Niebiesko włosa, ukryta za latarnią uliczną, przyglądała się ze złością i zazdrością swojemu bratu i chodzącej przy nim Anastasii. Czuła że już więcej nie może na to patrzeć, ale jednocześnie nie odważyła się wyjść. Jej brat nie był tak naiwny, by uwierzyć w przypadkowe spotkanie...
Właśnie śmiał się, liżąc swoją gałkę lodów waniliowych, w jakże upalny dzień. "Dlaczego lody, przecież zbiera się na deszcz...!" - tak właśnie myślała Anne, gdy przeskakiwała zza muru jednego ze sklepów, za latarnię. I jakby przepowiedziała przyszłość: zaczęło bowiem nagle kropić, lecz ta mżawka szybko przeobraziła się w ulewę. Anas nie miała ani płaszcza ani nawet parasolki. Zapięła sweter i nałożyła kaptur, podobnie jak jej towarzysz, ale to nie wiele dało.
Jak to przyjaciele - musieli pomóc sobie nawzajem. A więc nie było lepszego sposobu na ogrzanie się i ucieczkę pod dach bez rozłąki, niż objęcie Anastii przez Nathana. Anne przygryzła wargę, niezadowolona. Była tak zdenerwowana, że zapomniała zmienić kryjówkę, przez co Nathan od razu gdy przeszli za rób, zauważył ją.
- Co ty tu robisz?! - spojrzał na siostrę, której włosy były całe mokre.
- Eeee...Stoję! - odpowiedziała szybko Anne, swoim jakże słodkim głosikiem.
- Mhm, widzę. - Nath przewrócił oczami. - Mogę wiedzieć czemu nas podglądałaś?
- Ja? Podglądać? Coś ty, Onii-ch... - nie zdążyła dokończyć, bo Nathan zz Nastią już szli w stronę bloku, najwyraźniej nie zainteresowani kłamstwami piosenkarki.
Anne została sama, pod latarnią. Deszcz lał się z jej włosów, posklejanych w strąki, a baleriny napełniały wodą z kałuży. Ręce marzły, ale ona nie miała siły się ruszyć. Kucnęła, a do małego, deszczowego jeziorka zaczęły wkapywać, oprócz burzowych kropel, słone łzy.
- Dlaczego wybierasz zawsze ją? Dlaczego nie jestem dla Ciebie ważna?! - krzyczała, jednak brat nie mógł jej usłyszeć.
/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/?/
Ktoś zadzwonił do drzwi rezydencji Sharpów. Jude najwyraźniej spodziewał się gościa, bo zerwał się z kanapy i pobiegł otworzyć wrota. W drzwiach stała Celia, w sukience wieczorowej i z parasolką w ręku. Uśmiechnęła się na widok brata.Widząc jego pytający wzrok i oczy skierowane na sukienkę, zaśmiała się.
- Rodzice kazali. - wyjaśniła.
Chłopak tylko pokiwał głową ze zrozumieniem i gestem ręki zaprosił siostrę do środka. Panna Hills weszła do jadalni, która wyglądała tak samo jak za poprzednią kolacją u brata. Usiadła na jednym z krzeseł i poczekała aż brat zacznie mówić.
- Powinienem powiedzieć Ci to już dawno... - zaczął oficjalnie.
- Witaj Celio! - zachwycił się Pan Sharp, wchodząc do jadalni.
- Witam. - granatowowłosa uśmiechnęła się lekko.
Tym samym Jude nie mógł już do końca pobytu siostry powiedzieć tego, co chciał.
_____________________
Wiem że krótki, ale nie krzyczeć T.T Starałam się, cały dzień to pisałam! :O
Post dedykuję Starunnie i Keiszy, którym obiecałam poprawę. Nie wiem czy to tylko moja opinia, ale tu powinno być coś takiego, no ta iskra o której Starunna mówiła. Mam taką nadzieję.
piątek, 17 maja 2013
niedziela, 28 kwietnia 2013
#005 - Mecz
Wszyscy zebrali się już przed boiskiem, gdy słychać było nadjeżdżający autobus. Przynajmniej tak wszyscy myśleli, bo za rogiem pojawił się hałasujący głośno pojazd, którym była...ciężarówka którą jeździł dziadek Marka w czasie FFI!
Z tyłu przyczepy wysiadło wiele znajomych zawodników, z różnych krajów. Każdy miał ze sobą walizkę, przez co ledwo się mieścili. Musieli być zmęczeni podróżą, w końcu nie każdy lubi latać samolotem, lecz by nie zamartwiać kapitana drużyny z Japonii, udawali że są w pełnej formie. Choć, możliwe że nie udawali.W każdym razie, dziadek marka z Hectorem wysiedli z kabiny dla kierowcy i przywitali się z rozweselonym Markiem. David Evans postanowił się nawet poskarżyć wnuczkowi.
- Mark, zatrzymali nas na drodze policjanci, wiesz?
- Dziadku, to nic dziwnego, skoro wszyscy jechali w przyczepie. - zaśmiał się chłopak.
Teraz przyszła pora na wielkie powitania, po długim czasie rozłąki przyjaciół. Wszyscy zdążyli się przywitać i powiedzieć kilka słów, gdy przyszła Celia, oznajmiająca, że przygotowania zostały skończone.
Już u kapitana, wszyscy rozsiedli się w ogrodzie. Wyglądali na zadowolonych przyjęciem. Dziadek pomógł Markowi rozpalić grilla, a tort powitalny już prawie był zjedzony. Wiele innych przekąsek miało podobne zainteresowanie. Każdy rozmawiał i śmiał się co jakiś czas, czasem ktoś zdenerwował się na Scotty'ego. Niby wszystko szło dobrze, ale nagle słychać było klucz przekręcany w zamku i głośne "Wróciłam". Wszyscy nagle ucichli, ze zdziwionymi minami. Jako iż był to damski głos, nikt nie wiedział co powiedzieć. Wiele par oczu skierowanych było na Marka. Oczywiście, nikt nie pomyślał, że to mogła być jego matka. Przecież tylko ona mogłaby wracać, nie mieszkałby z dziewczyną, chociaż...Kapitan był w końcu taki dziwny, że to nie było niewykluczalne. Myśli wszystkich przerwał kontur głowy wychylający się zza drzwi do ogrodu. Wszyscy wstali i ukłonili się w geście powitania.
- Ach, to wy, chłopcy! - odezwała się matka Marka.
- My...Pani...Znaczy... - wszyscy przyglądali się niskiej kobiecie o lekkim uśmiechu, piegach i brązowych, krótkich włosach.
- M-Mama? Już wróciłaś? - zapytał jej wyraźnie zakłopotany syn. Zapomniał bowiem spytać mamy o pozwolenie na przyjęcie.
Kobieta, ubrana w pomarańczową koszulkę, położyła kilka siatek tuż przy stole. Uśmiechnęła się lekko, wyciągając przeróżne przekąski. A to znaczyło, że wiedziała co się stanie. Dziadek zaś uśmiechnął się pod wąsem. Przyjęcie trwało dalej.
Było by dobrze, gdyby nagle nie pojawił się pył, zwiastujący coś niedobrego. Zza ciemnej chmury wyłoniło się kilkanaście, może kilkadziesiąt osób. Nie było to nic innego jak...Aliea Academy! Wyglądali groźnie, gdy widać było tylko kontury ich sylwetek. Czyżby znowu stali się groźnymi przeciwnikami?
Ależ skąd! Xavier na czele z Brycem i Claudem poprowadzili do Marka resztę uczniów tego niezwykłego gimnazjum. Po przywitaniu się i kontynuacji przyjęcia, która nie trwała już tak długo, wszyscy udali się w stronę boiska przy rzece.
Zostali rozdzieleni w kilka drużyn. Raimon, w swoim normalnym składzie już byli ustawieni na boisku. Drużyna najlepszych z Aliea Academy czekała na swoją kolej, na trawie przy boisku. Jedna z drużyn złożonych z głównych gości miała grać przeciwko Jedenastce Raimona a druga również czekała.
Mecz rozpoczął się podaniem Edgara do Paola. Mark wiele razy musiał bronić swojej bramki, tak samo jak Hector własnej. Menadżerki przyglądały się uważnie grze, każdy zadowalał się oglądaniem.
Wieczorem, gdy słońce już prawie całkiem zaszło, zostały ogłoszone wyniki.
Raimon 2 - 2 Ekipa Gości Nr. 1
Raimon 3 - 2 Ekipa Gości Nr. 2
Raimon 2 - 2 Aliea Academy
Zadowoleni wracali do domu kapitana, mając w głowie tylko jedną myśl - nocowanie pod gołym niebem w ogrodzie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Kolejny rozdział~ Cieszycie się? Mam nadzieję że wam się spodobał!
P.S. Niedługo pojawi się karta, w której dowiecie sie wszystkiego na temat planowanych przeze mnie fanfic'ów c:
Z tyłu przyczepy wysiadło wiele znajomych zawodników, z różnych krajów. Każdy miał ze sobą walizkę, przez co ledwo się mieścili. Musieli być zmęczeni podróżą, w końcu nie każdy lubi latać samolotem, lecz by nie zamartwiać kapitana drużyny z Japonii, udawali że są w pełnej formie. Choć, możliwe że nie udawali.W każdym razie, dziadek marka z Hectorem wysiedli z kabiny dla kierowcy i przywitali się z rozweselonym Markiem. David Evans postanowił się nawet poskarżyć wnuczkowi.
- Mark, zatrzymali nas na drodze policjanci, wiesz?
- Dziadku, to nic dziwnego, skoro wszyscy jechali w przyczepie. - zaśmiał się chłopak.
Teraz przyszła pora na wielkie powitania, po długim czasie rozłąki przyjaciół. Wszyscy zdążyli się przywitać i powiedzieć kilka słów, gdy przyszła Celia, oznajmiająca, że przygotowania zostały skończone.
Już u kapitana, wszyscy rozsiedli się w ogrodzie. Wyglądali na zadowolonych przyjęciem. Dziadek pomógł Markowi rozpalić grilla, a tort powitalny już prawie był zjedzony. Wiele innych przekąsek miało podobne zainteresowanie. Każdy rozmawiał i śmiał się co jakiś czas, czasem ktoś zdenerwował się na Scotty'ego. Niby wszystko szło dobrze, ale nagle słychać było klucz przekręcany w zamku i głośne "Wróciłam". Wszyscy nagle ucichli, ze zdziwionymi minami. Jako iż był to damski głos, nikt nie wiedział co powiedzieć. Wiele par oczu skierowanych było na Marka. Oczywiście, nikt nie pomyślał, że to mogła być jego matka. Przecież tylko ona mogłaby wracać, nie mieszkałby z dziewczyną, chociaż...Kapitan był w końcu taki dziwny, że to nie było niewykluczalne. Myśli wszystkich przerwał kontur głowy wychylający się zza drzwi do ogrodu. Wszyscy wstali i ukłonili się w geście powitania.
- Ach, to wy, chłopcy! - odezwała się matka Marka.
- My...Pani...Znaczy... - wszyscy przyglądali się niskiej kobiecie o lekkim uśmiechu, piegach i brązowych, krótkich włosach.
- M-Mama? Już wróciłaś? - zapytał jej wyraźnie zakłopotany syn. Zapomniał bowiem spytać mamy o pozwolenie na przyjęcie.
Kobieta, ubrana w pomarańczową koszulkę, położyła kilka siatek tuż przy stole. Uśmiechnęła się lekko, wyciągając przeróżne przekąski. A to znaczyło, że wiedziała co się stanie. Dziadek zaś uśmiechnął się pod wąsem. Przyjęcie trwało dalej.
Było by dobrze, gdyby nagle nie pojawił się pył, zwiastujący coś niedobrego. Zza ciemnej chmury wyłoniło się kilkanaście, może kilkadziesiąt osób. Nie było to nic innego jak...Aliea Academy! Wyglądali groźnie, gdy widać było tylko kontury ich sylwetek. Czyżby znowu stali się groźnymi przeciwnikami?
Ależ skąd! Xavier na czele z Brycem i Claudem poprowadzili do Marka resztę uczniów tego niezwykłego gimnazjum. Po przywitaniu się i kontynuacji przyjęcia, która nie trwała już tak długo, wszyscy udali się w stronę boiska przy rzece.
Zostali rozdzieleni w kilka drużyn. Raimon, w swoim normalnym składzie już byli ustawieni na boisku. Drużyna najlepszych z Aliea Academy czekała na swoją kolej, na trawie przy boisku. Jedna z drużyn złożonych z głównych gości miała grać przeciwko Jedenastce Raimona a druga również czekała.
Mecz rozpoczął się podaniem Edgara do Paola. Mark wiele razy musiał bronić swojej bramki, tak samo jak Hector własnej. Menadżerki przyglądały się uważnie grze, każdy zadowalał się oglądaniem.
Wieczorem, gdy słońce już prawie całkiem zaszło, zostały ogłoszone wyniki.
Raimon 2 - 2 Ekipa Gości Nr. 1
Raimon 3 - 2 Ekipa Gości Nr. 2
Raimon 2 - 2 Aliea Academy
Zadowoleni wracali do domu kapitana, mając w głowie tylko jedną myśl - nocowanie pod gołym niebem w ogrodzie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Kolejny rozdział~ Cieszycie się? Mam nadzieję że wam się spodobał!
P.S. Niedługo pojawi się karta, w której dowiecie sie wszystkiego na temat planowanych przeze mnie fanfic'ów c:
środa, 3 kwietnia 2013
#004 - Weekend
Anne zapukała do pokoju brata.
- Onii-san!
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął wyraźnie zdenerwowany Nathan. Ciekawe, chyba nikt oprócz siostry nie widział go zdenerwowanego.
- Co chcesz? - mruknął.
- Onii-san, może dziś gdzieś pójdziemy? Jest weekend! - spojrzała na niego słodkim wzrokiem. Gdyby Nathan był swoim tatą, pewnie już by szedł z Anne do lodziarni.
- Koleżanek nie masz? - zapytał, już mając zamykać drzwi.
- Ale Onii...
- Nie mam czasu.
Anne odpuściła. Stwierdziła, że tym razem ujdzie bratu na sucho.
W tym samym czasie, Nath już ubrany, pisał SMS'a na swoim telefonie.
"Nast, nie wytrzymam jeśli zostanę z nią w domu. Wyjdziesz gdzieś? T.T "
Odpowiedź przyszła wręcz błyskawicznie.
"No to spotykamy się zaraz, przed blokiem c:"
Nathan pospiesznie otworzył drzwi swojego pokoju i dotarł do korytarza. Już miał otwierać drzwi, ale przecież nie mogło mu pójść tak łatwo.
- Gdzie idziesz, Onii-san? - spytała słodko jego siostra.
Chłopak nie zwrócił na to uwagi i otworzył drzwi, kierując się do windy.
- Jednak idziesz gdzieś ze mną? - Anne pojawiła się błyskawicznie przy nim, trzymając w ręku torbę. Widocznie się uparła.
- Nie. Ty zostajesz w domu, albo idziesz gdzieś s-a-m-a. - odpowiedział, schodząc już schodami.
Wyszedł przed blok, zanim Anne zdążyła go dogonić. Niebiesko-włosy wiedział, że tamta łatwo nie odpuści, więc przywitał się z Nastią i tłumacząc jej wszystko, schował się z boku budynku. Miał nadzieję, że jego siostra "zgubi trop". Słychać było nawoływania niebiesko-włosej. Nath zagryzł wargi. Wkrótce usłyszał zamykające się drzwi do klatki schodowej i odgłos jadącej windy.
- Droga wolna. - powiedział, ruszając w stronę dość znanej w tym mieście lodziarni.
~*~ Później ~*~
- Jakie chcesz? Ja stawiam. - zapytał z uśmiechem.
- Wezmę truskawkowę, ale zapłacę za siebie, na prawdę. - odpowiedziała Anastasia.
- Jedne truskawkowe, jedną gałkę a drugie miętowo-czekoladowe, też jedną. - wyrecytował, wyciągając portfel.
Gdy już zapłacił i usiadł gdzieś niedaleko na ławce, dołączyła do niego Ana.
- Na prawdę nie musiałeś. - powiedziała, siadając.
Brązowooki tylko się uśmiechnął.
- Zdecydowała, że zostanie dłużej. - mruknął po chwili.
- Anne?
- Mhm...
- Nie martw się. Na pewno w końcu da Ci spokój. - powiedziała, chcąc pocieszyć piłkarza. Mimo to, wiadomo było, że Anne nie zostawi tego tak łatwo.
- Niedługo mecz, więc nie mów o tej sprawie nikomu. - poprosił chłopak.
~*~ W tym samym czasie ~*~
- Dziadku, ty też? - zapytał szczęśliwy Mark do słuchawki telefonu. Wyszczerzył się, słysząc odpowiedź i zostawił telefon na blacie kuchennym, zapominając się rozłączyć. - To już jutro! -krzyknął.
~*~ U Axel'a ~*~
- Braciszku, już wróciłeś! - uradowana Julia pobiegła przytulić białowłosego.
Axel uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. "Spóźnia się..." - pomyślał. Ktoś zapukał do drzwi. Axel otworzył a jego oczom ukazał się chłopak z peleryną.
- Cześć, chodź do mnie. - Przywitał go, i ruszył w stronę swojego pokoju.
gdy już byli sami, za drzwiami pokoju, Axel usiadł na łóżku.
- Chciałeś pogadać o tym? - zapytał, podkreślając wyraźnie słowo "tym". Jude potaknął głową.
- Myślisz że powinienem powiedzieć o tym Celii? - odwrócił wzrok, spoglądając przez okno.
- Znasz odpowiedź, w końcu to Twoja siostra. Ale ważniejsze jest, czy podjąłeś już ostateczną decyzję...
- Tak. - odpowiedział. - Tak myślę. - dodał już szeptem.
---
Możecie krzyczeć że znów krótki, ale o 70 słów dłuższy od poprzedniego :D . W następnym poście będzie trochę inaczej, ponieważ wielkimi krokami nadchodzi MECZ i przyjęcie powitalne! Przygotujcie się również na pojawienie się nowej osóbki, o której czytać mogliście w karcie "bohaterowie". Emily! To wszystko już niedługo. Dziękuję za komentarze!
- Onii-san!
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął wyraźnie zdenerwowany Nathan. Ciekawe, chyba nikt oprócz siostry nie widział go zdenerwowanego.
- Co chcesz? - mruknął.
- Onii-san, może dziś gdzieś pójdziemy? Jest weekend! - spojrzała na niego słodkim wzrokiem. Gdyby Nathan był swoim tatą, pewnie już by szedł z Anne do lodziarni.
- Koleżanek nie masz? - zapytał, już mając zamykać drzwi.
- Ale Onii...
- Nie mam czasu.
Anne odpuściła. Stwierdziła, że tym razem ujdzie bratu na sucho.
W tym samym czasie, Nath już ubrany, pisał SMS'a na swoim telefonie.
"Nast, nie wytrzymam jeśli zostanę z nią w domu. Wyjdziesz gdzieś? T.T "
Odpowiedź przyszła wręcz błyskawicznie.
"No to spotykamy się zaraz, przed blokiem c:"
Nathan pospiesznie otworzył drzwi swojego pokoju i dotarł do korytarza. Już miał otwierać drzwi, ale przecież nie mogło mu pójść tak łatwo.
- Gdzie idziesz, Onii-san? - spytała słodko jego siostra.
Chłopak nie zwrócił na to uwagi i otworzył drzwi, kierując się do windy.
- Jednak idziesz gdzieś ze mną? - Anne pojawiła się błyskawicznie przy nim, trzymając w ręku torbę. Widocznie się uparła.
- Nie. Ty zostajesz w domu, albo idziesz gdzieś s-a-m-a. - odpowiedział, schodząc już schodami.
Wyszedł przed blok, zanim Anne zdążyła go dogonić. Niebiesko-włosy wiedział, że tamta łatwo nie odpuści, więc przywitał się z Nastią i tłumacząc jej wszystko, schował się z boku budynku. Miał nadzieję, że jego siostra "zgubi trop". Słychać było nawoływania niebiesko-włosej. Nath zagryzł wargi. Wkrótce usłyszał zamykające się drzwi do klatki schodowej i odgłos jadącej windy.
- Droga wolna. - powiedział, ruszając w stronę dość znanej w tym mieście lodziarni.
~*~ Później ~*~
- Jakie chcesz? Ja stawiam. - zapytał z uśmiechem.
- Wezmę truskawkowę, ale zapłacę za siebie, na prawdę. - odpowiedziała Anastasia.
- Jedne truskawkowe, jedną gałkę a drugie miętowo-czekoladowe, też jedną. - wyrecytował, wyciągając portfel.
Gdy już zapłacił i usiadł gdzieś niedaleko na ławce, dołączyła do niego Ana.
- Na prawdę nie musiałeś. - powiedziała, siadając.
Brązowooki tylko się uśmiechnął.
- Zdecydowała, że zostanie dłużej. - mruknął po chwili.
- Anne?
- Mhm...
- Nie martw się. Na pewno w końcu da Ci spokój. - powiedziała, chcąc pocieszyć piłkarza. Mimo to, wiadomo było, że Anne nie zostawi tego tak łatwo.
- Niedługo mecz, więc nie mów o tej sprawie nikomu. - poprosił chłopak.
~*~ W tym samym czasie ~*~
- Dziadku, ty też? - zapytał szczęśliwy Mark do słuchawki telefonu. Wyszczerzył się, słysząc odpowiedź i zostawił telefon na blacie kuchennym, zapominając się rozłączyć. - To już jutro! -krzyknął.
~*~ U Axel'a ~*~
- Braciszku, już wróciłeś! - uradowana Julia pobiegła przytulić białowłosego.
Axel uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. "Spóźnia się..." - pomyślał. Ktoś zapukał do drzwi. Axel otworzył a jego oczom ukazał się chłopak z peleryną.
- Cześć, chodź do mnie. - Przywitał go, i ruszył w stronę swojego pokoju.
gdy już byli sami, za drzwiami pokoju, Axel usiadł na łóżku.
- Chciałeś pogadać o tym? - zapytał, podkreślając wyraźnie słowo "tym". Jude potaknął głową.
- Myślisz że powinienem powiedzieć o tym Celii? - odwrócił wzrok, spoglądając przez okno.
- Znasz odpowiedź, w końcu to Twoja siostra. Ale ważniejsze jest, czy podjąłeś już ostateczną decyzję...
- Tak. - odpowiedział. - Tak myślę. - dodał już szeptem.
---
Możecie krzyczeć że znów krótki, ale o 70 słów dłuższy od poprzedniego :D . W następnym poście będzie trochę inaczej, ponieważ wielkimi krokami nadchodzi MECZ i przyjęcie powitalne! Przygotujcie się również na pojawienie się nowej osóbki, o której czytać mogliście w karcie "bohaterowie". Emily! To wszystko już niedługo. Dziękuję za komentarze!
sobota, 30 marca 2013
#003 - Anne i Plan Marka
Jej głos zagłuszały ogłoszenia z głośników i hałasy nadlatujących samolotów. Niecierpliwiła się, bo nie dość, że przyleciała z godziną opóźnienia, to jeszcze nikt po nią nie przyjechał. Na szczęście nie była jedną z tych biednych, małych dziewczynek nie mających pieniędzy, więc zamówiła taksówkę. Wsiadła do samochodu, przygładzając białą sukienkę i podała kierowcy adres domu Swift 'ów.
Trening miał się zaczynać, ale dalej kogoś brakowało. A nawet kilku ktosiów.
- Gdzie Mark? - Zastanawiała się Silvia.
- A Nathan? - Dodał pytająco Jack.
- Nastii też brakuje... - Stwierdziła Nelly.
Postanowili jeszcze trochę poczekać...
Zapukała do odpowiednich drzwi a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech - pułapka, której uniknąć potrafi tylko jej brat. Drzwi powoli otworzyły się, a niebiesko-włosy chłopak prawie wpadł na przybyłą, wychodząc. Dziewczyna w białej sukience rzuciła mu się na szyję.
- Cześć, braciszku! - Powiedziała słodko.
Tak, to była Anne. Chłopak szybko się odsunął, wyrywając się. Przyglądnął się dziewczynie: miała niebieskie włosy i tego samego koloru oczy. Ale kiedy ostatnio ją widział miała brązowe. Musiała więc założyć szkła kontaktowe. Dziewczyna zrobiła smutną minę, spoglądając pytająco na brata.
- Wychodzę. - Mruknął, kierując się w stronę drzwi sąsiadki.
- A gdzie, braciszku? - Dalej miała słodki głos.
- Na trening. - Odpowiedział, dzwoniąc do drzwi Anastasii.
- Cześć, Nath. - Uśmiechnęła się różowo-włosa, otwierając drzwi. Nie zauważyła siostry chłopaka. - Idziemy? I tak jesteśmy już spóźnieni...
- Braciszku, mogę iść pobiegać z Tobą? - Zapytała niebiesko-włosa. Było już wiadomo, że nie interesowała się poczynaniami brata przez te lata - nie wiedziała nawet że gra w piłkę.
- P-Pobiegać? - Spytał szeptem. - Nie dzisiaj.
Ruszył do windy, a menadżerka za nim. Anne zaś patrzyła jak tamci znikali za zamykającymi się, metalowymi drzwiami.
- Przepraszamy za spóźnienie! - Przeprosiła Ana, podbiegając do grupki czekających.
- Mieliśmy mały problem po drodze. - Stwierdził Nathan, wyraźnie przybity. Nastia spojrzała na niego współczująco.
- W każdym razie, możemy już zaczynać. - Rzekł Mark, który przyszedł niekrótko przed nimi. - Nie zgadniecie kto nas odwiedzi!
Miał racje - nikt nie zgadł. Musiał więc wyjawić im odpowiedź i powoli ujawniać swój plan.
- Paolo, Hector, Tiago... - Wyliczał. - Dylan, Kruger, Edgar, Robingo.
Reszta nie mogła nic powiedzieć wybałuszając tylko oczy.
- Chcę ich powitać najlepiej jak tylko się da! - Powiedział. - Urządzimy przyjęcie, mecz...
- Kapitanie, ale jak to mecz, skoro wymieniłeś tylko siedmiu? - Zapytał Tod.
- Odwiedzi nas również Byron, Xavier, Fox, Torch, Jordan i Dave... Spodziewamy się też Shawna, Darrena, Scotty'ego... - Nie zdążył dokończyć, ponieważ Kevin mu przerwał.
- Dobra, rozumiemy!
Menadżerki zajęły się planowaniem przyjęcia, a członkowie klubu trenowaniem. Musieli być w jak najlepszej formie.
- Właściwie...Kiedy to będzie? - Zapytała Silvia.
- Juto, rzecz jasna! - Wyszczerzył się kapitan drużyny.
________________________
Tak oto, nowym rozdziałem odwieszam bloga. Nie będę już się przejmować oskarżeniami o plagiat (bo nie plagiatuję~), a nawet jeśli wy sądzicie że tak robię, to przypomnę jedno zdanie z 3 sezonu Inazumy: "Każdy przechodzi przez periodę, kiedy stara się kogoś naśladować [...]" (lub coś takiego, nie będę cytować dokładnie).
Mam nadzieję, że ktoś się cieszy z nowego rozdziału.
Trening miał się zaczynać, ale dalej kogoś brakowało. A nawet kilku ktosiów.
- Gdzie Mark? - Zastanawiała się Silvia.
- A Nathan? - Dodał pytająco Jack.
- Nastii też brakuje... - Stwierdziła Nelly.
Postanowili jeszcze trochę poczekać...
Zapukała do odpowiednich drzwi a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech - pułapka, której uniknąć potrafi tylko jej brat. Drzwi powoli otworzyły się, a niebiesko-włosy chłopak prawie wpadł na przybyłą, wychodząc. Dziewczyna w białej sukience rzuciła mu się na szyję.
- Cześć, braciszku! - Powiedziała słodko.
Tak, to była Anne. Chłopak szybko się odsunął, wyrywając się. Przyglądnął się dziewczynie: miała niebieskie włosy i tego samego koloru oczy. Ale kiedy ostatnio ją widział miała brązowe. Musiała więc założyć szkła kontaktowe. Dziewczyna zrobiła smutną minę, spoglądając pytająco na brata.
- Wychodzę. - Mruknął, kierując się w stronę drzwi sąsiadki.
- A gdzie, braciszku? - Dalej miała słodki głos.
- Na trening. - Odpowiedział, dzwoniąc do drzwi Anastasii.
- Cześć, Nath. - Uśmiechnęła się różowo-włosa, otwierając drzwi. Nie zauważyła siostry chłopaka. - Idziemy? I tak jesteśmy już spóźnieni...
- Braciszku, mogę iść pobiegać z Tobą? - Zapytała niebiesko-włosa. Było już wiadomo, że nie interesowała się poczynaniami brata przez te lata - nie wiedziała nawet że gra w piłkę.
- P-Pobiegać? - Spytał szeptem. - Nie dzisiaj.
Ruszył do windy, a menadżerka za nim. Anne zaś patrzyła jak tamci znikali za zamykającymi się, metalowymi drzwiami.
- Przepraszamy za spóźnienie! - Przeprosiła Ana, podbiegając do grupki czekających.
- Mieliśmy mały problem po drodze. - Stwierdził Nathan, wyraźnie przybity. Nastia spojrzała na niego współczująco.
- W każdym razie, możemy już zaczynać. - Rzekł Mark, który przyszedł niekrótko przed nimi. - Nie zgadniecie kto nas odwiedzi!
Miał racje - nikt nie zgadł. Musiał więc wyjawić im odpowiedź i powoli ujawniać swój plan.
- Paolo, Hector, Tiago... - Wyliczał. - Dylan, Kruger, Edgar, Robingo.
Reszta nie mogła nic powiedzieć wybałuszając tylko oczy.
- Chcę ich powitać najlepiej jak tylko się da! - Powiedział. - Urządzimy przyjęcie, mecz...
- Kapitanie, ale jak to mecz, skoro wymieniłeś tylko siedmiu? - Zapytał Tod.
- Odwiedzi nas również Byron, Xavier, Fox, Torch, Jordan i Dave... Spodziewamy się też Shawna, Darrena, Scotty'ego... - Nie zdążył dokończyć, ponieważ Kevin mu przerwał.
- Dobra, rozumiemy!
Menadżerki zajęły się planowaniem przyjęcia, a członkowie klubu trenowaniem. Musieli być w jak najlepszej formie.
- Właściwie...Kiedy to będzie? - Zapytała Silvia.
- Juto, rzecz jasna! - Wyszczerzył się kapitan drużyny.
________________________
Tak oto, nowym rozdziałem odwieszam bloga. Nie będę już się przejmować oskarżeniami o plagiat (bo nie plagiatuję~), a nawet jeśli wy sądzicie że tak robię, to przypomnę jedno zdanie z 3 sezonu Inazumy: "Każdy przechodzi przez periodę, kiedy stara się kogoś naśladować [...]" (lub coś takiego, nie będę cytować dokładnie).
Mam nadzieję, że ktoś się cieszy z nowego rozdziału.
poniedziałek, 25 lutego 2013
#002 - Strefa Footballu
Następnego dnia, Nastię obudził dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegarek i zdziwiona stwierdziła, że jest zepsuty.Westchnęła cicho i szybko zaczęła ubierać się w szkolny mundurek. Już miała zakładać podkolanówki, kiedy znów usłyszała dzwonek.
- Już idę! - krzyknęła, biegnąc ubrana na korytarz.
Gdy założyła buty i wzięła plecak, otworzyła drzwi. Jednak jak bardzo się zdziwiła, widząc kto pod nimi stał.
- N-Nathan? - spojrzała na chłopaka. No tak, przecież był jej sąsiadem...
- Ja. - potwierdził niebiesko-włosy śmiejąc się krótko. - Czy to coś dziwnego, lub złego?
- N-Nie...
- Lepiej już chodźmy, bo spóźnimy się do szkoły.
- Masz r-rację...
Po jakimś czasie, krótszym niż pół godziny, doszli do gimnazjum. Wchodząc do klasy, zastali Nelly, co bardzo ich zdziwiło; rzadko widziało się ją przy klasie, jako że większość czasu spędzała w biurze swego ojca. Chociaż ona także ma prawo się uczyć, prawda? Jednak nie po to była w klasie. Wyraźnie czekała, aż będzie mogła powiedzieć to, co chciała.
Wszyscy siedli już w ławkach, słychać było tylko jakieś ciche szepty dochodzące z ostatnich miejsc. Brązowowłosa odchrząknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oczy wszystkich uczniów zwrócone były teraz na nią.
- Jak pewnie już wiecie, w tym miesiącu startują kwalifikacje do kolejnej edycji Strefy Footballu. Prosiłabym więc o natychmiastowe stawienie się graczy i menadżerek ekipy Raimona na boisku.
Oznajmiła, wymieniając spojrzenia z Silvią. Następnie skierowała się do wyjścia, a za nią wyszli wszyscy piłkarze i menadżerki należące do ostatniej klasy. Córka dyrektora zapukała do drzwi młodszej klasy i z poważną miną wyrecytowała to samo zdanie.
Będąc już na boisku, Mark i jego koledzy zaczęli rozgrzewkę, dziewczyny zaś zaczęły o czymś rozmawiać. Hillman i Trevis również dyskutowali. Wreszcie rozgrzewka się skończyła a tamci zaczęli treningowy mecz. Menadżerki i trenerzy dokładnie obserwowali ich grę. Wszystko szło dobrze, nikt nie zwracał uwagi na Marka, który na prawdę nie mógł skupić się na grze. Jednak ojciec Camelii nie wytrzymał zbyt długo - natychmiastowo przerwał trening, zwracając mu uwagę. Kapitan tylko potakiwał głową, nawet nie patrząc na trenera, który tym razem kazał mu zejść z boiska. Członkowie klubu spoglądali na siebie zdezorientowani i zdziwieni. Celia smutnym i zaniepokojonym wzrokiem patrzyła na swojego brata, który również nie wyglądał na zainteresowanego treningiem. Axel zaś chyba 20 raz próbował zrobić Ognistego Koguta z Nathanem. Za każdym razem nie wychodziło, a z białowłosego strumieniami spływał pot, był na prawdę zmęczony.
- Szkoda mi ich. - Szepnęła Celia.
- Nie mogę na to patrzeć. - Mruknęła Nelly, odwracając wzrok.
- Strefa Footballu, tak? Myślicie że dadzą radę? - Zapytała Anastasia.
- Przecież to Raimon! Na pewno im się uda. - Powiedziały Camelia i Silvia, przygotowując ręczniki i bidony.
Usiedli zmęczeni na ławce. Mark wpatrzony w swoje rękawiczki nawet nie spojrzał na ciemnowłosą przyjaciółkę, która chciała podać mu picie. Jude również był zamyślony i tylko jedna osoba, prócz niego samego, wiedziała o co chodzi. Celia przyglądała mu się badawczo i ze smutkiem w oczach. Ani dziewczyny, anie trenerzy, nie wiedzieli o co chodzi. Nathan rozglądnął się i wstał.
- Co się z Wami dzieje?! - Zapytał, lecz nikt mu nie odpowiedział. Zmartwiony usiadł na ławce, przyglądając się przyjaciołom.
- Koniec treningu, wracajcie do domów. - Oświadczył ojciec fioletowowłosej.
U Marka
- Dziadku? - Wypowiedział mark do telefonu. Musiał koniecznie z nim pogadać. - Czy TO prawda?
U Axela
Axel leżał w pokoju, również nad czymś rozmyślając. Był tak zamyślony, że za pierwszym razem nie usłyszał dzwoniącej komórki.
- Halo? - Dało się słyszeć znajomy głos w telefonie.
- Coś chciałeś? - Zapytał Axel szeptem.
- Bądź nad rzeką za 5 minut. - Odpowiedział głos bez owijania w bawełnę.
Napastnik Raimona rozłączył się i przygotował do wyjścia.
Usiadł na trawie obok znajomego i zaczął rozmowę. Z daleka można było usłyszeć tylko urywki ich dyskusji.
- Jesteś pewien?
- Podjąłem moją decyzję...
- Chyba.
- Myślę, że będzie dobrze.
I inne takie.
U Nathana
- Nie uważasz synu, że powinniśmy zaprosić tych nowych sąsiadów na kolację?
Niebiesko-włosy tylko przytaknął głową, zapisując coś na karce swojego zeszytu. Nie miał zielonego pojęcia, czemu inni tak zachowywali się na treningu, martwiło go to.
- To pójdź ich zaproś, już nakrywam stół!
Znów przytaknął, tym razem jednak wstając.
- Oh, zapomniałam wcześniej Ci powiedzieć! Jutro przyjeżdża Anne!
Na te słowa Nath zatrzymał się i spojrzał w stronę matki.
- A-Anne...? - Wydusił cicho.
- Tak! Cieszysz się, prawda?
Chłopak niepewnie potaknął głową, szybko wychodząc. Skierował się do drzwi Nastii i zapukał.
- O, cześć. - Serdecznie uśmiechnęła się różowo-włosa, otwierając. - Wszystko dobrze? Wyglądasz nieswojo... - powiedziała zatroskana.
- Taaak, wszystko dobrze. - Wymuszony uśmiech wpełzł na twarz Swift'a. - Przyszedłem spytać czy ty i twoja rodzina nie przyszlibyście do nas na kolację. - wydusił.
- Z chęcią! Poczekasz tu, czy wolisz wejść? Muszę zawołać rodziców.
- Poczekam tu.
Siedem osób siedziało przy stole - rodzina Swift i White właśnie się posilali.
- Było przepyszne. - Oznajmiła błękitnooka, gdy już skończyła.
Rodzice dwójki gimnazjalistów zaczęli dyskutować, więc Nathan zaproponował pójście do jego pokoju. Gdy już się tam znajdowali, usiedli na podłodze.
- Nie wiedziałem że masz siostrę. - Brązowooki starał się zacząć rozmowę.
- To teraz już wiesz. - Uśmiechnęła się dziewczyna i rozejrzała się po pokoju. Wzrokiem natrafiła na jakiś kolaż ze zdjęciami, najprawdopodobniej rodzinnymi. Udało jej się rozpoznać matkę i ojca Nathana, no i jego samego, ale była też jedna osoba, której nie znała. - Nathan, kto to?
Nathan podążył za jej wzrokiem. - To... - Przyglądnął się zdjęciu, natrafiając na niebiesko-włosą dziewczynę. - Moja siostra. - Powiedział cicho, jednak nie szepcząc. Swoją drogą, nie wiedział czemu to powiedział, przecież gdyby Ana była tylko sąsiadką, czy tylko koleżanką, nie powiedziałby jej tego. Czy to znaczyło że jest przyjaciółką?
- Siostra? - Zdziwiła się, wstając i podchodząc do zdjęcia. - Racja, jest podobna do Ciebie.
- Anne... - Szepnął. - Dlaczego?
- Co dlaczego? - Anastasia odwróciła się w stronę goszczącego ją chłopaka.
- Ona...Przyjeżdża jutro. - Mruknął.
- Nie powinieneś się z tego cieszyć? - Zdziwiona podeszła do niego.
- Znowu zrujnuje mi całe życie.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ona nic nie rozumie...Zniszczy wszystko... - mówił, już prawie ze łzami w oczach, a trzeba dodać, że on rzadko płakał.
Różowo-włosa nie wiedziała co ma zrobić w takiej sytuacji. Co się robi kiedy przyjaciel płacze? Gdyby to była przyjaciółka można by było ją przytulić i pocieszać, ale w tym wypadku nawet pocieszanie nic nie da. Chyba nagle przestała myśleć, bo przytuliła go na pocieszenie...
~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~
Oto kolejny - już drugi - rozdział! Tym razem jest (chyba) dłuższy i dowiemy się więcej o rodzinie Nathana oraz Anastii. Do tego wiemy już, że rozpocznie się FF! Jesteście ciekawi co będzie dalej? :D Ja też (xD). W każdym razie trochę mi odbiło z tym tulasowym końcem... Piszcie wasze opinie w komentarzach! Chciałąm was też poinformować, że niedługo będziecie mieli dostęp do bannerów blogowych, więc będziecie mogli zareklamować ten fanfic u siebie! ^^
- Już idę! - krzyknęła, biegnąc ubrana na korytarz.
Gdy założyła buty i wzięła plecak, otworzyła drzwi. Jednak jak bardzo się zdziwiła, widząc kto pod nimi stał.
- N-Nathan? - spojrzała na chłopaka. No tak, przecież był jej sąsiadem...
- Ja. - potwierdził niebiesko-włosy śmiejąc się krótko. - Czy to coś dziwnego, lub złego?
- N-Nie...
- Lepiej już chodźmy, bo spóźnimy się do szkoły.
- Masz r-rację...
Po jakimś czasie, krótszym niż pół godziny, doszli do gimnazjum. Wchodząc do klasy, zastali Nelly, co bardzo ich zdziwiło; rzadko widziało się ją przy klasie, jako że większość czasu spędzała w biurze swego ojca. Chociaż ona także ma prawo się uczyć, prawda? Jednak nie po to była w klasie. Wyraźnie czekała, aż będzie mogła powiedzieć to, co chciała.
Wszyscy siedli już w ławkach, słychać było tylko jakieś ciche szepty dochodzące z ostatnich miejsc. Brązowowłosa odchrząknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oczy wszystkich uczniów zwrócone były teraz na nią.
- Jak pewnie już wiecie, w tym miesiącu startują kwalifikacje do kolejnej edycji Strefy Footballu. Prosiłabym więc o natychmiastowe stawienie się graczy i menadżerek ekipy Raimona na boisku.
Oznajmiła, wymieniając spojrzenia z Silvią. Następnie skierowała się do wyjścia, a za nią wyszli wszyscy piłkarze i menadżerki należące do ostatniej klasy. Córka dyrektora zapukała do drzwi młodszej klasy i z poważną miną wyrecytowała to samo zdanie.
Będąc już na boisku, Mark i jego koledzy zaczęli rozgrzewkę, dziewczyny zaś zaczęły o czymś rozmawiać. Hillman i Trevis również dyskutowali. Wreszcie rozgrzewka się skończyła a tamci zaczęli treningowy mecz. Menadżerki i trenerzy dokładnie obserwowali ich grę. Wszystko szło dobrze, nikt nie zwracał uwagi na Marka, który na prawdę nie mógł skupić się na grze. Jednak ojciec Camelii nie wytrzymał zbyt długo - natychmiastowo przerwał trening, zwracając mu uwagę. Kapitan tylko potakiwał głową, nawet nie patrząc na trenera, który tym razem kazał mu zejść z boiska. Członkowie klubu spoglądali na siebie zdezorientowani i zdziwieni. Celia smutnym i zaniepokojonym wzrokiem patrzyła na swojego brata, który również nie wyglądał na zainteresowanego treningiem. Axel zaś chyba 20 raz próbował zrobić Ognistego Koguta z Nathanem. Za każdym razem nie wychodziło, a z białowłosego strumieniami spływał pot, był na prawdę zmęczony.
- Szkoda mi ich. - Szepnęła Celia.
- Nie mogę na to patrzeć. - Mruknęła Nelly, odwracając wzrok.
- Strefa Footballu, tak? Myślicie że dadzą radę? - Zapytała Anastasia.
- Przecież to Raimon! Na pewno im się uda. - Powiedziały Camelia i Silvia, przygotowując ręczniki i bidony.
Usiedli zmęczeni na ławce. Mark wpatrzony w swoje rękawiczki nawet nie spojrzał na ciemnowłosą przyjaciółkę, która chciała podać mu picie. Jude również był zamyślony i tylko jedna osoba, prócz niego samego, wiedziała o co chodzi. Celia przyglądała mu się badawczo i ze smutkiem w oczach. Ani dziewczyny, anie trenerzy, nie wiedzieli o co chodzi. Nathan rozglądnął się i wstał.
- Co się z Wami dzieje?! - Zapytał, lecz nikt mu nie odpowiedział. Zmartwiony usiadł na ławce, przyglądając się przyjaciołom.
- Koniec treningu, wracajcie do domów. - Oświadczył ojciec fioletowowłosej.
U Marka
- Dziadku? - Wypowiedział mark do telefonu. Musiał koniecznie z nim pogadać. - Czy TO prawda?
U Axela
Axel leżał w pokoju, również nad czymś rozmyślając. Był tak zamyślony, że za pierwszym razem nie usłyszał dzwoniącej komórki.
- Halo? - Dało się słyszeć znajomy głos w telefonie.
- Coś chciałeś? - Zapytał Axel szeptem.
- Bądź nad rzeką za 5 minut. - Odpowiedział głos bez owijania w bawełnę.
Napastnik Raimona rozłączył się i przygotował do wyjścia.
Usiadł na trawie obok znajomego i zaczął rozmowę. Z daleka można było usłyszeć tylko urywki ich dyskusji.
- Jesteś pewien?
- Podjąłem moją decyzję...
- Chyba.
- Myślę, że będzie dobrze.
I inne takie.
U Nathana
- Nie uważasz synu, że powinniśmy zaprosić tych nowych sąsiadów na kolację?
Niebiesko-włosy tylko przytaknął głową, zapisując coś na karce swojego zeszytu. Nie miał zielonego pojęcia, czemu inni tak zachowywali się na treningu, martwiło go to.
- To pójdź ich zaproś, już nakrywam stół!
Znów przytaknął, tym razem jednak wstając.
- Oh, zapomniałam wcześniej Ci powiedzieć! Jutro przyjeżdża Anne!
Na te słowa Nath zatrzymał się i spojrzał w stronę matki.
- A-Anne...? - Wydusił cicho.
- Tak! Cieszysz się, prawda?
Chłopak niepewnie potaknął głową, szybko wychodząc. Skierował się do drzwi Nastii i zapukał.
- O, cześć. - Serdecznie uśmiechnęła się różowo-włosa, otwierając. - Wszystko dobrze? Wyglądasz nieswojo... - powiedziała zatroskana.
- Taaak, wszystko dobrze. - Wymuszony uśmiech wpełzł na twarz Swift'a. - Przyszedłem spytać czy ty i twoja rodzina nie przyszlibyście do nas na kolację. - wydusił.
- Z chęcią! Poczekasz tu, czy wolisz wejść? Muszę zawołać rodziców.
- Poczekam tu.
Siedem osób siedziało przy stole - rodzina Swift i White właśnie się posilali.
- Było przepyszne. - Oznajmiła błękitnooka, gdy już skończyła.
Rodzice dwójki gimnazjalistów zaczęli dyskutować, więc Nathan zaproponował pójście do jego pokoju. Gdy już się tam znajdowali, usiedli na podłodze.
- Nie wiedziałem że masz siostrę. - Brązowooki starał się zacząć rozmowę.
- To teraz już wiesz. - Uśmiechnęła się dziewczyna i rozejrzała się po pokoju. Wzrokiem natrafiła na jakiś kolaż ze zdjęciami, najprawdopodobniej rodzinnymi. Udało jej się rozpoznać matkę i ojca Nathana, no i jego samego, ale była też jedna osoba, której nie znała. - Nathan, kto to?
Nathan podążył za jej wzrokiem. - To... - Przyglądnął się zdjęciu, natrafiając na niebiesko-włosą dziewczynę. - Moja siostra. - Powiedział cicho, jednak nie szepcząc. Swoją drogą, nie wiedział czemu to powiedział, przecież gdyby Ana była tylko sąsiadką, czy tylko koleżanką, nie powiedziałby jej tego. Czy to znaczyło że jest przyjaciółką?
- Siostra? - Zdziwiła się, wstając i podchodząc do zdjęcia. - Racja, jest podobna do Ciebie.
- Anne... - Szepnął. - Dlaczego?
- Co dlaczego? - Anastasia odwróciła się w stronę goszczącego ją chłopaka.
- Ona...Przyjeżdża jutro. - Mruknął.
- Nie powinieneś się z tego cieszyć? - Zdziwiona podeszła do niego.
- Znowu zrujnuje mi całe życie.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ona nic nie rozumie...Zniszczy wszystko... - mówił, już prawie ze łzami w oczach, a trzeba dodać, że on rzadko płakał.
Różowo-włosa nie wiedziała co ma zrobić w takiej sytuacji. Co się robi kiedy przyjaciel płacze? Gdyby to była przyjaciółka można by było ją przytulić i pocieszać, ale w tym wypadku nawet pocieszanie nic nie da. Chyba nagle przestała myśleć, bo przytuliła go na pocieszenie...
~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~
Oto kolejny - już drugi - rozdział! Tym razem jest (chyba) dłuższy i dowiemy się więcej o rodzinie Nathana oraz Anastii. Do tego wiemy już, że rozpocznie się FF! Jesteście ciekawi co będzie dalej? :D Ja też (xD). W każdym razie trochę mi odbiło z tym tulasowym końcem... Piszcie wasze opinie w komentarzach! Chciałąm was też poinformować, że niedługo będziecie mieli dostęp do bannerów blogowych, więc będziecie mogli zareklamować ten fanfic u siebie! ^^
czwartek, 31 stycznia 2013
#001 - Plotki
Jak zwykle, niedaleko szkolnej bramy, cała czwórka zaczęła rozmawiać. Mark ziewnął głośno; od dawna nie spał u siebie w domu, był przyzwyczajony do łóżek na wyspie. Axel również nie wyglądał najlepiej, a o Judzie już lepiej nie wspominać. Tylko Nathan był wyspany i szybki jak zwykle, bowiem to on jako pierwszy z całej grupki zjawił się przy gimnazjum. Wymienili kilka zdań, zanim znaleźli się w klasie.
- Witajcie uczniowie. Mam dla was dobrą nowinę - przeniosła się do nas nowa uczennica. Anastasia White!
Jak na zawołanie, przy nauczycielu pojawiła się błękitnooka, średniej wysokości dziewczyna, rozglądająca się po klasie. Miała ciemno-różowe włosy i najwyraźniej była zdziwiona, zatrzymując swój wzrok po kolei na członkach klubu piłkarskiego. Zaniemówiła i zamrugała, po czym udała się na wyznaczone przez nauczyciela miejsce - w środkowym rzędzie, czyli pomiędzy Nathanem a Judem a także tuż za kapitanem. Okazało się, że nie wzięła swojego ołówka, więc całą matematykę musiała używać tego, należącego do niebieskowłosego pomocnika, za to linijkę pożyczyła od najlepszego stratega w historii footabll'u. Zmartwiony czymś, białowłosy napastnik raczył spojrzeć na nią tylko raz. I tak lekcja się zakończyła.
Równo z dzwonkiem wszyscy wyszli z klasy, a Mark przepuścił Anastasię. Gdy na korytarzu dołączyli do niego koledzy, nie wytrzymał i spytał:
- Kim jest ta dziewczyna? Nie znam jej!
- Nie słuchałeś, Mark? - zaśmiał się Nath.
- Nowa, Anastasia White. - powiedział były uczeń Akademii Królewskiej.
Axel tylko potwierdził, przytaknięciem głowy. Udali się więc na kolejną lekcję, jaką był japoński.
Po lekcjach, od powrotu do domu dzielił ich tylko trening. Zebrali się na boisku, gdzie reszta ekipy już czekała. Wszystkie cztery menadżerki siedziały już na ławce, czekając aż Celia znajdzie plan zaplanowanego na ten dzień treningu. Camelia i Nelly wpatrywały się w Marka, podczas gdy Silvia pomagała siostrze Juda.
- Silvia, nie uważasz że... - zaczęła córka Pana Raimona.
- ...Mark jest jakiś inny dzisiaj? - dokończyła fioletowo-włosa.
Istotnie, Mark nie zwracał na innych uwagi i stał w bramce, intensywnie się nad czymś zastanawiając.
- Hm...Teraz, jak to mówicie... - przytaknęła Silvia.
- O! Ktoś idzie! - Celia już trzymała kartkę z planem treningu.
Błękitnooka powoli kierowała się w stronę boiska.Wszyscy skupili na niej swój wzrok, nawet zamyślony bramkarz. Ta, wcale nie speszona, stanęła przed grupą menadżerek i szepnęła coś do nich. Wszystkie się uśmiechnęły, jedne weselej, inne tylko potwierdzając.
- Od dziś... - Zaczęła granatowowłosa reporterka.
- ...Anastasia White... - Kontynuowała Nelly.
- ...Staje się piątą menadżerką... - Dodała Camelia.
- ...Klubu Piłkarskiego Gimnazjum Raimona! - Dokończyła Silvia.
Trening trwał, wszyscy spoglądali na Nastię, ale tylko Nathan patrząc na nią, uśmiechał się. Nowa zaś, śledziła wzrokiem głównie jego. Przyszedł czas na strzał, chłopak podał więc do Axela, który przygotował się do jednej ze swoich technik. Kopnął piłkę, która przeleciała nad bramką, a Mark wpatrzony był w swoje rękawiczki. Gdyby nie nieudana próba napastnika, kapitan nawet by nie zauważył, że ktoś strzela.
- Co się dzieje?
- Axel, czemu Ci się nie udało?
- Skup się na grze, Mark!
- Nie gap się w jedno miejsce, tylko broń bramki!
Takie właśnie padały komentarze. Dziewczyny, zdziwione, patrzyły to na Evansa, to na Blaze'a.
Wieczorem, gdy wszyscy bez wyjątku wracali do domu, fanki Axela szeptały coś do siebie, zdziwione i zmartwione zaś te Marka, spoglądały na niego, zastanawiając się, nad czym on się zastanawiał. Celia zaś szła ze swoim bratem - dziś miała jeść u niego obiad, więc słyszała wszystko, co mówią fanki Juda.
- Bracie, nad czym się tak zastanawiasz? - zapytała go. - Jesteś równie zamyślony, jak kapitan.
- Nie...To nic. - odpowiedział chłopak, jednak to jeszcze bardziej wzbudziło podejrzenia w dziennikarce.
Nathan szedł razem z Anastią, która okazała się być jego sąsiadką. Za nimi podążała grupka odrobinę zazdrosnych dziewcząt.
- To jej pierwszy dzień, a już ma takie szczęście.
- Widziałyście, jak się do niej uśmiechał?
- A jak pożyczał jej ołówek?
- A wtedy, gdy przytrzymał jej drzwi i podniósł torbę, która jej spadła?
Szeptały adoratorki atlety, który udawał że ich nie słyszy, za to Nastia była coraz bardziej speszona i nieśmiała. Rozpuściła włosy, do tej pory tworzące dwie kulki po bokach głowy i ukryła część twarzy pod kosmykami.
- Witajcie uczniowie. Mam dla was dobrą nowinę - przeniosła się do nas nowa uczennica. Anastasia White!
Jak na zawołanie, przy nauczycielu pojawiła się błękitnooka, średniej wysokości dziewczyna, rozglądająca się po klasie. Miała ciemno-różowe włosy i najwyraźniej była zdziwiona, zatrzymując swój wzrok po kolei na członkach klubu piłkarskiego. Zaniemówiła i zamrugała, po czym udała się na wyznaczone przez nauczyciela miejsce - w środkowym rzędzie, czyli pomiędzy Nathanem a Judem a także tuż za kapitanem. Okazało się, że nie wzięła swojego ołówka, więc całą matematykę musiała używać tego, należącego do niebieskowłosego pomocnika, za to linijkę pożyczyła od najlepszego stratega w historii footabll'u. Zmartwiony czymś, białowłosy napastnik raczył spojrzeć na nią tylko raz. I tak lekcja się zakończyła.
Równo z dzwonkiem wszyscy wyszli z klasy, a Mark przepuścił Anastasię. Gdy na korytarzu dołączyli do niego koledzy, nie wytrzymał i spytał:
- Kim jest ta dziewczyna? Nie znam jej!
- Nie słuchałeś, Mark? - zaśmiał się Nath.
- Nowa, Anastasia White. - powiedział były uczeń Akademii Królewskiej.
Axel tylko potwierdził, przytaknięciem głowy. Udali się więc na kolejną lekcję, jaką był japoński.
Po lekcjach, od powrotu do domu dzielił ich tylko trening. Zebrali się na boisku, gdzie reszta ekipy już czekała. Wszystkie cztery menadżerki siedziały już na ławce, czekając aż Celia znajdzie plan zaplanowanego na ten dzień treningu. Camelia i Nelly wpatrywały się w Marka, podczas gdy Silvia pomagała siostrze Juda.
- Silvia, nie uważasz że... - zaczęła córka Pana Raimona.
- ...Mark jest jakiś inny dzisiaj? - dokończyła fioletowo-włosa.
Istotnie, Mark nie zwracał na innych uwagi i stał w bramce, intensywnie się nad czymś zastanawiając.
- Hm...Teraz, jak to mówicie... - przytaknęła Silvia.
- O! Ktoś idzie! - Celia już trzymała kartkę z planem treningu.
Błękitnooka powoli kierowała się w stronę boiska.Wszyscy skupili na niej swój wzrok, nawet zamyślony bramkarz. Ta, wcale nie speszona, stanęła przed grupą menadżerek i szepnęła coś do nich. Wszystkie się uśmiechnęły, jedne weselej, inne tylko potwierdzając.
- Od dziś... - Zaczęła granatowowłosa reporterka.
- ...Anastasia White... - Kontynuowała Nelly.
- ...Staje się piątą menadżerką... - Dodała Camelia.
- ...Klubu Piłkarskiego Gimnazjum Raimona! - Dokończyła Silvia.
Trening trwał, wszyscy spoglądali na Nastię, ale tylko Nathan patrząc na nią, uśmiechał się. Nowa zaś, śledziła wzrokiem głównie jego. Przyszedł czas na strzał, chłopak podał więc do Axela, który przygotował się do jednej ze swoich technik. Kopnął piłkę, która przeleciała nad bramką, a Mark wpatrzony był w swoje rękawiczki. Gdyby nie nieudana próba napastnika, kapitan nawet by nie zauważył, że ktoś strzela.
- Co się dzieje?
- Axel, czemu Ci się nie udało?
- Skup się na grze, Mark!
- Nie gap się w jedno miejsce, tylko broń bramki!
Takie właśnie padały komentarze. Dziewczyny, zdziwione, patrzyły to na Evansa, to na Blaze'a.
Wieczorem, gdy wszyscy bez wyjątku wracali do domu, fanki Axela szeptały coś do siebie, zdziwione i zmartwione zaś te Marka, spoglądały na niego, zastanawiając się, nad czym on się zastanawiał. Celia zaś szła ze swoim bratem - dziś miała jeść u niego obiad, więc słyszała wszystko, co mówią fanki Juda.
- Bracie, nad czym się tak zastanawiasz? - zapytała go. - Jesteś równie zamyślony, jak kapitan.
- Nie...To nic. - odpowiedział chłopak, jednak to jeszcze bardziej wzbudziło podejrzenia w dziennikarce.
Nathan szedł razem z Anastią, która okazała się być jego sąsiadką. Za nimi podążała grupka odrobinę zazdrosnych dziewcząt.
- To jej pierwszy dzień, a już ma takie szczęście.
- Widziałyście, jak się do niej uśmiechał?
- A jak pożyczał jej ołówek?
- A wtedy, gdy przytrzymał jej drzwi i podniósł torbę, która jej spadła?
Szeptały adoratorki atlety, który udawał że ich nie słyszy, za to Nastia była coraz bardziej speszona i nieśmiała. Rozpuściła włosy, do tej pory tworzące dwie kulki po bokach głowy i ukryła część twarzy pod kosmykami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)