na boisko, bo zaraz mi doni... - mama kapitana nie zdążyła dokończyć, bo właśnie to, czego się obawiała, stało się.
- Ups... - Mark cicho jęknął, widząc rozbitą doniczkę. Poczuł wibracje w spodniach. Zastanowił się, co to może być, a po chwili dopiero sobie przypomniał, że w kieszeni ma telefon. Wyjął go szybko, a ten prawie mu wypadł. W ostatniej chwili złapał komórkę i odebrał połączenie od Axel'a.
- Mark, gdzie ty jesteś? Czekamy na ciebie od pięciu minut przed wejściem! Czyżbyś... - odezwał się wyraźnie zdenerwowany głos. - Axel, myślisz, że zapomniał? - Jude spojrzał na przyjaciela, który kiwnął głową, czego Mark nie mógł zobaczyć.
- O nie, kompletnie zapomniałem! - krzyknął, biegnąc już do domu. Rozłączył się, zanim koledzy zdążyli coś powiedzieć. - Mamo, gdzie mój garnitur?! - krzyknął.
- Tam gdzie go położyłeś, synu! - odpowiedziała kobieta po 30 o brązowych, kręconych włosach.



Mark przeszukał całą szafę, następnie cały kosz na brudne rzeczy, otworzył pralkę, która na nieszczęście była włączona i właśnie prała rzeczy, po tym sprawdził między ciuchami taty i mamy. Nigdzie nie było tego stroju. Rozglądnął się dookoła, po czym wszedł do pokoju i wczołgał się pod łóżko, gdzie znalazł zwinięty w kulkę cały zestaw. Musiał go tak wcisnąć po przymierzaniu...Założył niewyprasowaną koszulę, byle jak zapinając guziki, na to niedbale włożył marynarkę, przez przypadek odrywając guzik, który szybko schował do kieszeni, a następnie starał się zapiąć spodnie w których zaciął się zamek. Wybiegł z domu zgięty na pół, próbując jednocześnie zawiązać buty. W połowie drogi zorientował się, że zapomniał telefonu. Stuknął się w głowę, ale nie wrócił się. Na miejsce dobiegł z godzinnym spóźnieniem.



- Patrzcie, idzie Mark! - krzyknął Jack do kolegów, stojących niedaleko.
- Cześć... - Mark podrapał się po głowie.
- Witamy spóźnialskiego... - zaśmiał się Sun, który zaszedł chłopaka od tyłu, tym samym wywołując u niego strach.
- Ładnie to tak, spóźniać się godzinę na drugi już w życiu bankiet...? - z lewej strony podszedł ktoś bardzo podobny do Nathana, tylko trochę wyższy, z rozpuszczonymi włosami i w białym garniturze.
- Nathan? - Mark spojrzał to na wysokiego, to na niskiego Nathana. - Jak ty to zrobiłeś? Kiedy nauczyłeś się rozdwajać? To jakaś nowa technika? - zapytał zdziwiony. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę.
- Nie poznajesz mnie? To ja, Edgar! - oznajmił wysoki Nath.
- To ty?! A, jak o tym tak pomyśleć to rzeczywiście! Ale co ty tu robisz?!



 +-+-+-+-+-+-+



Był kolejny dzień, wszyscy już stali przy drzwiach do domu Marka. Właśnie wychodzili od kolegi, na ostatni przed meczem trening. Na ulicy pojawił się szkolny autobus, Celia z innymi weszła jako pierwsza, tylko Nelly podała Anastasii listę zawodników, zostawiając ją samą z chłopakami, którzy po usłyszeniu swoich imion wchodzili do transportu, zajmując wybrane przez siebie miejsca. Bus ruszył. W drodze było spokojnie, wszyscy gadali, lecz Silvia poczuła coś niepokojącego.



- Co jest, Silv? - Zapytała Anastasia, spoglądając na przyjaciółkę.
- Nie, nic. Nic... - uśmiechnęła się jakby zakłopotana, machając rękami, przez przypadek uderzając dłonią śpiącą Nelly. - Ups...

To nie było normalne. W drodze Nelly nigdy, przenigdy nie spała. Trzeba było przyznać, że trasa trwała i będzie trwać jeszcze długo, ale Raimon ani razu nie przysypiała. Do tego po uderzeniu nie obudziła się. Sylvi w dodatku przypomniało się, że Nelly mówiła jej, że to dla niej za trudne zasnąć w czymś, co się porusza. Może coś się zmieniło? Nie, to nie możliwe, nie minął nawet tydzień od wypowiedzenia przez nią tych słów. Spojrzała na przyjaciółkę. Nie wyglądała jakby się nie wyspała, poza tym dziś była w dość dobrym humorze i w głosie słychać było, na jej sposób, energię. Do tego ani nie kaszlała, ani nie miała gorączki - choroba wykluczona. Sylvia spojrzała na Chłopaków gadających z tyłu. Westchnęła cicho. Wyczuwała coś złego w powietrzu. Czyżby coś było nie tak? A może...Przełknęła ślinę na samą myśl o tym co mogło się stać. Zatrzymali się, przed boiskiem Anonymus.



+-+-+-+-+-+-+




Pierwsza połowa skończyła się dość neutralnie, nikt nie strzelił gola, jednak była jedna zła wiadomość: zawodnicy Raimona, w przeciwieństwie do przeciwników, byli zbyt zmęczeni. Szybko oddychali, wycierając pot z twarzy. Ledwo doszli do ławki rezerwowych by się napić. Silvia podała bidon Markowi, który stracił nawet swój uśmiech. Reszta nie wyglądała lepiej. Ten stadion nie był chyba przyjazny uśmiechom. Sylvia spojrzała na przeciwników w szarych, ledwo nie widocznych w tym dość ciemnym miejscu strojach.

- Udało się...słabi...światło...ciemność...uśmiech...zło...niemiła przeszłość... - Te urywki rozmowy ledwo dosłyszała, lecz nie zdążyła nad nimi pomyśleć: gwizdek sędziego rozpoczął drugą połowę.


Na dziś tyle *.* Hue hue
Kocham was
Runnuś, wspaniały masz nowy rozdział. Ale pisz kolejny <3
Kie, Lin, ile mam czekać? -.-" (xp)

Mwhahahaha. zuoooooo
Nie pytajcie czemu akurat Silvia >.>

Nie ważne. jutro może zacznę pisać drugi bo tylko 4 lekcje mam xD I w środę powinnam dodać, bo w środę wolne *.*

<333
;*****
Szkielet Smoka Zaczarowane Szablony